UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

Czytasz starą część bloga, na której już nie pojawiają się aktualizacje. Żeby zobaczyć nowe posty, zajrzyj na nowy adres.

3 marca 2014

Wizyta u dr Libera

Choć minęły długie miesiące (a nawet lata w niektórych przypadkach), zdałem sobie sprawę, że nie opisywałem nigdy moich wizyt u konkretnych "transowych" lekarzy w ramach publicznego posta. Zwykle opowiadałem to w kółko w kolejnych mejlach i wiadomościach. Może to komuś pomoże, w końcu sam szukałem takich informacji przed umówieniem się do nich. Zacznę od dr Libera, seksuologa i ginekologa. Przyjmuje w Krakowie, Niepołomicach i Warszawie, ja byłem w Krakowie. W zakładce "Lekarze" po prawej stronie są namiary. Jest to człowiek dość bezpośredni, lubiący żartować (nawet jeśli czasem są to dość grubo ciosane żarty) i raczej nie robiący problemów.

Długo wahałem się przed wizytą u dr Libera. Większość obeznanych w temacie na pewno wie o słynnych fotkach i obowiązkowym badaniu ginekologicznym. Głównie te dwie kwestia, plus finanse, powstrzymywały mnie przed pójściem do niego. Obchodziłem go dookoła, szukając innych lekarzy, którzy wystawiliby mi zaświadczenie i dali hormony. Jako że mój główny diagnosta (dr Jabłoński) współpracuje z dr Liberem, w końcu się do niego zgłosiłem, żeby mieć z głowy.

Najpierw of kors rejestracja. Z czeluści internetu wygrzebałem kilka numerów, wybrałem najpierw komórkowy. Okazało się to błędem, dr Liber odesłał mnie do "pielęgniarki", czyli rejestracji w krakowskim gabinecie. Zadzwoniłem więc tam. Pani rejestratorka i jednocześnie pielęgniarka do np. pobierania krwi jest szalenie miła i sama jej obecność odejmuje trochę stresu. ;) Próbowałem wydobyć od niej dokładne info na temat cen, ale nie była w stanie mi odpowiedzieć, twierdząc, że to zależy od tego, na jakie badania się zdecyduję. Miała rację, ale te kilka stów trzeba mieć przy sobie. Na termin nie czeka się długo, czasem uda się nawet w tym samym tygodniu.

Gabinet znalazłem łatwo, trzeba pacnąć domofon i pani pielęgniarka otwiera drzwi. W tym samym miejscu jest też dentysta, ale chyba nie przyjmuje w te same dnie co seksuolog. Po wejściu mija się korytarz z wieszakami i toaletą (jako że jest to też ginekolog, w toalecie jest dodatkowo bidet i żele do higieny intymnej). W samej poczekalni telewizor huczy tak, że często nie da się usłyszeć rozmów pani rejestratorki z pacjentami, a co dopiero tych w gabinecie lekarskim, duży plus. Ani poczekalni, ani gabinetu nie widać z ulicy. Na dzień dobry przed każdą wizytą jest mierzone ciśnienie - ponoć nie zdarzył się jeszcze pierwszowizytowy trans bez wysokiego. ;) Nie byłem wyjątkiem, więc odczekałem swoje na kanapie i zmierzono mi jeszcze raz, na spokojnie. Zwykle czeka się samemu, rzadziej z jakąś jedną osobą. Nigdy nie spotkałem więcej, jest kameralnie i komfortowo. Można się napić wody, pooglądać ryczącą telewizję, poczytać gazetkę o mammografii... ;)

Lekarz zaprosił mnie do gabinetu, usiadłem potulnie na zydelku i odczekałem aż skończy coś tam porządkować po poprzedniej pacjentce (oprócz nas przyjmuje też normalnie kobiety). Oczywiście poleciały standardowe pytania - dane, choroby, stale przyjmowane leki, okres, seks i masturbację itd itp, jak to u seksuologów. Bez jakiś wielkich szczegółów, głównie chodziło o to, czy dochodzi do penetracji. Zapytał się również o diagnozę psychologiczną, wystarczyła odpowiedź, że właśnie ją kończę u dr Jabłońskiego (mam znajomych, którzy mówili, że jeszcze nie zaczęli i też nie było problemu, także bez stresu). Dr Liber opisał mi krótko co mnie czeka itd, a że znałem to już na pamięć po poprzednich lekarzach, to nie słuchałem zbyt uważnie. Chwilę później dostałem zaproszenie na fotel. Ginekologiczny. Ciężkie westchnięcie, ściągnięcie wszystkiego od pasa w dół i jazda. Cały czas mówił do mnie w rodzaju męskim, używał mojego męskiego imienia i żartował. Kiedy okazało się, że badanie u mnie przejdzie dość boleśnie, dostałem od razu znieczulenie i sprzęt dla młodych dziewczynek. ;) Zaliczyłem zwykłe sprawdzenie "czy wszystko okej tak na oko", wymazy i cytologię. Pod koniec dr sięgnął po aparat i cyknął mi porno fotkę - teraz moja anatomia ma okazję zostać gwiazdą jakiejś seksuologicznej rozprawy. Z tego, co mi wiadomo, każdy trans czy transka mają foto-sesję u dr Libera. Przy okazji rutynowego badania dr wyrył mi guza jelita, ale ze względu na fakt, że nikt się nie spodziewał, to nie musiałem płacić za dodatkowe usg i badania rektalne (przy każdej wizycie zresztą pyta, czy starczy mi pieniędzy - podejrzewam, że gdyby nie starczyło, to mógłbym donieść później). Samo badanie, to obowiązkowe, było bezbolesne, a lekarz bardzo się starał, żeby było jak najmniej stresujące. Polecam go jako ginekologa dla transów, to na pewno. Wracając jednak do wizyty... Jeszcze na fotelu, choć już ze złączonymi grzecznie kolanami, musiałem podciągnąć koszulkę i rozpiąć spłaszczak, żeby dr sprawdził, czy nie mam jakichś podejrzanych zmian na cyckach. Przy okazji zaliczyłem komplement na temat wyglądu spłaszczaka. Z fotela zeskoczyłem na wagę, a potem moja sylwetka została zaszczycona kolejnymi fotkami (przodem i tyłem).

Po tym wszystkim mogłem się ubrać. Kiedy wróciłem na zydel, dr Liber wręczył mi skierowania na badania (krwi - ogólne, hormonalne i kariotyp) i receptę na testosteron w zastrzykach domięśniowych (Omnadren 250) z zaleceniami, kiedy rozpocząć terapię (rzetelny lekarz tego nie robi, bo skąd mógł wiedzieć, że wszystko u mnie w porządku i mogę brać tst?). Znajomy dostał też coś, co miało związek z okresem, ale nie mam pojęcia, co to było. Umiem sam robić zastrzyki, ale gdybym nie umiał, to chyba dostałbym też jakieś skierowanie do zabiegowego. Z gabinetu wywędrowałem do pani pielęgniarki, żeby dowiedzieć się o cenę wszystkich badań (cennik jest taki sam jak w zwykłych przychodniach). Kilka dni później wróciłem, zrobiłem badania, odczekałem swoje i zacząłem brać szoty na nowo (kiedyś już brałem tst, ale musiałem przerwać).

Ogólnie polecam jako ginekologa dla transów, ale jako lekarza od transseksualizmu już nie, bo gdyby dał receptę komuś, kto nie zadbał o swoje badania i psychologiczną diagnostykę wystarczająco wcześniej, to mógłby mu zrobić wielką krzywdę.

21 lutego 2014

Odwilż na blogu.

Mam wreszcie przerwę w leczeniu, panowie onkolodzy myślą, co ze mną zrobić, tak samo cała ortopedyczno-reumatologiczna świta, także postanowiłem się przekopać przez blogowe zaległości. Wiadomości na mejlu, fejsie, gadu i gdzie popadnie mam tak z grubsza milion sto piętnaście, dlatego zajmie mi to trochę czasu. Postaram się odpisać na wszystkie wydające mi się aktualne, zarówno te z Waszymi problemami, jak i te kutasowe. Cierpliwości zatem. Jeśli do marca nie dostaniecie odpowiedzi, przypomnijcie się, mogę coś przeoczyć (i na bank przeoczę).

Od razu odpowiem na jedno pytanie, które pojawiło się w co trzecim mejlu: pakery na chwilę obecną robię wyłącznie zwykłe, te do wypychania gatek, na resztę aktualnie nie mam za bardzo siły. Lekarze coś ze mną zrobią, to się zabiorę do fujar na nowo.

Dzięki za cierpliwość. :)

2 listopada 2013

Info-notka.

W związku z ciągłymi pytaniami - blog jest zawieszony, postów tymczasowo nie będzie.

Grabieżca walczy z nfz-em, żeby nie skończyć na onkologii, bo za bardzo jest przywiązany do swoich włosów. Po dodaniu do tej radosnej rozrywki normalnych, codziennych problemów typu praca, szkoła, pieniądze, rodzina i przyszłość, na razie nie jest w stanie ani nastroju na pisanie.

Jeśli masz jakiś pomysł na posty, wyślij go na email (stworzę sobie bazę na potem), jednak nie spodziewaj się odpowiedzi w najbliższym czasie.

10 sierpnia 2013

Spłaszczak z Underworks

Kolejny zdjęciodawca! Tym razem spłaszczak z Underworks, konkretnie model 997. H. stwierdził, że powinien być mniejszy o rozmiar, ale jest wygodny i nie utrudnia oddychania. Można w nim spokojnie spać. Razem z przesyłką wyszło koło 150zł, szło do Polski tylko kilka dni (do domu przyszedł kurier, nie pocztą).

8 sierpnia 2013

Seks z babskim ciałem.

Postanowiłem sobie kiedyś, że nie będę się za dużo wypowiadał na temat orientacji, seksu i takich tam. Są ludzie, którzy znają się na tym lepiej (zwłaszcza od strony psych.) i piszą sensownie, nie zahaczając przy tym o tematy tak ciekawe jak różne fetysze, relacje SM i dziwne praktyki, co niewątpliwie stałoby się tutaj. Jednak któryś z kolei mejl z niemalże identycznymi pytaniami sprawił, że zdecydowałem się wyprodukować tego oto posta.

Jakie to pytania? Głównie pojawiają się trzy.
1. Brzydzę się swojego ciała, wręcz powinienem się brzydzić, więc nie mogę się masturbować, prawda?
2. Czy transseksualista może być gejem? Z babskim ciałem przecież nie można być gejem, pewnie jestem niemęski, nie jestem tru i w ogóle.
3. Pozwalam komuś dotykać się po całym ciele w trakcie seksu, czy to znaczy, że powinienem zostać jednak kobietą, skoro sprawia mi to przyjemność?

Zatem na sam początek. Jakiej jesteś płci? Ano jesteś facetem, prawda? Ewentualnie właśnie się zastanawiasz jakiej jesteś płci, ale w takim wypadku zalecam elastyczność i sprawdzanie, po której stronie czujesz się lepiej, po prostu. Wracając do facetowania... Jesteś facetem. Masz cycki i jesteś facetem. Masz bardziej lub mniej żeńskie imię i jesteś facetem. Masz lub miałeś okres i jesteś facetem. Wszystkie te kaemowe sprawy nie zasłaniają poczucia, że jednak jesteś facetem, hm? Niefortunna wada wrodzona, ot, zdarza się, jedni rodzą się z dziwną ilością palców, ty się urodziłeś bez fujary, bywa. Skoro przełknąłeś wszystkie powyższe, to dlaczego nie miałbyś przełknąć (ba, cieszyć się z) seksu, do którego cię ciągnie? No okej, możesz czuć się dziwnie, ale tak w zasadzie, w trakcie i tak zapomnisz, że coś jest nie halo. ;)

Jak wszystkim już w dzisiejszych czasach wiadomo, masturbacja jest czymś normalnym, niezależnie od płci. Zwłaszcza, kiedy hormony szaleją i nie za bardzo wiadomo, co z tym fantem zrobić. Technika jest nieistotna, nie ma żadnych ograniczeń dla transów tylko dlatego, że są transami. Kiedyś potknąłem się w internecie o jakiś "kodeks walenia" czy coś w ten deseń... W zasadach było m.in., że wolno się onanizować wyłącznie łechtaczkowo (łechtaczka w końcu jest odpowiednikiem penisa) lub analnie (ale tego już nie zalecano, bo "to dla pedałów"). Hm. Wrzuciłem ten kodeks do worka z poradami dla "męskich na 140%", co znaczy, że nie popieram. Róbta co chceta, tak długo, jak robicie to z głową i bez krzywdy dla innych. I "z głową" nie znaczy, że ma być przyzwoicie czy normalnie, ma być bezpiecznie. Każdy ma jakieś dziwne fetysze. ;) Więcej o masturbacji tutaj.

Seks... Hm. Skoro już masz kogoś, z kim czujesz się na tyle dobrze, że postanowiliście uprawiać seks, to dlaczego martwisz się swoim ciałem? Skoro ją/go to rajcuje, to znak, że w pełni je akceptuje i pewnie nawet nie zwraca zbytnio uwagi. A nawet jeśli zwraca uwagę, to widać nie jest to aż tak ważne. Z głową i bez krzywdy dla innych - jedyna zasada, o jaką powinieneś się tak naprawdę martwić. Oczywiście jeśli stwierdzisz, że jednak taki układ cię nie kręci i wolisz poczekać aż zdobędziesz pakery/protezy czy przejdziesz operacje, to nie zmuszaj się. Argumenty "jak już raz dałeś radę, to dasz i teraz, przywykniesz" stanowczo olej, nie podpisywałeś żadnego kontraktu. Z drugiej strony, jeśli partner(ka) stwierdzi, że to on(a) ma problem, też nie zmuszaj. Niech powie, czego oczekuje. Dacie jakoś radę.

I na sam koniec temat, o który zdarzyło mi się już zahaczyć. Orientacja. Żeby było łatwiej, to może znowu pochlastam nas na kawałki. Masz w sobie kilka niezależnych części (angielskie nazwy, bo jestem przyzwyczajony i tyle):
- gender - płeć psychiczna, w przypadku k/m płeć męska. Czujesz się facetem, więc jesteś facetem, nie da się ciebie namówić na coś innego bez siekaniny w głowie. Oczywiście "płci do wyboru" jest więcej.
- sex - płeć fizyczna, w przypadku k/m żeńska. To, co masz w spodniach. Jest więcej opcji niż facet/kobieta (choć w dokumentach już niekoniecznie, tam masz albo albo).
- orientacja/preferencje - twoje upodobania, kto/co Ci się podoba, itd., czyli homo-, hetero-, bi-, pan- i cała reszta.
- gender expression - sposób, w jaki wyrażasz swoją płeć, czyli czy nosisz umazane smarem od czołgu bojówki czy ciasne rureczki z  brokatowym paskiem. Albo czy starasz się wyglądać jak człowiek bez płci.
Części te mogą współgrać albo i nie, różnie bywa. Jak widzisz, możesz mieć zestaw np. facet + płeć żeńska + gejoza + brokatowy pasek do bojówek ze smarem. I nic w tym złego, to jesteś ty i tyle. Bądź sobie gejem, bądź sobie hetero, bądź sobie aseksem, serio, to jest twoje życie. Brak fujary nie zabrania ci życia zgodnie ze swoją orientacją. Jeśli się wahasz, bądź otwarty - obserwuj z czym czujesz się naturalniej i idź w tym kierunku.

6 sierpnia 2013

Panie urzędniczki.

Mała opowiastka o paniach urzędniczkach: zbieranie informacji na temat sądu.

Grabieżca niepewnym krokiem podbija do kolejnego okienka w poszukiwaniu urzędniczki dość zaangażowanej w pracę, żeby zwróciła w ogóle na niego uwagę. Cud! Pani zwraca uwagę, ignorując nawet nawołującą zza pleców Basieńkę.
- Dzień dobry. – zaczyna przeuprzejmie, czekając z dalszą częścią aż pani urzędniczka odpowie (nawyk zdobyty w pracy przy obsłudze klienta).
- Dobry, dobry. – słyszy po wyjątkowo długim czasie.
Zadowolony przystępuje do tłumaczenia swojej sprawy, zalewając urzędniczkę salwą uśmiechów numer trzy i siedemnaście, żeby zyskać dodatkowe punkty. Urzędniczka w skupieniu wysłuchuje jego paplaniny, rzuca okiem na wciskane przez petenta papierzyska, po czym z całym swoim urzędniczym humorem rzuca:
- Pan chce płeć zmieniać? A to nie łatwiej nałożyć sukienkę? Teraz takie na każdą figurę robią. – rechocze zadowolona. Basieńka za plecami też rechocze. Tylko Grabieżca nie rechocze, ograniczając się do uprzejmego uśmiechu numer dziewięć.
- Chyba w moim wypadku nie starczy. Zatem, wracając do głównego pytania… - cierpliwie tłumaczy jeszcze raz, o co mu chodzi, subtelnie podsuwając pani urzędniczce papiery pod nos, żeby jednak sprawdziła, czy mają sens.
Wtem! Pani urzędniczka zauważa żeńską formę nazwiska w formularzach.
- A to pan drugi raz płeć zmienia? Odwidziało się panu?
Basieńka zapuszcza żurawia zza pleców pani urzędniczki.
- A widzisz, chłop wrócił po rozum do głowy, z takim wyglądem to tylko facet. A sobie pan imię wybrał! Arystokracja! – obie ponownie rechoczą, Grabieżca natomiast zaczyna dumać nad swym losem. – Ale to i tak nie tutaj, pan zadzwoni… Marzenka, daj panu numer do dziewczyn od <tu jakiś slang, którego nie zapamiętałem>. Pan zadzwoni tutaj i się dowie.
Grabieżca kiwa potulnie głową i zbiera swoje papierzyska, żegna się jak na dżentelmena przystało i idzie się napić zimnej chemii z automatu w ramach odetchnięcia.

28 lipca 2013

Pas piersiowy - krok po kroku.

Kolejny zdjęciodawca - Daily. Zdjęcia ilustrujące krok po kroku jak spłaszczać się pasem piersiowym. Podziękujcie mu, bo ode mnie raczej byście tego nie dostali - na mnie niestety pas nie działa (tak samo jak za ciasne koszulki i podobne). Co cytowane, to Daily'ego, co w nawiasie albo zwyczajnie bez cytatu, to moje. Lecim.

Najpierw porównanie - luzem i po spłaszczeniu.


A teraz instrukcja.

"Tak cały mój właściwie osprzęt wygląda, podpisany itd. przed założeniem ^^ [...] Ja w zwykłej koszulce (przy używaniu pasa MUSI być dopasowana! Za ciasnych raczej nie mam, ale wątpię, by to dobrze wyglądało - widać nierówności, a w za luźnych w ogóle nie osiąga się efektu - nadal wygląda się wcale-nie-płasko) [...] Akurat miałem białą koszulkę (jedyną dopasowaną na wyposażeniu, gdyż akurat nie ma mnie w domu), ale wiadomo, że ciemna lepsza ^^"
"Zaczynam od bandaża, wcale nie musi być mocno związany, tylko tak trochę, chodzi o wstępny efekt i żeby było wygodnie. Supełek chowam na środku klatki piersiowej =P"
(Grabieżca: radziłbym jednak używać piętnastki, zwłaszcza kiedy ktoś jest niewprawiony)
"Na to pas. Jest na rzep i trzeba się postarać go w miarę równo zapiąć... To nie jest jakaś straszna filozofia, kilka razy założysz i potem już idzie lepiej."
 "Ale... jak się zegniesz, to lipa. Siadać nie można, bo wszystko widać..."
"A więc, jako osoba kombinująca, zacząłem używać szmatki, apaszki, kawałka materiału czy kto tam czego zapragnie, byleby było wygodne i dość łatwo dawało się układać. Składam ją odpowiednio, żeby pasowała i zaginam trochę górę, żeby była podwójna warstwa - tam jest najwięcej do wypchania =P Wkładam to mniej więcej tak, tylko pod spód."
 "Trzyma, bo jest zapięte - dość ciasno. Ale nie uciska!!! "Szmatkę" dobrze jest co wieczór odświeżyć i gdzieś wywiesić, żeby rano przyjemniej było zakładać ^^ I tym sposobem jak się zginam (wbrew pozorom na tym zdjęciu jestem zgięty, po prostu telefon też przechyliłem niechcący ^^), to się zgina niżej i nie zaznacza to tak bardzo wiadomego kształtu =P"
 "Na to podkoszulka..."
"Wystaje, ale tak jest i trudno. Dużego dekoltu raczej nie można mieć... I na to już koszulka. I jest git. Na zdjęciach może tego nie widać, ale efekt, przynajmniej dla mnie, bardzo zadowalający. No, i cóż, ciemne kolory lepsze ^^".

Zatem instrukcję od Daily'ego mamy, ale skąd taki pas piersiowy zdobyć? Z Internetu lub ze sklepów ze sprzętem medycznym/rehabilitacyjnym. Trzeba pamiętać, że pas ma być męski, inaczej będzie miał luzy na piersi i używanie okaże się zdeka bez sensu. Jak robić zakupy w necie raczej każdy wie, więc skupię się na sklepach stacjonarnych. Generalnie możecie kupić taki pas bez przymierzania i ewentualnie oddać na następny dzień, jeśli go nie zapocicie itd. - tak przynajmniej było w moim przypadku, warto się upewnić przed zakupem. Innym plusem jest też przymierzanie na miejscu różnych rozmiarów. Obsługa nie ma zwykle nic przeciwko. Jeśli jednak wyglądasz zdecydowanie jak dziewczyna, to mogą odmówić wydania pasu męskiego do przymierzania - wtedy lepiej skorzystać z możliwości wzięcia do domu ("dla kogoś") i ewentualnego zwrotu.

24 lipca 2013

Spłaszczanie przy użyciu body.

Dzięki uprzejmości mojego znajomego możecie zobaczyć kolejny sposób na spłaszczanie. Głównie dla tych z mniejszym rozmiarem. Fajans używa na co dzień normalnie dostępnych rzeczy, takich jak za ciasne podkoszulki albo za małe stroje kąpielowe czy body. Tutaj widać ostatnią z opcji, czyli za małe body. Sam noszący mówi, że powinno być jeszcze mniejsze, ale efekt jest okej.

Przed spłaszczeniem.
Po spłaszczeniu.


Oklaski dla zdjęciodawcy. ;)

15 lipca 2013

Jak poprawnie pachnieć?

Jak z tytułu można wywnioskować - post będzie o zapachach, głównie tych psikanych. Używał słowa "zapachy" zamiast "perfumy", "dezodoranty", "wody zapachowe" itd., małe zboczenie wujka Grabieżcy, musicie mu wybaczyć. Mam kilku znajomych (a i nieznajomi się dość często znajdują), którzy gwałcą brutalnie wszelkie zasady noszenia zapachów i choć specem w żaden sposób nie jestem, to mam nadzieję, że ten krótki post co nieco wyjaśni.

Umiar!
Nie psikamy po połowie torsu jak w reklamach czy pięć razy pod rząd, żeby zapach dłużej się trzymał. Absolutnie. Po jakimś czasie przestaje się czuć zapach, jednak otoczenie nadal niucha - dlatego też stanowcze "nie" dla odnawiania psiknięć co godzinkę czy dwie. Gdzieś kiedyś wyczytałem, że "im więcej ludzi wokół ciebie, tym mniej zapachu na tobie". Czyli: jeśli idziesz na jednoznaczne spotkanie, możesz pachnieć trochę ostrzej; na obiad do teściów, pachniesz wyczuwalnie, ale subtelnie; w tłum, pachniesz bardzo słabo lub wcale. Dlaczego? Wyobraź sobie, że każdy ze zgromadzonych tam ludzi zionie własnymi perfumami... Paw zapachowy w przypadku tłumu, hm? Zasadą, z jakiej korzystam na co dzień jest "trzy psiknięcia maks". Jeżeli zrobisz to w dobrym miejscu, zapach czuć większość dnia.

Miejsce!
No właśnie, w dobrym miejscu... Czym jest dobre miejsce? W przypadku facetów poniżej obojczyków (klatka, górna część torsu). Zapach utrzymuje się tam dość długo i nieźle współgra z naturalnym zapachem skóry (jesli ktoś rozumie, co mam na myśli, bo nie umiem tego lepiej wyjaśnić). Słyszałem, że przed randką można delikatnie psiknąć wnętrze ud, ale nie testowałem. ;)
Zapachów używa się wyłącznie na skórę, ewentualnie jako mgiełkę na włosy, nigdy na ubrania! Nie pytać dlaczego, nie sprzeczać się, zapamiętać i stosować.

Higiena!
Żaden zapach, nawet najlepszy, nie zastąpi prysznica, niezależnie jak bardzo męska populacja tego pragnie. Jeśli już z lekka capisz, a nie masz możliwości umycia się, to odpuszczasz zapach w ogóle - mniej się wtedy rzucasz "w nos" i nie zwracasz tak bardzo uwagi na pot.

Rodzaj!
Zapach powinien być dostosowany do okazji, dość oczywiste, a jednak. Jeśli masz tylko jeden rodzaj zapachu i akurat nie pasuje - odpuść. Dość dziwnie byłoby wpaść na poranną kawkę pachnąc ciężkimi perfumami przeznaczonymi na wieczór we dwoje. No, chyba że pozostałościami po nich... ;)

Towarzystwo!
Panowie, unikajmy zapachowego pawia. Paw atakuje głównie pod postacią totalnie niedopasowanych zapachów. Może się wydawać, że tak nie jest, ale wszystko, czego używacie do mycia się itd. zostawia po sobie zapach. Człowiek przyzwyczaja się do zapachów, które czuje na co dzień i potem łazi taki niedopasowany.  Żel pod prysznic o zapachu czekolady, szampon o zapachu owoców, dezodorant arktycznym powiewem, guma do włosów o zapachu bliżej nieokreślonej chemii, do tego jeszcze płyn do płukania na ubraniach i mięta w ustach.... I na to wszystko perfumy. No właśnie. Dlatego warto choć trochę ujednolicić kosmetyczkę (nie mówię, że idealnie, bo kto by tego pilnował).

10 lipca 2013

Transseksualizm a zajęcia wf.

Od razu ostrzegam, że nie mam za dużego doświadczenia z wf-em, często miałem całoroczne zwolnienia, dość długo też lekcje były koedukacyjne. Jeśli ktoś ma swoje sposoby, komentarze mile widziane.

Zacznijmy od sytuacji, w której trans jeszcze się nie ujawnił i chodzi na zajęcia jako niewiasta. Wiadomo, damska szatnia. Jeśli jesteś hetero, staraj się skupić na widokach wokół siebie, poprawisz sobie tym humor. ;) Na pewno problemem jest bielizna, ewentualne spłaszczaki i zarost, choćby na nogach - i na tych trzech sprawach się skupię. Nie obstawiam raczej, żeby ktoś w takiej sytuacji nosił pakery. Najprościej jest chyba zagrać na "wyzwoloną kobietę" tudzież "chłopczycę" i zwyczajnie nie przejmować się uwagami otoczenia. Zamiast stanika (jeśli nie chcesz pokazywać piersi) lub spłaszczaka (jeśli nie chcesz dziwnych pytań) weź stanik sportowy [klik] [klik2] [klik3]. Raz, że jest wygodny, dwa, że o rozmiar przymały lekko spłaszcza, jednocześnie nie powodując krzywych spojrzeń. Jakiś czas temu dostałem taki w prezencie i używam go jako spłaszczaka w czasie upałów, na np. krótkie wypady do sklepu. Żeby działał jako prawdziwy spłaszczak, musi być naprawdę za mały (w moim wypadku powinno być L/XL, dostałem XS, nadal widać, ale wystarczy dobrać umiejętnie ubranie). Na etapie "przed-coming-outowym" wystarczy ten o jeden rozmiar mniejszy. Dość, żeby czuć się lepiej i nie być zaczepianym. Poza tym trudno nazwać zwykły taki top kobiecym, to też dodatkowy plus do samopoczucia. Co do bielizny... Nie mam zbytniego doświadczenia z damską, szczerze mówiąc, więc to będą luźne teorie. Podejrzewam, że dobrym wyjściem będą damskie bokserki [klik] [klik2] [klik3] albo wymówki pt. "męskie są wygodniejsze, kiedy dużo się ruszam, poza tym pod spodenkami i tak nie widać" ew. "w czasie okresu są bezpieczniejsze na wf". Generalnie im szersza guma w gaciach, tym bardziej męsko wyglądają, niezależnie od kroju. Pozostaje kwestia włosów na nogach. Z tego, co mi wiadomo, zimą i kiedy jest chłodniej, dziewczyny niespecjalnie przejmują się goleniem nóg - czemu Ty miałbyś się przejmować? Poza tym, w dzisiejszych czasach często widuje się facetów z gładkimi łydkami. Nikogo to już chyba nie dziwi. Stąd jedna rada na temat zarostu na nogach - byle było Ci z tym wygodnie i bezstresowo, poza tym rób co chcesz. A, kosmetyki. Jeśli używasz męskich dezodorantów, ale wstydzisz się robić to publicznie - kup taki w sztyfcie lub kulce. Parę ruchów i chowasz, a zapach nie roznosi się tak, jak w przypadku sprejów.

Trochę inaczej to wygląda, kiedy trans już ogłosił wszem i wobec, że nie jest kobietą, ale niestety nadal funkcjonuje w żeńskiej grupie. W tym przypadku spłaszczaki, gacie i inne takie nie stanowią problemu, wszyscy wiedzą, o co chodzi, więc wyglądaj sobie, jak Ci się podoba. ;) Jest natomiast dodatkowa opcja - można próbować przenieść się do facetów. Trzeba się jednak nad tym zastanowić. Dokładnie przemyśl, czy jesteś w stanie za nimi nadążyć - faceci muszą spełniać wyższe wymagania na wf-ie, np. kiedy dziewczyny biegną kilometr, oni biegną półtorej itd. Nie będziesz mieć opcji "niedyspozycji" (czy jak to tam jest zwane), tak jak to funkcjonuje w żeńskiej grupie. Do tego wszystkiego dochodzą przebieralnie, prysznice, czasem zajęcia na basenie itd. Po prostu się zastanów. Jeśli uznasz, że chcesz i jesteś w stanie sobie poradzić z nową sytuacją, po prostu pójdź do osoby odpowiedzialnej za zajęcia - możesz zacząć od żeńskiej strony, wtedy łatwiej zyskasz akceptację u nauczyciela od męskiej grupy. Lub na odwrót, wtedy wiesz, czy Cię przyjmą czy nie. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji na zajęciach. Można także prosić o pomoc wychowawcę, pedagoga, opiekuna grupy itd. Zaświadczenie od lekarza, że odbyłeś już jakąś wizytę w sprawie zmiany płci będzie pomocne, ale bez też warto spróbować. Jeśli nie zmienią Ci grupy - spokojnie. Tyle lat dałeś radę, dasz i kolejny rok. A od września/października próbuj się przenieść na nowo.

Jeśli nikt nie wie, o ts i ćwiczysz jako facet - na pewno wiesz, co robisz i prawdopodobnie nie potrzebujesz już rad. ;) Spłaszczak warto wystylizować na podkoszulkę (lub schować pod podkoszulką, np. tego typu). Paker też się przyda. Zainwestuj czas albo pieniądze w porządną uprząż lub schowek w bieliźnie - dużo ruchu, pot... Nie ryzykuj zgubienia zawartości spodni (znam transa, który strzelił gola własnym penisem ;) ).