UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

Czytasz starą część bloga, na której już nie pojawiają się aktualizacje. Żeby zobaczyć nowe posty, zajrzyj na nowy adres.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wujkowe opowiastki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wujkowe opowiastki. Pokaż wszystkie posty

10 maja 2018

Dlaczego używam określenia "zmiana płci"?

Kiedy ostatnio spotkałem się z bliską znajomą, która jest z zawodu przedstawicielką jednej ze specjalizacji niezbędnych do zmiany płci, dowiedziałem się o kolejnych zmianach dot. nazewnictwa oraz traktowania transseksualizmu z formalnego punktu widzenia. To, oraz ostatnie coraz częstsze pytania/uwagi odnośnie określeń, których używam, skłoniły mnie do napisania posta, z którym nosiłem się już od dłuższego czasu.


23 stycznia 2018

Czy zmieniał pan płeć w Azji?

Od ponad miesiąca trochę choruję i parę razy musiałem odwiedzić całodobowy dyżur. Dyżury te mają to do siebie, że nie znają całej historii choroby pacjenta, a jeśli ktoś - tak jak ja - ma całą rozpiskę do opowiedzenia, to może mu parę rzeczy umknąć. Ostatnim razem czułem się naprawdę źle, miałem wszystkiego serdecznie dość, z trudem pamiętałem o najważniejszych lekach, które przyjmuję po kilka razy dziennie, a co dopiero jakichś zastrzykach z testosteronem co kilka tygodni... Zapomniałem o nich na śmierć. Kiedy więc przyszedł czas, żebym położył się na leżance i odsłonił swe boskie ciało, lekarz nie miał bladego pojęcia, że jestem transem.

15 kwietnia 2017

Panhisterektomia - relacja Grabieżcy

Niedawno przeszedłem swoją drugą (lub trzecią, zależy jak liczyć) operację pod kątem zmiany płci, czyli histerektomię całkowitą. Jest to tzw. "dwójka", w czasie której usuwa się macicę z przydatkami. Niestety, jest to dla mnie najgorsze przeżycie szpitalne ze wszystkich kilkudziesięciu w moim życiu oraz z czterech operacji, jakie w ogóle przeszedłem. Miałem inne wskazania do operacji (ginekologiczne), nie tylko sam transseksualizm.


10 sierpnia 2015

A skąd ma pan macicę?

Na fali posta o panhisterektomii i kontrolach gin. postanowiłem wybrać się do ginekologa. Nie dość, że sam się z tym nosiłem od jakiegoś czasu, to dodatkowo dwóch innych specjalistów nalegało na konsultację. Gabinet mieści się w "mojej" przychodni, więc nie miałem problemu z założeniem karty, bo panie pielęgniarki mnie kojarzą. Byłem też wystarczająco pewny siebie, żeby żadna z czekających pań nie zwątpiła w celowość mojej obecności i obyło się bez krzywych spojrzeń.

29 lipca 2014

Fantomowe członki.

*znajomy pokazuje mi gifa, na którym pan wykonuje trick penisem*

Znajomy: Spróbuj, mówię ci, szał. Najdziwniejsze uczucie na świecie.
Grabieżca: Jasne, już pędzę.
Z: Przecież ty zawsze pierwszy do takich dziwactw...
G: No i dalej jestem pierwszy, tylko akurat tego raczej nie spróbuję.
Z: Czemu? Nie jest niebezpieczne.
G: No wiem.
Z: Więc?
G: ...
Z: ..?
G: ...
Z: ..Aaaa. Zapomniałem.

Bo liczy się postawa, a nie stan faktyczny. ;)

3 maja 2014

Sprytna kasjerka.

Byłem wczoraj w Oszą ze względu na jakieś urodzinowe promocje (pachnące kulki do kibla za dwa zeta, że o przecenionych suszonych morelach nie wspomnę). Człapię, człapię, a kiedy uznaję, że dotarłem do limitu finansowego, zmieniam kierunek człapania. Czas na kasowanie i płacenie. Przyjrzałem się kasjerom, wybrałem starym zwyczajem panią w średnim wieku, która miała na twarzy wypisane "za dwie godziny i dwadzieścia siedem minut stąd spierdalam, nic mnie nie obchodzi". Tym razem jednak się przeliczyłem, ale że nie ma tego złego, co by na śmieszne nie wyszło, powstała taka oto sytuacja...

Wykładam zakupy na kompletnie pustą kasę (w Oszą nigdy nie ma kolejek, kocham je za to). Pani sprawnie kasuje, dzieli je w siatkach na kategorie "da się zjeść", "nie da się zjeść", "co to w ogóle jest". Zawsze, kiedy pakują mi zakupy, czuję się jakby śpiewali mi "Sto lat!"... Nie wiem, co ze sobą zrobić, więc udaję uprzejmą zadumę i staram się zniknąć na kilka następnych minut. Uf, po sprawie, pani podsumowała wszystko. Niestety przekroczyłem 50zł (ah te comiesięczne duże zakupy), więc nie mogę zapłacić zbliżeniowo. Nic to, podaję pani kasjerce kartę, uzbrajając się od razu w dowód osobisty (przy okazji). Pani kasjerka skrupulatnie ogląda kartę, obracając ją w dłoniach co najmniej pierdylion razy, jakby rozwiązywała kostkę Rubika. Trudno, bywa i tak, cierpliwie czekam. Prawdopodobnie sam na siebie to ściągnąłem, zamawiając kartę z unikalną grafiką. Wreszcie następuje przełom i pani kasjerka wkłada kartę do czytnika. Wpisuję pin, po czym kątem oka zauważam, że pani kasjerka anuluje transakcję (doświadczenie na stanowisku sprzedawcy).
- Odrzuca kartę! - wygłasza triumfalnie.
Wzdycham po cichu.
- Niemożliwe, proszę spróbować jeszcze raz.
Pani na chwilę traci pewność siebie, prawdopodobnie spodziewała się innej reakcji. Postanawia zatem stanąć twarzą w twarz z problemem.
- Ale to jest karta kobiety, proszę pana.
Rzucam starannym półuśmiechem numer dwanaście i prezentuję swój dowód osobisty, ignorując niegoloną od dwóch tygodni twarz.
- O...
- To poproszę jeszcze raz. - cudem karta tym razem przechodzi.
Pani kasjerka, odzyskawszy swoją minę "za dwie godziny..." wyciąga zapisany arkusz z szuflady pod wagą.
- Mogę prosić pani kod pocztowy?
- xx-xxx. - odpowiadamy razem z brodą.
- Dziękuję.
- Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia, zapraszam ponownie.
Chwytam siaty i idę na przystanek, wcale nie mniej męski niż byłem przed konfrontacją z panią kasjerką. ;)

6 sierpnia 2013

Panie urzędniczki.

Mała opowiastka o paniach urzędniczkach: zbieranie informacji na temat sądu.

Grabieżca niepewnym krokiem podbija do kolejnego okienka w poszukiwaniu urzędniczki dość zaangażowanej w pracę, żeby zwróciła w ogóle na niego uwagę. Cud! Pani zwraca uwagę, ignorując nawet nawołującą zza pleców Basieńkę.
- Dzień dobry. – zaczyna przeuprzejmie, czekając z dalszą częścią aż pani urzędniczka odpowie (nawyk zdobyty w pracy przy obsłudze klienta).
- Dobry, dobry. – słyszy po wyjątkowo długim czasie.
Zadowolony przystępuje do tłumaczenia swojej sprawy, zalewając urzędniczkę salwą uśmiechów numer trzy i siedemnaście, żeby zyskać dodatkowe punkty. Urzędniczka w skupieniu wysłuchuje jego paplaniny, rzuca okiem na wciskane przez petenta papierzyska, po czym z całym swoim urzędniczym humorem rzuca:
- Pan chce płeć zmieniać? A to nie łatwiej nałożyć sukienkę? Teraz takie na każdą figurę robią. – rechocze zadowolona. Basieńka za plecami też rechocze. Tylko Grabieżca nie rechocze, ograniczając się do uprzejmego uśmiechu numer dziewięć.
- Chyba w moim wypadku nie starczy. Zatem, wracając do głównego pytania… - cierpliwie tłumaczy jeszcze raz, o co mu chodzi, subtelnie podsuwając pani urzędniczce papiery pod nos, żeby jednak sprawdziła, czy mają sens.
Wtem! Pani urzędniczka zauważa żeńską formę nazwiska w formularzach.
- A to pan drugi raz płeć zmienia? Odwidziało się panu?
Basieńka zapuszcza żurawia zza pleców pani urzędniczki.
- A widzisz, chłop wrócił po rozum do głowy, z takim wyglądem to tylko facet. A sobie pan imię wybrał! Arystokracja! – obie ponownie rechoczą, Grabieżca natomiast zaczyna dumać nad swym losem. – Ale to i tak nie tutaj, pan zadzwoni… Marzenka, daj panu numer do dziewczyn od <tu jakiś slang, którego nie zapamiętałem>. Pan zadzwoni tutaj i się dowie.
Grabieżca kiwa potulnie głową i zbiera swoje papierzyska, żegna się jak na dżentelmena przystało i idzie się napić zimnej chemii z automatu w ramach odetchnięcia.