UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

18 listopada 2017

Transseksualizm a ślub kościelny


W naszym kraju ślub kościelny ma duże znaczenie. Większość Polaków jest ochrzczonych, figurują więc w księgach kościelnych. Transseksualizm nie jest jednak uznawany przez Kościół katolicki, a to oznacza, że transseksualista po zmianie płci nie może wziąć ślubu kościelnego z kobietą (z mężczyzną oczywiście też nie, bo prawnie jest mężczyzną). O ślubie kościelnym pisałem już w poście o ślubach i adopcji, dzisiaj rozwinę temat bardziej szczegółowo. Nie jestem katolikiem, ale informacje pochodzą z wiarygodnych źródeł: od znajomego księdza, świeckiego członka organizacji katolickiej oraz siostry zakonnej, która regularnie odwiedzała moją przyjaciółkę.

Poniższe informacje odnoszą się głownie do Kościoła katolickiego w Polsce, ale weźcie pod uwagę, że wytyczne dla KK w różnych krajach są w większości przypadków takie same, nawet jeśli kraj jest bardziej tolerancyjny (np. państwo dopuszcza śluby par jednopłciowych). Prawo "zwykłe" a kościelne to dwa różne rodzaje.

Przyczyny, które na pewno zdyskwalifikują cię ze ślubu kościelnego:
  • byłeś wcześniej w związku małżeńskim (z kobietą lub mężczyzną) i nie uzyskałeś rozwodu kościelnego lub nie owdowiałeś (dotyczy zarówno ślubów kościelnych, jak i cywilnych),
  • jesteś niezdolny do odbycia klasycznego stosunku (posiadanie waginy zdolnej do bycia penetrowaną w przypadku kobiet, posiadanie zdolnego do erekcji i penetracji penisa w przypadku mężczyzn),
  • nie chcesz mieć dzieci, chcesz stosować antykoncepcję lub wiesz, że jeśli zdarzyłaby ci się wpadka, skorzystałbyś z opcji aborcji lub oddania dziecka do adopcji,
  • jesteś chory psychicznie (np. nieleczona schizofrenia) lub istnieją inne okoliczności, które sugerują, że możesz być nieświadomy konsekwencji, 
  • zatajasz coś ważnego przed drugą osobą (np. swój transseksualizm!) - jeśli sprawa wyjdzie na jaw po ślubie i małżonek wyrazi prośbę, ceremonia zostanie unieważniona,
  • chcesz zawrzeć związek z osobą tej samej płci (w przypadku ts k/m - z kobietą).
Przyczyny, które mogą cię zdyskwalifikować:
  • nie będziesz dążyć do wcielania w życie nauk Kościoła
  • jesteś niepłodny,
  • jesteś uzależniony (np. od alkoholu, ale też internetu czy seksu),
Więcej na temat przeszkód

Kościół katolicki nie uznaje zmiany płci. Koniec. To jest najważniejsze, co należy zapamiętać w tym poście. Według prawa kościelnego zawsze będziesz kobietą, niezależnie, co ze sobą zrobisz. I na tym oprzemy dalszą analizę różnych sytuacji.

Kiedy jesteś przed jakimikolwiek zmianami, możesz wziąć ślub z mężczyzną. Tu nie ma żadnego problemu. Jesteś zdrową kobietą, po wymaganych sakramentach, zobowiązujesz się do stworzenia rodziny z mężczyzną jako żona. Włala. Jeśli rozpocząłeś lub nawet zakończyłeś diagnostykę, nie ma to znaczenia. Możesz spokojnie chodzić do seksuologa, psychologa, psychiatry itd., to w niczym ci nie przeszkadza.

Problem pojawia się, kiedy decydujesz się na leczenie hormonalne, ponieważ ingerujesz w zdrowe kobiece ciało oraz płodność. Jeśli chcesz wziąć ślub jako uczciwy członek wspólnoty, powinieneś zrezygnować z leczenia farmakologicznego (psychologiczne wsparcie nie jest przeszkodą), wyspowiadać się i dopiero wtedy pomyśleć o zamążpójściu. Dlaczego tak? Jak wspomniałem wcześniej, KK nie uznaje zmiany płci. Oznacza to, że wszelkie działania w jej kierunku są niezgodne z wytycznymi Kościoła. Osoby transseksualne oczywiście mają prawo do istnienia, tak samo jak homoseksualne itd, nie powinny jednak wcielać tych "zaburzeń" w życie. Jest to poddanie w wątpliwość wsparcia i uzdrawiającej mocy Boga oraz kwestionowanie prób, jakie zsyła na daną osobę. No i oczywiście pojawia się kwestia płodności (która jest nadrzędnym dobrem), jak i okaleczania zdrowego ciała (skoro zmiana płci nie jest uznawana, to jej etapy są uszkadzaniem zdrowego, kobiecego ciała).

Tutaj ważna uwaga: poddając się farmakologicznym i operacyjnym zabiegom prawdopodobnie stracisz prawo do sakramentów, nie oznacza to jednak, że ktokolwiek ma prawo wykluczyć cię z samego Kościoła. Masz prawo uczestniczyć w mszach, organizacjach, uroczystościach itd. To tak, jakby osoba, która rozwiodła się wyłącznie cywilnie i zawarła nowy związek (grzech cudzołóstwa) została wykluczona ze wspólnoty, bo ma grzech, w którym trwa. Nie dzieje się tak, prawda? Jest to istotne zwłaszcza w małych, wiejskich społecznościach, w których orientacja i tożsamość płciowa są traktowane gorzej niż morderstwo. Nikt nie ma prawa wyrzucać cię z mszy czy zakazywać spotkań z księdzem. Spowiednik ma jednak prawo nie udzielić ci rozgrzeszenia póki nie zdecydujesz o detranzycji i nie będziesz jej wprowadzać w życie. To oznacza, że póki trwasz w zmianie płci (np. bierzesz testosteron) możesz nie mieć dostępu do sakramentów i niektórych przywilejów.

Po diagnostyce i terapii hormonalnej nadchodzi chwila zmiany danych. I tu zaczyna się cyrk. Według Kościoła jesteś kobietą, według prawa polskiego jesteś mężczyzną. Co to oznacza w praktyce? Że nie masz szans na ślub kościelny ani z kobietą, ani z mężczyzną. Zablokowałeś go sobie na dobre. Są sposoby na obejście praw kościelnych, o nich za chwilę, ale legalnie i zgodnie z wiarą ślubu już nie weźmiesz. Gdybyś wziął ślub z kobietą, byłby to ślub lesbijski (z perspektywy Kościoła), a gdybyś ohajtał się z mężczyzną, byłby to ślub gejowski (z punktu widzenia prawa polskiego). W tej chwili nie ma już znaczenia, czy zrobisz operacje, czy przerwiesz terapię hormonalną... Możesz nawet zacząć znowu żyć jako kobieta. Póki nie zmienisz danych z powrotem na żeńskie, prawo kościelne nie zezwala na zawarcie legalnego związku.

W teorii można także starać się o indywidualne pozwolenie z Watykanu. Jest to długa droga i zwykle raczej zakończona niepowodzeniem, ale jeśli komuś zależy, to warto spróbować. Z tego co słyszałem, to szansę ma się wyłącznie po pełnej operacyjnej zmianie płci i kiedy oboje jesteście praktykującymi katolikami (opcja dostarczenia papierów polecających z własnych parafii) w stanie wolnym. Oczywiście dotyczy to wyłącznie chłopaków chcących ożenić się z cispłciową kobietą.

W tym momencie musisz zadać sobie pytanie, co jest dla ciebie ważniejsze: twoja wiara czy ślub kościelny? Jeśli twoja wiara, a jednocześnie chcesz przejść korektę płci, to najlepsze co możesz zrobić, to nie pchać się do niedostępnych dla ciebie sakramentów i nie zbierać dodatkowych, poważnych grzechów (czyli zrezygnować ze ślubu kościelnego). Jeśli natomiast liczy się dla ciebie wyłącznie sam ślub kościelny, a licznik sumienia nie ma dla ciebie znaczenia, jest kilka sposobów na obejście zakazów.

Jednym z nich jest drugi chrzest. Kiedy zmieniasz dane, zmieniasz także numer PESEL, dzięki czemu możesz się pojawić w Kościele jako dorosły, nieochrzczony wierny i poprosić o przyjęcie do wspólnoty. Dlaczego jest to łamanie prawa kościelnego, a nie celebrowanie nowej osoby, jaką się stałeś? Proste: byłeś już chrzczony. Nowy dowód w kieszeni tego nie zmieni. Są takie oficjalne ceremonie jak ponowny chrzest czy ponowne zaślubiny, mają one jednak jedynie charakter wzmacniający, podkreślający trwałość twojej wiary (np. po długim czasie od pierwotnego aktu lub po kryzysie wiary). Nie wiążą się z nowym wpisem jako nowa osoba do księgi parafialnej. W przypadku drugiego chrztu kłamiesz, mówiąc, że nie byłeś nigdy członkiem Kościoła i nie przyjmowałeś nigdy sakramentów. Będziesz kłamał w czasie rozmów z księżmi, w czasie każdej spowiedzi (bo przecież się nie przyznasz) itd., będziesz przyjmował sakramenty z grzechem. Jeśli jednak nie ma to dla ciebie znaczenia, jest to dobry sposób na pozostanie we wspólnocie z czystym kontem jako mężczyzna. Oczywiście nie należy się zgłaszać po drugi chrzest do parafii, do której chodzi cała twoja rodzina i proboszcz zna cię od małego.

Innym sposobem na sam ślub kościelny jest wzięcie ślubu mieszanego. Ślub mieszany to połączenie katolika z niekatolikiem, np. chrześcijaninem z innego odłamu, muzułmaninem lub ateistą. W zależności od przypadku potrzebna jest dyspensa lub zezwolenie od urzędnika kościelnego. Jeśli  obie strony złożą odpowiednie oświadczenia (np. o wychowywaniu dzieci zgodnie z wiarą katolicką, że katolik będzie dbał o swoją wiarę), to nie powinno być problemu. Kłopotliwe może być dochodzenie, jakie zostanie przeprowadzone w przypadku niekatolika, tj. sprawdzona zostanie jego wersja (np. poproszą o dokument z kościoła innego odłamu), sprawdzą też parafię miejsca zamieszkania. I tutaj podskakuje licznik grzechu, wypierasz się bowiem własnej wiary.

Jeśli twoje sumienie nie jest w stanie znieść oszukiwania Kościoła, a zależy ci na ceremonii, może zainteresować cię ślub humanistyczny. Nie jest specjalnie popularny w Polsce, ale od kilku dobrych lat można go zorganizować. Przeznaczony jest właśnie dla osób, które z jakichś przyczyn nie mogą lub nie chcą mieć religijnej ceremonii ślubnej. Najczęściej przypomina to, co widzimy w amerykańskich filmach, ale można go zorganizować wedle własnego uznania i scenariusza, w tym przypadku np. naśladując kościelną uroczystość. Na chwilę obecną śluby humanistyczne nie są "łączone" ze ślubem cywilnym, jak to bywa ze ślubem kościelnym, dlatego potrzebna jest osobna wycieczka do USC. Jest to jednak dobre wyjście dla par jednopłciowych i transów przed zmianami prawnymi (nic nie trzeba potem rejestrować na nowo ani zmieniać). Dla gości nie ma znaczenia, czy są na ślubie humanistycznym czy cywilnym poza urzędem - jedyna różnica jest w osobie prowadzącej, a jak znam życie, to i to można nadrobić. Efekt końcowy zależy od kreatywności pary młodej.

Wniosek końcowy? Jeśli chcesz korzystać w pełni z sakramentów, możesz wziąć ślub wyłącznie jako żona i to bez leczenia hormonalnego czy operacyjnego. Jeśli sakramenty nie są ci potrzebne, są skuteczne sposoby na "nielegalny" ślub kościelny.

Znasz zasady brania ślubu w innych odłamach lub religiach? Napisz na n.grabiezca@gmail.com i podziel się z innymi!


___________
Pomóż autorowi w leczeniu

5 komentarzy:

  1. Dzięki Ci za ten wpis, ostatnio zastanawiałem się właśnie nad tym tematem i miałem sporo pytań i cóż... teraz już nie mam żadnych pytań :D

    OdpowiedzUsuń
  2. "jesteś niezdolny do odbycia klasycznego stosunku" czyli kurde taki biedny weteran co wszedł na mine też nie dostanie ślubu...KK jak zawsze w formie :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Czytałem zalecenia dla duchownych udzielających nauk przedmałżeńskich i tam jest wprost napisane, że należy (co prawda delikatnie i dyskretnie, ale jednak) wypytać kandydatów na małżonków, czy są zdolni do seksu z penetracją. Jeśli nie - lipa.

      Usuń
    2. Czyli po trojce moge powiedziec ze jestem zdolny do seksu z penetracja bez wdawania sie w szczegoly;)
      Poza tym ogolnie i tak jestesmy zdolni do takiego seksu :P

      Usuń
  3. Bardzo dobry post, który mam nadzieję raz na zawsze wyjaśnia wątpliwości, a nie jakieś: "Ale ja muszę, bo..." ;)

    OdpowiedzUsuń

Dodawanie komentarzy bez logowania:
"Anonimowy" - komentarz będzie podpisany jako "Anonimowy"
"Nazwa/adres URL" - komentarz będzie podpisany wybranym przez Ciebie nickiem lub imieniem, można dodać inne informacje (opcjonalnie).

PAMIĘTAJ! Po drugiej stronie ekranu siedzi żywy człowiek. Rozmawiajmy, nie walczmy.