UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

28 kwietnia 2014

Wizyta u prof. Zdrojewicza [info od czytającego]

Opis z wizyty we Wrocławiu.

1. Na jakim byłeś wtedy etapie? (coming-out, wizyty lekarskie, wygląd itd.)
Miałem część badań za sobą. Matka wiedziała, ojciec albo też już wiedział albo się domyślał (nie pamiętam) :P Wygląd - ubiór i fryzura męskie ale tak było zawsze.
2. Jak znalazłeś info o lekarzu?
W internecie, a jakby inaczej? :P
3. Rejestracja (opis).
Zadzwoniłem do niego na komórkę. Powiedziałem o co chodzi, powiedział mi gdzie przyjmuje. Ustaliliśmy termin wizyty.
4. Opis poczekalni, gabinetu, nastroju tam panującego (z grubsza).
Nic szczególnego. Przychodnia do której przychodzą zwykli ludzie z różnymi dolegliwościami do różnych lekarzy. Trans nie wzbudza żadnych podejrzeń. A z racji że lekarz jest też endokrynologiem to już w ogóle, zero stresu. Przychodzą i kobiety i mężczyźni. Poczekalnia to długi hol z wieloma drzwiami do różnych gabinetów.
5. Pierwsze wrażenie.
Ogólnie ok. Gabinet mógłby być ładniejszy :D
6. Przebieg wizyty, pytania lekarza, informacje jakich udzielał, inne rzeczy, na które zwróciłeś uwagę.
Dużo gada. Ale nie jest wścibski, ani zbyt bezpośredni. Jest taki jaki powinien być, ani za dużo, ani za mało. Jednak informacje jakie posiada o leczeniu transów są trochę przestarzałe i uważa że trójkę może zrobić k/m w Gdańsku u Krajki :P Ale to mi akurat nie przeszkadzało, gdyż nie przyszedłem po informację na temat trójki, a takowe sam posiadałem. Mówił jakie badania będą mu potrzebne. O ginekologu ani słowa. Ale bardzo naciska na kariotyp i tu nie mam zastrzeżeń gdyby nie to że na to badanie długo się czekało i na wynik też, a bez kariotypu nie da recepty. Jak ktoś planuje z nim współpracę to lepiej wcześniej się zapisać na kariotyp, to skróci czas do recepty. Poza tym chciał morfologię, poziom hormonów płciowych, próby wątrobowe, hormony tarczycy. Same badania z krwi, nic strasznego chyba że ktoś boi się igieł :P Plus psychiatra i psycholog. Mówił też standardowy tekst że cały proces trwa około 2 lata. Pytał się o dzieciństwo, o to co robię na chwilę obecną i o dalsze plany na życie. Taki tam ogólny wywiad, orientacja itd. Podobne pytania miałem u psychiatry. Mówił jak to tam w sądzie wygląda. Trochę też się przechwalał że jest biegłym sądowym :P
7. Działania podjęte po wizycie (o ile były).
A były. Poszedłem się zapisać na kariotyp. Jak już w końcu miałem jego wynik, to od razu dostałem recepte. Inne badania i opinie szybko poszły. Była to druga wizyta u niego. Dałem mu badania, poprzeglądał, popytał co u mnie słychać, czy jestem pewien swojej decyzji i czy jestem gotowy na zmiany, wyszedłem z receptą.
8. Podsumowanie wszystkich następnych wizyt/innego kontaktu z danym lekarzem.
Po drugiej długo się nie widzieliśmy. Objaśnił mi jak brać hormony i póki je miałem to do niego nie chodziłem. Mówił że jakby coś się działo to dzwonić, przychodzić, ale nic się nie działo. Potem poszedłem po następną receptę i po opinie. On ma jeden wzorzec opinii i tylko zmienia dane pacjenta. Chyba, bo kolega też był i miał prawie taką samą opinię :P
9. Polecam/nie polecam (z grubsza dlaczego/dlaczego nie).
Polecam. Jeśli ktoś nie lubi sterty badań, które w większości nie są niezbędne i obciążają kieszeń, nie wyobraża sobie wizyty u gina i jest pewny tego kim jest, nie potrzebuje lekarza który będzie z nim pracował pod kątem odkrycia własnego ja. Jak ktoś zbyt często nie lubi odwiedzać lekarza to też polecam, nie zbankrutuje się na wizytach, bo zakończy się na kilku.

Wizyta u dr Prusińskiej [info od znajomego]

1. Na jakim byłeś wtedy etapie? (coming-out, wizyty lekarskie, wygląd itd.)
Wiedziała o mnie mama i kilka osób.
2. Jak znalazłeś info o lekarzu?
Z internetu a dokładnie z niebieskiego forum.
3. Rejestracja (opis).
Umówiliśmy się telefonicznie.
4. Opis poczekalni, gabinetu, nastroju tam panującego (z grubsza).
Dosyć mała przychodnia, dużo ludzi więc szanse znikome na to żeby ktoś usłyszał rozmowę.
5. Pierwsze wrażenie.
Bardzo sympatyczna kobieta.
6. Przebieg wizyty, pytania lekarza, informacje jakich udzielał, inne rzeczy, na które zwróciłeś uwagę.
Wizyta trwała ok. 20-25 min. Niewiele się działo, z grubsza opowiedziała mi jak to wygląda jednak nie dowiedziałem się nic nowego czego bym nie wiedział.Dostałem receptę na hormony (w tabletkach) po czym następne spotkanie miało się odbyć ,gdy zaliczę wizytę u neurologa i psychologa.Nie wspominała o żadnym okuliście, kariotypie itp, a gdy zapytałem czy badanie krwi nie jest potrzebne do brania hormonów, stwierdziła, że to absolutnie nie jest potrzebne - mega mnie to zdziwiło.Wizyta kosztowała 50zł - zniżka dla uczniów, a normalnie chyba 70 zł.
7. Działania podjęte po wizycie (o ile były).
Wizyta u neurologa i okulisty, hormonów nie biorę czekam mimo wszystko aż zrobię badania krwi.
8. Podsumowanie wszystkich następnych wizyt/innego kontaktu z danym lekarzem.
Póki co innych wizyt nie było.
9. Polecam/nie polecam (z grubsza dlaczego/dlaczego nie).
Nie polecam dla niezdecydowanych, nieobeznanych do końca w temacie.

Od Grabieżcy: dr przyjmuje w Olsztynie. Dodatkowo znajomy prosił o dodanie swojego numeru gadu - gdyby ktoś miał doświadczenie z dr Prusińską niech się do chłopaka odezwie. ;) Jego nr gadu: 5170109.

Co jest w opinii seksuologiczno-psychologicznej?

Post na podstawie opinii mojej i moich bliskich znajomych, lekarze mogą oczywiście wystawiać inne opinie, dostosowane do swoich pacjentów i własnych wytycznych. Zazwyczaj opinia jest pisana w rodzaju żeńskim (o pacjentce), żeby sąd nie został potraktowany jako formalność, bo to w końcu on decyduje. W trakcie badań mówi normalnie w męskiej formie, używając męskiego imienia.

Fragmenty pisane kursywą pochodzą z mojej własnej opinii seks.-psych.

Część pierwsza: wstęp.
Kilka mini-akapitów na temat tego kim w ogóle jesteś, tj. dane (nazwisko, stan cywilny itd.), data stawienia się do diagnosty po raz pierwszy, twój problem w skrócie (np. "Pacjentka stwierdziła, że nie akceptuje swojej cielesnej płci żeńskiej, gdyż psychicznie czuje się mężczyzną"). Zdawkowy opis diagnozy (że poddano testom, zebrano wywiad itd.) oraz jedno czy dwa zdania na temat wyglądu i używanych końcówek (u dość zniewieściałego kolegi było zaznaczone, że ubiera się uniseksowo lub kobieco itd., ale absolutnie nie negatywnie - był dopisek o braku możliwości zmiany wyglądu bez zmiany danych).

Cześć druga: opis testów.
Wyliczanka testów w schemacie "nazwa testu: wnioski z testu". Głównie informacje na temat charakteru i podejścia do życia, stanie psychicznym, o płci są może dwa lub trzy zdania - tak jak pisałem w opisie testów, chodzi bardziej o wykluczenie różnych zaburzeń niż sprawdzanie płci. Przykładowy fragment: "Projekcyjny test "zaczarowania": wynik wskazuje na identyfikowanie się pacjentki z płcią męską; ceni sobie szczególnie takie cechy jak samodzielność, siła, sprawność fizyczna, spryt, wrażliwość estetyczna." (do tej pory nie wiem, czy jestem powierzchowny w ocenie innych czy cenię je w sobie - co z kolei wykluczałoby sprawność fizyczną ;) )

Część trzecia: wnioski z pogawędek.
Najdłuższa część, w której zawarte jest całe twoje życie, zaczynając od dzieciństwa, kończąc na planach na przyszłość. Nie ma w niej cytatów z twoich wypowiedzi ani zagłębiania się w detale (np. o życiu seksualnym jest podane jakiej jesteś orientacji i jakie masz podejście do tych spraw, a jak to robisz, to już zostaje między tobą a diagnostą). Szczególnie podkreślone są wszelkie zdarzenia lub myśli, które potwierdzają ts, np. "(...) W przedszkolu nazywano ją <moje męskie imię zdrobniale>, a ponieważ to jej się spodobało, zaczęła używać tego imienia w obecności wybranych kolegów. Ze względu na swój chłopięcy styl bycia była akceptowana w ich gronie. Przedszkolne wychowawczynie nazywały ją chłopczycą". Nie ukrywa także wydarzeń związanych z płcią żeńską, jednak w sposób korzystny dla nas, np. "Jak już wspomniano, w okresie 13-15 rż. pacjentka podjęła próbę funkcjonowania w dziewczęcej roli (nosiła dziewczęcą odzież, próbowała wykonywać makijaż, spotykała się z chłopcem), ale nie zmieniło to jej przeżywania siebie jako osoby płci męskiej". Czyjej opinii bym nie czytał, bycie kobietą zawsze jest uznawane za plus dla transseksualisty - ponieważ próbował być kobietą i nijak mu to nie wychodziło, to tym bardziej jest pewny swojej męskości. Jest również kilka zdań o fotografiach (jeśli się je przyniosło), rozwoju płciowym (+ info od lekarza od badań medycznych), wszelkich badaniach/zaburzeniach psych./seks. niepowiązanych z ts (np. bulimii, depresji, niezdrowych fetyszach itd.) czy hospitalizacji na oddziałach psych. (jeśli było of kors). Pod koniec zwykle jest fragment dot. twojej wizji przemiany (czy chcesz operacji itd.). Co kilka akapitów przewija się pogrubiony wniosek, że dezaprobata płci jest trwała i utrzymuje się od lat.

Cześć czwarta: wnioski końcowe.
Dwa lub trzy długie akapity głoszące zdanie po zdaniu, że jesteś facetem i potrzebujesz zmiany danych. ;)

Jak wyglądają badania i testy?

Tutaj opisałem pierwszą wizytę u lekarza, teraz czas na następny etap, czyli badania i testy. Oczywiście nie wolno mi opisywać testów w szczegółach ani podawać pytań/poleceń, ale i bez tego na pewno komuś się przyda ogólne pojęcie.

Całość przemiany w skrócie.

Wszystkie kroki przemiany zebrane razem, takie ogólne streszczenie trans-życia aż do trójki. Oczywiście przykładowe, może wyglądać inaczej u poszczególnych osób. Mastektomia może być wymiennie ze zmianą dokumentów, w mojej rozpisce będzie po sądzie. Punkty lubią się przeplatać przez cały proces, tu jest wersja mocno uproszczona.
  • Uświadomienie sobie problemu. Cały proces zaczyna się w momencie pojawienia się myśli "A co gdybym była chłopakiem?". Od tej chwili większość zaczyna - oczywiście swoim tempem - dążyć do zmiany wyglądu. więcej info
  • Coming-out, zmiany wyglądu, porządkowanie życia. Kiedy wiadomo, co jest problemem, wiadomo też, jak z nim walczyć. Pojawiają się pierwsze, ale przełomowe kroki ku byciu sobą.
  • Pierwsza wizyta u lekarza. więcej info
  • Badania i testy. Diagnoza nabiera rozpędu, zaczyna się marakton po seksuologach, psychiatrach i psychologach. Etap dość trudny dla niecierpliwych transów (czyli większości). więcej info
  • Rozpoczęcie terapii hormonalnej. Wreszcie upragniony testosteron, prawiczy wąs i prawdziwa, solidna zmiana wyglądu więcej info
  • Otrzymanie opinii o ts. Zakończenie pierwszego etapu walki o siebie, oficjalne potwierdzenie bycia facetem. Od teraz trans ma prawo zmienić papiery i przejść mastektomię. więcej info
  • Złożenie pozwu o zmianę danych. Wg mnie najbardziej stresujący punkt przemiany, czyli walka z bezosobowym urzędem, od którego zależy całe dalsze życie. Niezbędne do normalnego funkcjonowania jako oficjalny facet. więcej info
  • Otrzymanie wyroku, wymiana wszystkich dokumentów, świadectw, dyplomów, umów itd. Zaczęcie życia jako oficjalny facet, od tej pory większość problemów z otoczeniem znika bezpowrotnie. Można się żenić, płacić kartą z oczojebnym nazwiskiem, koniec kitrania się po kątach.
  • Mastektomia. Usunięcie cycków, wreszcie można się wyprostować i kupować dowolny krój ubrań, a lato może się okazać nawet do zniesienia. więcej info o operacjach
  • Panhisterektomia. Wycięcie wszystkiego spod maski, niezbędne przy stałej kuracji hormonalnej. Zabieg potrzebny głównie dla zdrowia, wg znajomych ts jest najmniej ważny ze wszystkich operacji pod względem psychicznym.
  • Trójka dowolną metodą. Wreszcie coś dynda między nogami, nie trzeba wkładać dziwnych rzeczy w gacie, wygląd męski nawet nago. Spora część ts rezygnuje z trójki po latach leczenia z powodu różnych przemyśleń.
  • Ewentualne wizyty kontrolne u chirurga/endokrynologa. Jeśli coś trzeba poprawić, wymienić, wyregulować, to trzeba się pokazać na kontroli. Zwykle raz na x miesięcy.

23 kwietnia 2014

Jak kupować na męskim/damskim dziale i nie spłonąć ze wstydu?

Część moich znajomych miało na początku niemałego stresa, żeby krążyć między działami w sklepach odzieżowych. Z jednej strony wyglądali zbyt męsko, żeby oglądać damskie fatałaszki bez zażenowania, z drugiej rodzice oczekiwali damskiej bluzki na imieniny ciotki, więc męski dział był poza zasięgiem. A i otoczenie podzielene na "wtajemniczonych" i "oficjalnych". W takich sytuacjach przydaje się mały zapas wymówek i podstępów.

Na chama (wprost).
Jeśli pozujesz na chłopczycę, nikogo zapewne nie zdziwi przymierzanie męskich podkoszulek. Zazwyczaj marynarki, bokserki czy buty to już trochę więcej niż stereotypowe chłopczycowanie i można się narazić na jakieś pytanie czy zdziwione spojrzenie. Wystarczy jednak pewny siebie uśmiech, przyłożenie ubrania do siebie i spytanie "I jak?", żeby rozbawić potencjalnego obserwatora. Ewentualnie zawsze można rzucić krótkim "Od koszulek do całego ubrania" i też temat wyczerpany. Na damskim dziale możesz kupować jako facet, który czasem chce poczuć się piękny ;) lub dziewczyna. Jeśli wyglądasz dość męsko, ale nie masz ochoty ujawniać swojej płci, wystarczy raz czy dwa użyć żeńskiego rodzaju i tyle. Potencjalnemu obserwatorowi będzie głupio, że pomylił kobietę z facetem (zawsze lepiej założyć, że nijako wyglądająca osoba jest płci żeńskiej, pozostałość po czasach, kiedy kobiety traktowano jak delikatne kwiatki) i będzie uprzejmy aż do przesady, po czym się ulotni. Jeśli pozostajesz przy byciu facetem, po prostu udajesz transwestytę albo zajmujesz się ubraniami z taką pewnością siebie, że wszelkie pytania zgasną już na samym początku.

Pomylony dział.
Podkreślałem to już parę razy, powtórzę ponownie - w dzisiejszych czasach oba działy zazwyczaj zlewają się ze sobą nie do rozróżnienia. Nieraz lądowałem na babskim i dopiero staniki uświadamiały mi, że to nie ta część sklepu. Mam na myśli głównie sieciówki, które starają się nadążać za modą. Tutaj wystarczy proste: "A to nie jest damski/męski? Patrz, a ja tu już sobie ciuchy wybrałam/em...".

Dla kogoś.
Wymówka stara jak świat, czyli "to nie o mnie chodzi, to, yy, kolega". Sam wykorzystywałem tę wymówkę, kiedy z brodą oglądałem staniki czy inne takie. Wystarczy wyglądać na zagubionego lub niepewnego, zerkać na jakąś karteczkę lub ekran telefonu ("sprawdzasz wytyczne dot. zakupów") albo zapytać: "Przepraszam panią, czy 34 to to samo co eSka?"/"Przepraszam pana, czy nastoletniemu chłopakowi spodobałaby się taka koszulka?". Działa zawsze i w stu procentach. Jeśli nawet ktoś patrzył z wyraźną niechęcią, to zwyczajnie straci zainteresowanie - w końcu to takie obrzydliwie normalne, a fu...

Teatralne zakupy.
Moja ulubiona wymówka na wszystko, co tylko możliwe - "potrzebuję tego na pokazy/przedstawienie". Można to głosić ekspedientce, współkupującym lub osobie towarzyszącej (warto zabrać kogoś wtajemniczonego, żeby specjalnie unosił się nad geniuszem danego spektaklu). Jedyne ryzyko jest takie, że ktoś się zainteresuje fabułą, więc warto mieć jakiś roboczy zarys pod ręką. Można też unieść się aktorskim "Pan tego nie zrozumie" lub "Nie wolno mi ujawniać przed premierą". ;)

Sobowtór.
Jeśli masz przyjaciela/znajomą o podobnych wymiarach, co ty (można sprawdzić wymieniając się ubraniami), to możecie chodzić na zakupy razem. Znajomy przymierza na sobie i decydujecie, czy ciuch wygląda podobnie, co te dane do przymierzenia (np. jeśli posiadane koszulki były lekko przyciasne, te w sklepie też powinny takie być). Jeśli jest okej, kupujecie.

Obejście działów.
Zawsze można kupować w Internecie, wysłać współpracującą matkę czy kupować w sklepach, w których nie ma jasnego podziału na męski i damski (idealne do tego są lumpy, tam wszystko jest przemieszane).

Materiały o transseksualizmie przydatne przy coming-out

Kiedy pisałem o podchodach z rodzicami, rzuciłem pomysłem o materiałach, z którymi mogą się zapoznać. Również w mejlach często pada kilka pytań odnośnie jakichś informacji, które warto dać "ofiarze" coming-out'u.

Książki.
Najlepsze są takie, których autorami są lekarze, choć przydatne też będą dzieła samych transseksualistów.

Przykładowe książki:
  • "Przekleństwo Androgyne. Transseksualizm: mity i rzeczywistość", K. Imieliński, S. Dulko,
  • "Apokalipsa płci", K. Imieliński, S. Dulko,
  • "Transpozycje płci. Transseksualizm i inne zaburzenia identyfikacji płciowej", K. Imieliński, S. Dulko, M. Filar,
  • "Middlesex", J. Eugenides,
  • "Zbłąkana płeć", K. Imieliński, S. Dulko,
  • "Aleksandra Zamojska jest mężczyzną", D. Zamojski,
  • "Znudziłem się Bogu w połowie.", P. Podgórski.

Artykuły w gazetach.
Czasopisma pychologiczne, medyczne itd. są świetnym źródłem informacji, wyglądają profesjonalnie i zazwyczaj artykuły są napisane z sensem. Od biedy może być każdy artykuł, nawet najkrótszy, o ile zgadza się z rzeczywistością, omijałbym jednak wszystko, co jest w jakiś sposób powiązane z polityką (można je podrzucić, kiedy rodzic oswoi się już z tematem i będzie miał ogólne pojęcie o ts).

Przykładowe artykuły:
  • <muszę wrócić z wyjazdu, żeby spisać to, co mam w domu>

Filmy.
Filmy zawsze przyswaja się łatwiej niż naukowe książki, więc są dobre na wczesną fazę podchodów. Ot, wystarczy zagadać: "Znajoma poleciła, ponoć ciekawy" i gotowe. Na początek proponowałbym coś z humorem, niekoniecznie brutalnego... Smęty są of kors bardziej popularne, ale wystarczy dokładniej poszukać, żeby coś znaleźć. Film nie musi być wyłącznie o ts, na początek starczy obecność transów w fabule. Większość z nich skupia się na m/k i dość łatwo je znaleźć, dlatego poszukałem tych o k/m.

Przykładowe filmy:
  • "Boys don't cry" (1999),
  • "The Brandon Teena Story" (1998),
  • "Tomboy" (2011),
  • "Middle sexes: redefining he and she" (2005),
  • "Romeos" (2011),
  • "Venus Boyz" (2002),
  • "Southern Comfort" (2001),
  • "Trans-misja" (2008).

Programy i seriale.
Krótsza wersja punktu wyżej. Głupawe wstawki lub odcinki, w których transi są wyśmiewani nie są dobrym pomysłem. Warto też wcześniej zapoznać się z takim programem, żeby wiedzieć, czy zgadza się terminologia. Jeśli ktoś ma kablówkę lub satelitę, to łatwo może zaaranżować "przypadkowe" trafienie na taki program.

Przykładowe programy i odcinki seriali:
  • "Sex change hospital",
  •  "Degrassi",
  • "The L Word",
  • "TransGeneration",
  • "Living a Transgender Childhood"

Materiały z Internetu.
Jak wiadomo, Internet jest największym źródłem informacji, jednak odradzam używania go samodzielnie. Najlepiej podrzucić razem z np. książką lub filmem jako dodatkowe materiały (w postaci wydruków, linków czy zgrane na płytce/pendrajwie). Można wykorzystać fora internetowe, blogi, portale, artykuły, wywiady itd. Jeśli filmik jest w obcym języku, którego rodzic nie rozumie, warto zrobić polskie napisy (choćby w zwykłym Windows Movie Maker).

Przykładowe materiały z Internetu:

Inne.
Praktycznie można użyć wszystkiego, co zgadza się z oficjalnym i codziennym obrazem ts. Nie warto wyszukiwać/tworzyć materiałów przekłamanych dla własnych korzyści. Na dłuższą metę tylko zaszkodzi.

Przykładowe inne materiały:
  • Twój dziennik/pamiętnik, w którym widać zmiany i myśli dot. ts,
  • rozmowa z kimś ts lub list od takiej osoby,
  • zdjęcia osób ts przed i po (np. wyszukane z internetu).

22 kwietnia 2014

Spłaszczanie a dekolt.

Ten sam sposób spłaszczania może wyglądać inaczej przy różnych typach koszulek lub koszul, większość transów o tym wie. Poniżej przedstawię swoje podejście do dekoltów. Kiedy piszę "swoje", chcę zaznaczyć, że niekoniecznie musi zgadzać się z każdym sposobem płaszczenia i trzeba na to wziąć poprawkę. Tłumaczenie nazw z ang zrobiłem mało pewnie, więc jeśli coś się nie zgadza, to chętnie łyknę poprawkę.

 Dekolt okrągły (crew neckline).

Najzwyklejszy dekolt, na jaki można trafić. Większość koszulek ma właśnie taki. Jeśli jest dopasowany do szerokości szyi, da radę. Zbyt ciasny podkreśla wystającą klatę, zbyt luźny pokazuje szelki lub wyłażące fragmenty cycka. Mało korzystny dla tych z większym rozmiarem, jeśli dopiero opanowują technikę spłaszczania. Idealny za to do ukrywania spłaszczania pod koszulą czy bluzą.










Dekolt w serek (V-neckline).

Moim zdaniem najlepszy. Lekkie wycięcie sprawia, że materiał nie napina się tak mocno nad lub na cyckach, więc całość wygląda bardziej naturalnie. Nie widać zbyt dużo nawet przy pochylaniu się, można nosić bez bluz i innych. Nie nadaje się do noszenia pod koszule, wygląda tak se, ale to już moje zdanie.









Dekolt w głęboki serek (deep V-neckline).

To samo, co wyżej, ale wersja mocniej wycięta. Kojarzy mi się głównie z hipsterską modą. ;) Nie nadaje się kompletnie, za dużo odsłania.














Dekolt z guzikami (henley).

Drugi po v-neck'u w moim prywatnym rankingu. Oczywiście opcji jest dużo, guziki mogą występować z każdym innym typem dekoltu, więc warto wybrać sobie zestaw najlepszy do własnego typu płaszczenia. Guziki pozwalają na dopasowanie napięcia materiału do aktualnej sytuacji na klacie - przydaje się w ciągu dnia. Dodatkowo można użyć pod taką koszulkę innej (np. tank top) albo nawet samego spłaszczaka, jeśli jest mocniej rozbudowany (będzie wyglądać jak podkoszulka).





Dekolt w łódkę (scoop neck).

Łódka to szerokie wycięcie pod szyją, ale nie w dół (jak w przypadku v-neck), tylko bardziej wokół całej szyi.  Jeśli ktoś płaszczy się wyłącznie na poziomie cycków (brak szelek), to może spróbować. Odradzam tym, którzy mają dużo do chowania albo bardziej rozbudowany spłaszczak.











Dekolt karo (square neck).

Szczerze to nie miałem doświadczenia z takim dekoltem. Zgaduję, że będzie odrobinę lepszy niż zwykły crew neck, mimo wszystko ma trochę luzu pod samą szyją (= mniejsze napięcie materiału).











Domyślna płeć.

Dzisiaj trochę na temat ts z punktu widzenia obcych osób. Od połowy liceum mieszkam poza domem rodzinnym i najmuję mieszkania w różnych wariantach współlokatorskich. Najczęściej ludzie, z którymi mieszkam, nie mają bladego pojęcia, że nie jestem genetycznym facetem - było tak nawet przed hormonami. O najmie mieszkania/pokoju pisałem tutaj, teraz posłuży wyłącznie jako przykład. Myślę, że jest najlepszym z możliwych, ponieważ masz kontakt z ludźmi 24/7.

Często transi mają wrażenie, że każdy gapi się na nich z pytaniem "To facet czy laska?". Każda uwaga, nawet jeśli wypowiedziana neutralnym tonem, jest wrednym docinkiem ubranym w grzeczne pozory. Śmiech za plecami na bank jest pod jego adresem. Krzywe spojrzenie? Pewnie wystają cycki albo znowu widać po twarzy... A w rzeczywistości krzywe spojrzenie może być zwyczajnie spowodowane np. subkulturą, którą trans prezentuje i nijak nie ma związku z płcią. Zdecydowana większość ludzi nie ma świadomego kontaktu z ts. Automatycznie decydują o płci w ciągu pierwszych sekund, nie mają odruchu szukania nietypowych cech. Trans z szerokimi biodrami będzie dla nich kolesiem z wielką dupą, trans z dziewczęcą twarzą będzie dla nich dzieciakiem... Ich postrzeganie ma ustawione domyślne płcie i tak prawdopodobnie będzie zawsze. Choć na początku przemian może utrudniać codzienne życie, później jest przydatne i warto to wykorzystywać. Zgodnie z jakąś dizajnową radą, jeśli nie umiesz czegoś ukryć, spraw by było widoczne specjalnie - przykładem może być niski wzrost, który najczęściej sprawia mi problemy. Zamiast unikać tematu, chować się po kątach, zwracam na niego uwagę dość wcześnie, najczęściej w żartobliwym narzekaniu. Ludzie wokół mnie automatycznie rejestrują mój wzrost jako temat neutralny, o którym można rozmawiać lub nie i nic się nie stanie. To samo można robić z szerokim tyłkiem czy wystającymi cyckami (np. "Mam takie cyce, że niedługo nie znajdę dziewczyny, która będzie miała większe... Czas na jakieś treningi, może zacznę już od przyszłej dekady."). Jeśli ogólnie z wyglądu zaliczasz się do facetów, to typowy Kowalski nie pomyśli "Ale ma głos, to na pewno baba/trans". Nie, on pomyśli "Ale ma głos, jakiś niewieściały jest". Trans w otoczeniu koleżanek znających go od babskich czasów nie będzie wzięty za jedną z nich (bo przecież facet w gronie bliskich koleżanek? jakże to, niemożliwe!), tylko psa na baby albo geja z gatunku zwichniętych nadgarstków.

Tyle teorii, teraz kilka przykładów praktyki. Mając 19 lat mieszkałem w trzypokojowym mieszkaniu z dwoma chłopakami. Obaj ode mnie starsi, jeden dodatkowo po wojsku. Używałem wtedy głównie bandaży i gumowych pasów. Na samym początku poza spłaszczakiem nosiłem też araszmatę, w końcu nie wiedziałem jak wyjdzie z nowymi ludźmi. Jedynym, co tym osiągnąłem, było pytanie, które zadano mi po paru tygodniach: "Ty, a czemu ty wszędzie z tą chustą po domu chodziłeś, pamiętasz?". Kiedy przeszedłem na same pasy, nadal nikt nie reagował. Byłem wtedy rekordowo chudy jak na mnie (ok. 38-39kg), więc cycki wystawały bardziej niż normalnie, jednak wszyscy zgodnie mieli to w nosie o każdej porze dnia i nocy. Z czasem przestałem w ogóle nosić spłaszczaki, zastępując je przydużymi bluzami i garbieniem (oczywiście skuteczność była dość niska). Zero reakcji. Brak zarostu był komentowany, owszem, tekstami typu "Ha, ja też czekałem wieki na sierść, o stary, 24 lata zajęło mi wyhodowanie jednego włosa na klacie!". Pamiętam też rozmowę, w której jeden z nich pytał mnie, która część penisa to napletek, bo on nie był pewny - czyli jak widać niewiedza na temat męskiego ciała jest dopuszczalna u wszystkich. Od kiedy po raz pierwszy im się przedstawiłem, mogłem paradować w sukni balowej, a oni by zapytali, jakie buty do tego ubiorę. Domyślnie ustawili mi płeć męską i nic jej nie mogło przestawić, bo nie mieli żadnego kontaktu z transami i taka opcja nie była dla nich dostępna, mimo że znający temat już dawno wiedziałby, co jest grane. Tak właśnie reaguje większość ludzi. Wystarczy zadbać o odpowiednią "płeć domyślną", a nawet paradowanie pół nago wzbudzi reakcję pt. "Ty masz cycki? To jakaś choroba?", a nie "Jesteś kobietą!". ;)

16 kwietnia 2014

Kobiece bajery w służbie męskości.

Wielu początkujących transów przechodzi przez fazę bycia tru i męskim na 140%. Nawet zwykłe, czarne skarpety zostaną odrzucone, jeśli jest na nich napisane "damskie". Nikogo to nie dziwi, w końcu zaczynają walkę o swoją męskość, jednak do czasu kompletnej zmiany warto czasem się posłużyć jakimś babskim bajerem. Nie chodzi o to, czym jest dana rzecz, lecz o to, jak ją wykorzystujesz.

Spłaszczanie.
Jak wszystkim wiadomo, cycki są średnio męskie. Stąd akcesoria do nich również nie będą męskie. Nie ma co na siłę udawać, że jest inaczej. Lepiej jest zmusić się do założenia sportowego stanika pod spłaszczaka, żeby mieć lepszy efekt niż pozostać nieskalanym damskim odzieniem i męczyć się z dziwną klatą/niewygodą. Sportowe topy czy staniki "szmaciaki" utrzymują cycki w miejscu, więc nic nie wyłazi dołem, górą i nie zbiega się w gulę pośrodku. Dzięki temu rzadziej będziesz musiał się poprawiać (albo i wcale), będzie ci wygodniej i zyskasz większą swobodę ruchu. Jeśli nie jesteś wyałtowany, szybko możesz zdjąć spłaszczaka i być ubranym "po bożemu" bez szamotania się ze stanikiem pod koszulką. Z rajstop, body czy podkoszulek można zrobić skuteczne spłaszczaki niskim kosztem i bez podejrzeń, z pewnością nawet wrogo nastawieni rodzice nie będą mieli nic przeciwko posiadaniu takich ubrań.

Bielizna.
Jeśli męskie bokserki wbijają się nieznośnie w uda lub rolują i ocierają, nie ma co na siłę pchać się w ten konkretny typ bielizny. Może być nawet tak, że na chwilę obecną nie podejdzie żaden krój męskich gaci lub zwyczajnie nie możesz ich nakładać (ze względu np. na okres czy konieczność rozebrania się bez wyałtowania). Zamiast się męczyć warto zatem rozejrzeć się za zamiennikami. Dobrym pomysłem są damskie bokserki, które są bardzo podobne do męskich. W dzisiejszych czasach i przy dzisiejszej modzie nikogo nie zdziwi delikatniejszy krój, naprawdę. Jeśli mają szeroką gumę, to nie da się ich odróżnić od męskich wyłącznie na podstawie wystającego zza spodni fragmentu. Wszystkie kokardki czy inne wstążeczki można odpruć i po kłopocie. Właśnie połączyłeś wygodę z męskim wyglądem.

Ubrania.
Jeśli jesteś zwolennikiem rurek i innych obcisłych ubrań, na pewno ucieszy cię wiadomość, że wielu facetów (noszących się w tym stylu) kupuje na damskim dziale. Zwłaszcza spodnie. Ubrania w tym momencie są tak uniseksowe, że bez dokładnych oznaczeń działów nie wiedziałbym, w którą stronę iść i grzebałbym po przypadkowych wieszakach. Do tej pory mam jakieś damskie bluzy czy koszulki, które zwyczajnie dobrze na mnie wyglądają. A co jest napisane na metce, to świat nie musi wiedzieć, prawda? Liczy się efekt, nie metka. Dzięki lekkim modyfikacjom w garderobie możesz uniknąć bluz ciasnych w biodrach, spodni wbijających się w krok czy za dużych butów.

Makijaż.
Tutaj nie będę jakoś stanowczo namawiał, wiadomo, nie każdy chce i potrafi się tym bawić. Jeśli jednak masz jakąś wprawę z "babskich lat", warto to wykorzystać. Do czasu brania hormonów jest to praktycznie jedyny sposób na zmianę rysów twarzy. Więcej w notce o męskim makijażu.

Fryzura.
O fryzurach już pisałem, jednak powtórzę się i tutaj. Krótkie włosy nie każdemu pasują, dotyczy to wszystkich płci. Jeśli zaliczasz się do tej grupy lub nie masz możliwości ścięcia, nadal masz miliard innych rozwiązań. Długie czy średnio-długie włosy to więcej sposobów na stylizację. Łatwo zmienisz swój wygląd w zależności od okazji czy ludzi, z którymi aktualnie przebywasz. Zamiast uparcie brnąć w fryzurę, której mieć nie możesz lub która ci nie pasuje, skieruj energię na poszukiwanie czegoś w innym stylu.

Kosmetyki.
Mnóstwo genetycznych facetów używa babskich kosmetyków i nie przywiązuje do tego większej wagi. Dlaczego - skoro i ty jesteś facetem jak oni - nie mógłbyś robić tak samo? Damskie kosmetyki są łagodniejsze, mają słabsze zapachy i często są skierowane na konkretny efekt (przykładem jest podział szamponów). Jeśli nie odpowiada ci żaden zapach męski z danej firmy, może znajdziesz lepszy w kobiecej serii? Jeśli męskie szampony zostawiają ci siano na głowie, czemu nie wybrać czegoś innego? No i żele do higieny intymnej... Gdyby nie podobała ci się twoja ręka, to czy zrezygnowałbyś z mycia jej? Nie, bo to by było średnio higieniczne. (->więcej o męskich kosmetykach)

To tylko kilka krótkich przykładów. Znajdziesz wokół siebie o wiele więcej sposobów na łatwiejsze codzienne życie jeśli tylko dopuścisz do siebie myśl, że nie musisz być wzorem męskości. Ktokolwiek zwróci ci na to negatywnie uwagę, ten ma problem z podejściem do płci i tyle. Niech sobie gada.

Wizyta u dr Jędrzejczaka

Widziałem się z tym panem w wieku 17 i 18/19 lat, w sumie dwie wizyty. Nie wniosły one nic szczególnego do mojej diagnozy i generalnie nie polecam na diagnostę. Można u niego dostać zaświadczenie o podjęciu działań w kierunku sądowej zmiany płci i namiary na dr Dulko.

Namiary z internetu skierowały mnie do przychodni przy ul. Bolesława Śmiałego. Zarejestrowałem się u nieprzyjemnej, tęgiej pani pielęgniarki i cierpliwie odczekałem do terminu wizyty - ile dokładnie nie pamiętam, ale niezbyt długo. Poczekalnia jak to poczekalnia w rejonowej przychodni - zatłoczona i niezbyt interesująca. Sam gabinet też był dość standardowy. Po prawej stronie biurka siedziała pielęgniarka, która notowała, sporządzała recepty, zaświadczenia itd., które potem dr Jędrzejczak podpisywał. Na wstępie powiedziałem, że potrzebuję diagnozy odnośnie transseksualizmu, bo chcę zmienić dane. Zostałem potraktowany dość niemiło, dr z góry założył, że w niczym się nie orientuję i na nic mnie nie stać. Kiedy powiedziałem, że wiem o kosztach (mimo że w teorii zgłosiłem się na NFZ), usłyszałem, że w takim razie czemu nie pójdę sobie załatwić opinii? Zdecydowałem się nie sprzeczać. Wyszedłem z gabinetu z kwitkiem o treści: "Wym. podjęła badania i ewentualne leczenie niezbędne do zmiany płci w kierunku K->M. Badanie psychiatryczne i seksuologiczne. Wydane na prośbę pacjentki - dla sądu." Nie mam pojęcia kiedy to badanie psych.-seks. się odbyło, ale nie wnikałem. Zaświadczenie przydało mi się parę razy nim dostałem już to porządne. Nie zostało uznane w sądzie, ale możliwe, że ze względu na przedawnienie (wydane 3-4 lata przed złożeniem pozwu).

Drugi raz potknąłem się o dr, kiedy członek rodziny chciał zabrać mnie na wizytę u kogoś obeznanego w temacie, żeby lepiej zrozumieć. Zgodziłem się, choć nie wiedziałem, że to akurat ten lekarz... Tym razem wizyta odbyła się w prywatnym gabinecie na Pogodnie. Cała rozmowa sprowadziła się do wymiany ciosów między mną a doktorem. Kiedy prosiłem, żeby opowiedział coś innego niż tylko o komplikacjach przy operacjach, zaczął się rozwodzić jak to osoby ts są często odrzucane przez społeczeństwo... Ja rozumiem, że o tym też trzeba mówić, ale nie wyłącznie! Kiedy przebrnęliśmy wreszcie przez wszystkie negatywne aspekty zmiany płci, otrzymałem bardzo konkretną pomoc w postaci namiarów na dr Dulko jako jedynego specjalisty w tym kraju, jeśli nie na świecie. I koniec. Wyszedłem zły i nigdy więcej się u tego pana nie pojawiłem.

Podsumowując - nie polecam.

15 kwietnia 2014

Rodzaje bandaży.

Najpopularniejszą metodą spłaszczania u początkujących transów jest bandażowanie. Szerokość oczywiście 15cm lub więcej (przy małych rozmiarach można próbować z 12cm, ale wyłącznie z braku piętnastki). Poniżej krótkie zestawienie dostępnych rodzajów. [Zdjęcia zalinkowane z internetów.]

Bandaż dziany (tzw. "zwykły").
NIE

Najtańszy i dostępny często nawet w zwykłych sklepach. Niestety, nie nadaje się do spłaszczania. Ociera, nie trzyma cycków w miejscu, życie własnym życiem... Ogółem be. Nie polecam go nawet do wykonywania pasków czy wiązań, nie można na nim zbytnio polegać i jest niewygodny. Cena poniżej złotówki.






Bandaż tkany (tzw. "elastyczny", uciskowy).
TAK

Najczęściej używany przez transów. W zależności od firmy może być mniej lub bardziej rozciągliwy, mniej lub bardziej miękki itd. Lubi się rozsuwać, ale przy umiejętnym założeniu daje świetne wyniki. Ściąga się błyskawicznie bez rozbierania, po przetrenowaniu zakłada się już niemal automatycznie. Technika wiązania do znalezienia tutaj. Zapinany zazwyczaj na zapinki - przy takim naciągnięciu plastry puszczają, a spinki/agrafki dziurawią materiał. Można go prać ręcznie lub na programie dla delikatnych tkanin, przy czym po wyjęciu z pralki należy go naprostować i rozwiesić luzem. Cena ok. 3-6zł.


Bandaż kohezyjny (samoprzylegający/samoprzylepny).
TAK

Burżujna wersja bandaża elastycznego. Nie wymaga zapinek czy plastrów, a raz nałożony nie rozsuwa się. Według producentów utrzymuje stałe naprężenie (nie luzuje się). Dostępne są dwie wersje - jednorazowa i wielokrotnego użytku. W jednorazowej niewątpliwie zaletą jest fakt, że nie ma w ogóle możliwości rozsuwania, zmiany ułożenia itd., jednak po jednym dniu idzie do kosza. Jest wiele kolorów, w tym również cielisty. Cena od 25zł.







Bandaż z jednolitej tkaniny. 
TAK

Po prostu pas materiału, często obszyty na brzegach, żeby zapobiec strzępieniu. Jeśli chodzi o efekt, na pewno jest skuteczny, jednak kilka warstw materiału - zwłaszcza latem - jest dość niewygodne. Trudniej też nim manipulować. Można kupić po prostu szeroki na 15-20cm kawałek materiału na metry.  Ceny nie znam.






Bandaż wiskozowy.
NIE

Stosowany najczęściej przy chorobach skóry objawiających się swędzeniem skóry jako mokry okład. Bardzo delikatny dla skóry i hipoalergiczny. Dopasowuje się do kształtu ciała, dlatego nie ma sensu używać go do spłaszczania. Cena od 25zł.






Bandaż gipsowy.
NIE

Bandaż, który po zmoczeniu układa się na kształt ciała, a po wyschnięciu tworzy twardą, nieelastyczną skorupę. Nijak nie nadaje się do wiązania. Cena od 9zł.







  

Bandaż bokserski.
NIE

Służą do zabezpieczenia rąk w sportach uderzeniowych i zachowaniu higieny przy używaniu rękawic (poci się bandaż, a nie rękawica). Nie nadają się do spłaszczania z bardzo prostego powodu - są bardzo wąskie, w końcu muszą pasować na dłoń. Cena od 13zł.









Bandaż chłodzący.
MOŻE?

Solidniejszy bandaż, który po nasączeniu w specjalnym płynie ma właściwości chłodzące. Co ciekawe, chłodzi "na sucho", czyli nic nie przecieka ani nie plami. Zastanawiam się nad nim w ramach ratunku przed upałami, ale jednocześnie mam wątpliwości, czy noszenie takiego cuda przy cyckach przez kilka tygodni pod rząd może być bez wpływu na zdrowie i portfel. Cena od 50zł.

Spłaszczanie przy pomocy chusty trójkątnej [post gościnny - Młody Człowiek]

Kolejny post gościnny, tym razem o spłaszczaniu chustą trójkątną. Instrukcja, zdjęcia i rysunki od Młodego Człowieka. Żeby powiększyć zdjęcie trzeba na nie kliknąć.

Najpierw przed i po (pierwsze zdjęcie w staniku sportowym):


Teraz instrukcja:
"Spłaszczaka można także zrobić z pomocą tylko igły i nitki, chusty trójkątnej z materiału koniecznie (ma ją każdy gimb po EDB) oraz czegoś do wiązania - zdjęcie i zakładanie nie zajmuje dużo czasu. A robimy to tak:
1. Chustę trójkątną składamy tak, aby tworzyła szeroki (zależy od biustu) pas, ostatni trójkącik nachodzący jak klapka ucinamy.
2. Zszywamy tak, by chusta nie rozkładała się - tworzy już jeden pas.
3. Do części z narożami doszywamy nasze paski do wiązania - z czego tam chcemy, ja mam z innej rozciągliwej chusty, może być bandaż, whatever
4. Tą część będziemy wiązać u góry i wkładać w obszar między piersiami węzełek czy kokardkę
5. Niżej muszę wykonać ilustrację. Kolejne do wiązania małej kokardki - nie mocno, bo tu nie o nacisk chodzi - będzie trzymać materiał pod biustem (podnoszenie rąk etc).

6. Otwory te gdzie wychodzi pod biust trzeba DOKŁADNIE obszyć.

Nie jest to górnolotny binder, ale ja mam bliżej do apteki niż do sklepu z potencjalną możliwością zakupu taśmy krawieckiej. Nie zsuwa się, nie drapie, nie krępuje ruchów."