UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

Czytasz starą część bloga, na której już nie pojawiają się aktualizacje. Żeby zobaczyć nowe posty, zajrzyj na nowy adres.

26 października 2012

Mini zestawienie domowych spłaszczaków

Post został opublikowany w 2012, kiedy jeszcze wrzucałem zdjęcia linkowane w różnych serwisach hostingowych. Niestety hosting wygasł, a ja nie mam już zdjęć, które można było tu wcześniej zobaczyć. Mimo to zostawiam go tak, jak jest, bo może komuś przydadzą się opisy.

A zatem i nocia. Nie miałem pomysłu, akurat upychałem nogą ciuchy w szafce i wysypała mi się sterta mniej lub bardzie zużytych spłaszczaków... Wybrałem te, których kiedyś używałem najczęściej i spłodziłem z nimi tę oto notkę. Może się komuś do czegoś przyda, a jak nie, to się chociaż pochwalę gotową izolacją brzuszną na zimę, a co, stać mnie. ;) Pamiętajcie, że mam cycki zdecydowanie ponad przeciętną, czyli widać bardziej niż zazwyczaj, nie sugerować się, że u każdego będzie tak wystawało.
 I owszem, mam na sobie różową koszulkę (z hasłem "Sex Drugs & Sausage Rolls"), specjalnie z dedykacją dla kolejnego "tru" i męskiego ponad wszelką miarę pana, z którym miałem okazję dość nieprzyjemnie pogawędzić.

Na pierwszy ogień pójdzie nie do końca spłaszczak, bo bandaż. Te zdjęcia w zasadzie robiłem ostatnie, stąd jedno jest szalonej jakości, a przy drugim koszulka mi się podwinęła o zaczep. Ale nic to, życie transa jest ciężkie w każdej strefie jego życia, więc czemu i nie w fotografii. ;) Tutaj za dużo tłumaczyć nie trzeba, ot, zwykły elastyczny bandaż o szerokości 15cm - jedyny słuszny bandaż do wiązania się.


Następnie guma, wersja mało zużyta, bo uszyta nie dalej jak pół roku temu i traktowana jako awaryjna. Na czym polega jej uszycie? Ot, dwa pasy gumy krawieckiej zszyte razem, z tyłu haftki, co by było się łatwiej z potwora uwolnić. W zależności od upodobań, mogą być luźne lub ciaśniejsze niż własna skóra. Osobiście jestem za tym drugim, ale trzeba pamiętać, że przy ciasnych spłaszczakach oddycha się brzuchem, nie klatą. Nie polecam szycia na ciasno tym, którzy dopiero zaczynają. I proszę tego nie traktować jako wyzwania. Jak się taki spłaszczak sprawuje? Całkiem nieźle. Łatwo go nałożyć przy odrobinie ćwiczeń (czasem się roluje na łopatkach przy zakładaniu), dobrze płaszczy, jeśli doszyć mu szelki, to nie spada. Minusem są (jak zawsze w przypadku gum) obcieranie i odparzenia. Często chodzi się też jak zombie, z barkami w górze.


Guma, odsłona druga - trzy pasy, połączone wyłącznie na plecach. Szczerze - wyszedłem z wprawy w zakładaniu tego cuda, stąd ten najniższy pas tak dziwnie ułożony. Mam w szafce trzy różne wersje, wybrałem tę, w której najczęściej szalałem. Wymaga sporo ćwiczeń, żeby odkryć wszystkie kombinacje, ale to sama zaleta - można dopasować ich układ do każdego ciucha czy zmieniającego się rozmiaru cycków. Szycie? Trzy pasy, ten najbardziej do wewnątrz jest odrobinę ciaśniejszy, całość zszyta ledwo końcami na kawałku gumy, który układa się nie wzdłuż klaty (tak jak te trzy), tylko wzdłuż kręgosłupa. Ot, taki mały ucinek.


Spłaszczak na zakładkę, o którym pisałem TUTAJ.


Tzw "wyrób stanikopodobny". Używany głównie po domu albo na noclegach. Dobrze się sprawdza do spania, jest miękki, nie uwiera, cycki się nie snują wszędzie na widoku. Może nie płaszczy jakoś rewelacyjnie, ale pod ciuchy do spania styknie. Uszyty z kilku warstw elastycznego materiału, szelki niezbędne, żeby nie zsuwał się w nocy.


No i ostatni w tym mini-zestawieniu, weteran. Dostałem go od kumpla, który dostał go od kumpla, który... No, nie wiem, co było z nim wcześniej, ale wysłużył się porządnie. Przerabiany i zwężany tysiąc razy, nadal z opcją na udoskonalenie. Jeden z moich pierwszych w kolekcji. Wydaje mi się, że to był kiedyś jakiś wyrób medyczny, a la pas piersiowy pooperacyjny czy cuś. Generalnie poza kilkakrotnym zwężaniem i poprawianiem linii pod pachami nic z nim nie robiłem szczególnego.


Tyle jeśli chodzi o moje ulubione z domowych wersji, aktualnie noszę burżujne kupne (które się już rozlatują na kawałki, bo jest ich sztuk 1, słownie jeden, i jak się nosi na okrągło, to wiadomo co się dzieje).

A na koniec mały bonus. Często się sądzi, że jeśli się nałoży luźne ciuchy, to się lepiej wygląda, bo cycków nie widać, nawet kiedy spłaszczak chujowy... To proszę sobie zerknąć poniżej (obie foty strzelane jedna po drugiej w tej samej metodzie spłaszczania). Po lewej normalny rozmiar, po prawej za duży. No właśnie. Nie mówię, żeby nosić przylegające do klaty koszulki striptizera, ale ktoś kiedyś mądry powiedział, że w miarę dopasowanych ciuchach widać kontur ciała i nikt się za specjalnie nie przygląda co tam jest pod tą koszulką. No i po prostu, panowie, wygląda się w takich luźnych szmatach jak łachmyta, a na to ani nadobne panienki ani muskularni faceci nie polecą, moi drodzy. :)

25 października 2012

Uwaga od autora, bo aż wstyd. ;)

Uwaga, zaczniemy od małego podkładu muzycznego. Nie jestem fanem tego typu muzyki, ale treść (oh, jakże urozmaicona i głęboka) idealnie oddaje sens tej notki.


A teraz konkretny przekaz. Panowie i panie. Gdybym dostawał złotówkę za każdego mejla z "i tak pewnie nie odpiszesz", "i tak tego nie przeczytasz", "będę zaszczycony jeśli mi odpowiesz", "proszę, nie uznawaj mnie za dziwadło" albo "przepraszam, że piszę", to miałbym już taki arsenał ASG i książek kucharskich, że musiałbym wynająć magazyn portowy na to wszystko...

Ustalmy raz a dobrze, Grabieżca:
- to zwykły facet (można go nawet poznać osobiście przy odrobinie farta),
- nie urządza castingów na tych godnych odpowiedzi,
- rozumie, że ktoś może żyć jako kobieta, a mimo to być facetem,
- jest otwarty na różne wyznania, plany, poglądy i w zasadzie cieszy się z okazji poznania nowych punktów widzenia,
- nie gryzie, nie bije, nie krzyczy,
- nie ocenia na zasadzie "a ja w twoim wieku to" czy podobne bzdury, każdy ma swoje tempo, panowie,
- nie ma ponad trzydziestu lat, na Boga, nie postarzajcie mnie tak,
- jest przeciwny schematowi "tru transa".

Także - jeśli ktoś chce do mnie napisać, ale się boi, wstydzi albo cokolwiek innego, to zapewniam, że ze mną się całkiem normalnie pisze. Jak dotąd (poza hejterami) nikt nie narzekał. ;) Powaga. Skończcie z tym "i tak nie odpiszesz, bom niegodny". Odpiszę. Może z poślizgiem, czasem konkretnym niestety, ale na pewno odpiszę.

Zgodnie z zapowiedzią nowa notka w tym tygodniu. Ha, foto-notka! <ho ho ho>
Trzymajcie się,
Niski Grabieżca

10 października 2012

Ogłoszenie parafialne

Notka w opracowaniu, proszę się nie spinać. Wujek walczył z paskudnym choróbskiem, wymiotował dalej niż widział, a jak widział, to tylko dno miski, aktualnie się ledwo czołga, więc kolejną obsuwkę proszę mi wybaczyć niejako z automatu.

Ale - jako że zgodnie z zapowiedzią wracam prawdopodobnie na hormony tej jesieni i odbębniam na nowo wszystkie badania (poprzednim razem załatwiałem w mieście rodzinnym), to chętnie pogadałbym z kimś, kto jest/był pacjentem dr Libera. Nie ukrywam, że mam mieszane uczucia wobec niego i chciałem trochę temat obgadać, tak bezpośrednio, nie na niebieskim forum. Mejla znacie, jeśli nie, to dla leniwych, żeby nie musieli strony przewijać - krzywekrzeslo@gmail.com Każdy strzępek informacji mile widziany, dłuższa rozmowa jeszcze bardziej, także zachęcam do pisania, bo mi się przyda. ;)

A tak zwanym tymczasem - byle do następnej notki.

6 października 2012

Pierwsza wizyta u lekarza

Pierwsza wizyta u transowego diagnosty często jest przełomowym momentem w tranzycji. Nic dziwnego zatem, że budzi tyle obaw i pytań. Dzisiaj sprawdzimy, jak wygląda, czego się po niej spodziewać oraz jak się na niej zachować.


2 września 2012

Mały przekaz od Grabieżcy - bez polotu, ale szczery.

 [UWAGA: pojawiają się bluzgi!]

Ja wiem, że przychodzicie tu nie po moje smęty, nie po moje ogólne przemyślenia, ale niestety, dziennik skasowany, a to będzie jego podsumowanie. Może na coś się komuś przyda, jeśli nie, to nastawiajcie się na wznowienie "przydatnych" postów od połowy września.

Jeśli ktoś się otarł o mój dziennik i był niezwykle spostrzegawczy, mógł zauważyć lekką nutkę czarnowidztwa... ;) Grabieżca skupiał się na tym, jak to ma źle w życiu, jak to brak mu odwagi, jak to psuje wszystko wokół. I wiecie co? Nadal magicznie nie jest. Nie, jest chujowo. Ale! Grabieżca to zaakceptował i niniejszym podejmie niemrawą próbę przekonania siebie, że największe gówno da się obejść, kiedy zaciśniesz zęby. A teraz mała wojna z trzema wybranymi argumentami do hasła "jest do dupy, idź się zabij".

Po pierwsze - "ja się nie nadaję na faceta, boże, przecież jestem taką pizdą, o wyglądzie nie mówiąc".
Tak, mam takie myśli. Bywa, że staję przed lustrem i sprawdzam, czy umiem oblizać usta dziwkarskim gestem, bo a nóż-widelec wyjdzie mi lepiej niż męski półuśmiech. Patrzę na swoje 162cm wzrostu, na zarośnięte, ale nadal babsko cherlawe nogi, na za gęste rzęsy, na usta stworzone do seksu oralnego... Patrzę, myślę, analizuję, zdecydowanie bardziej niż jakikolwiek genderowiec płci obojętnej. I wiecie co? Koniec końców i tak widzę faceta. Bo nim jestem. Mimo cycków, mimo słabej psychiki. Kto powiedział, że musisz śmierdzieć petami i piwskiem, żeby być męskim? Kto każe Ci mieć umięśnioną klatę? Kto każe powstrzymywać łzy, kiedy spotyka cię zawód w życiu? Liczysz się ty i twoje odczucia. Nie to, co ci wbijają do głowy, nie to, co wypada, nie to, na co wyglądasz. Ty. Po prostu. Krytyka i tak będzie cię otaczać, śmiech, kpiny, głupie żarty.... Niezależnie od tego, jakiej jesteś płci. Więc czemu się hamować, skoro koniec końców i tak reakcja będzie taka sama, a ty przynajmniej będziesz szczęśliwy? Niechaj wybrzmi moje nieśmiertelne motto - jeśli ty podchodzisz do swojego ts naturalnie, inni też będą to tak traktować.

Po drugie - "gorzej być nie może".
Oh, ależ mój drogi, może. Kiedy myślisz, że nic poza samobójstwem ci już nie zostaje, pomyśl, że stajesz na moście z pętlą na szyi i orientujesz się, że nie możesz tego zrobić. Albo ktoś cię ściąga. Albo lina pęka, nie łamiąc ci karku. Albo w ostatniej chwili łapiesz się jedną ręką barierki w połowie skoku. Co zrobisz, kiedy twoja ostatnia opcja okaże się niedostępna? Co, jeśli twoja ostatnia deska ratunku jest tak naprawdę tylko śmiechem na sali? Jaki masz plan na wypadek, kiedy ostatni z ostatnich planów zawiedzie? "Samobójstwo jest trwałym rozwiązaniem na przejściowy problem". Uwierz, wiem, co mówię. Poza tym jeśli chcesz to wszystko skończyć... Czemu nie poczekać jeszcze chwili i nie zobaczyć, jakie karty dostaniesz w następnym rozdaniu? Wszak od stołu możesz wstać w każdej chwili.
Mam nadzieję, że za często takiej potrzeby nie będzie, ale w razie czego - kto potrzebuje, niech pisze do wujka Grabieżcy. Może coś wymyślimy. Fuck it, jesteśmy wszyscy zajebiści, na pewno wymyślimy!

Po trzecie - "jestem nieprzydatny, zajmuję innym miejsce".
Na to nie mam innego argumentu jak po prostu: a może to jest właśnie twoje miejsce? To, którego tyle szukałeś i nie wiedziałeś, że jest wyłącznie twoje, odpowiednie i idealne, choć do doszlifowania, bo drzazgi się w dupę wbijają? (Z przydatnością nadal walczę.)

Reszta jest dla mnie zbyt osobista lub jeszcze cięższa do wyjaśnienia, żebym się nią dzielił. Może kiedyś, kiedy odnowię dziennik, tutaj nie pora i nie miejsce na tego typu wywody.

Wychodzę z założenia, że każdy ma swoje problemy równie przytłaczające, tylko skalę każdy inną przykłada - z tą myślą od jutra zabieram się za odpisywanie na zaległe mejle i bogowie mi świadkami, że wezmę się w garść. Skoro niechcący zrobiłem się rozpoznawalny, to niech będę przykładem.

Do tych, którym przypadkiem pomogłem - dzięki za zaufanie.
Do tych, którzy mi pomogli - dzięki za ocalenie życia.
Do pozostałych czytających - każda minuta jest wyborem, każdy oddech jest wyborem, zawsze możesz wstać, wynająć kajak i popłynąć na Islandię, jedyne, co cię ogranicza to ty i twoje zapasy żywności. ;)

12 sierpnia 2012

Dowód na skuteczność ćwiczeń głosu.

Jeśli ktoś się zastanawiał, jakie efekty można uzyskać ćwicząc głos, to poniżej wrzucam swój własny przed i po treningu, a w zasadzie przed i w trakcie. Znalazłem gdzieś w stertach śmieci na kompie stare filmiki, wyciąłem po kawałku głosu na tyle, na ile mój antytalent do takich sztuczek mi pozwolił i oto daję Wam. ;)

Kilka uwag. Pierwszy filmik był kręcony, kiedy miałem 14 czy 15 lat, był w trakcie śmiania się, więc też całkiem dobrze to to głosu nie oddaje, ale jakieś pojęcie można dzięki temu ochłapowi mieć. Drugi filmik był kręcony w wieku 18 lat bodajże. I tutaj parę dodatkowych informacji... Ogólnie scenka była kręcona w środku konstrukcji mostu (to jakby dziwnie było słychać komuś). Krzyczałem do kumpla parę metrów ode mnie, a jak wiadomo - im głośniej, tym wyżej się brzmi. Weźcie to pod uwagę.

Także jeśli widzicie różnicę, to proszę zapomnieć o własnych oporach i zacząć ćwiczyć już dzisiaj. ;)
(TUTAJ post o samych ćwiczeniach)


UPDATE (16.03.2014r.)
Linki niestety powygasały, a uploader nie ma opcji odświeżenia (po prostu usuwa je z konta po wygaśnięciu). Nagrania są na zdechłym laptopie, do którego nie mogę się od dłuższego czasu dostać. Wrzucę na nowo, kiedy tylko go ożywię - choć nie wiem, kiedy to nastąpi.

29 lipca 2012

Nowa władza.

Od dziś dostęp do bloga ma też Vic (nick E.T.), który będzie pilnował, żeby nie usunięto bloga po zamknięciu. Ewentualnie niańczył, gdybym jednak postanowił jakimś cudem do niego wrócić. To samo z forum. Od czytelnika do moda, to się nazywa zawrotna kariera. Oklaski i brawa dla niego.

22 lipca 2012

Kolejne udziwnienie Grabieżcy.

Nowa zabawka - forum, na razie w formie testowej, bez szału i fajerwerków. Nie ma stanowić konkurencji dla - świetnego zresztą - niebieskiego forum, bo zamierzam się w nim skupić wyłącznie na radzeniu sobie na samym początku przemiany, do pierwszych operacji. Na razie pusto i głucho, zbieram użytkowników.

Co do zamknięcia bloga - na razie jest jak jest. Być może się termin przesunie, trzymajcie kciuki.

20 lipca 2012

Zakończenie bloga - ostatnie życzenia?



13.08.2012r. (pon) oficjalnie zamykam bloga. I to nie jest żadne zawieszenie, przerwa czy wakacje. Po prostu zakończę wtedy bloga na amen.


Do 9.08.2012r. macie zatem ostatnią szansę, żebym napisał na jakiś konkretny temat. TUTAJ jest odpowiednie miejsce na wszystkie propozycje. Jeśli się rozkręcicie z tematami, aktualizacje będą kilka razy dziennie. Jeśli nie - może nie być żadnej. Proste.


To tyle.

17 lipca 2012

Ginekolog - relacja na żywo z terenu walk.


Tak, dzisiaj wujek odwiedził kolejny raz w życiu najmniej przyjemne miejsce dla transa. Pierwszy raz (jako dorosły) był traumatyczny, zostałem okrzyczany za wygląd, branie hormonów i w ogóle rezygnację z bycia kobietą, czym godziłem w same serce feminizmu. Pani mnie nawet porządnie nie zbadała ("nie ma miejsca na badanie, proszę przyjść jak się *pani* rozdziewiczy") i wypierdoliła za drzwi. Zajęło mi trzy lata, żeby się zebrać w sobie i pójść znowu. Tchórzostwo, huh. A wiadomo - facet ma być twarda dupa, więc w końcu w jakimś zrywie złapałem za telefon i umówiłem się. Co się nastresowałem, to moje, ale nie było aż tak źle, jak się spodziewałem.