UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

26 października 2012

Mini zestawienie domowych spłaszczaków

A zatem i nocia. Nie miałem pomysłu, akurat upychałem nogą ciuchy w szafce i wysypała mi się sterta mniej lub bardzie zużytych spłaszczaków... Wybrałem te, których kiedyś używałem najczęściej i spłodziłem z nimi tę oto notkę. Może się komuś do czegoś przyda, a jak nie, to się chociaż pochwalę gotową izolacją brzuszną na zimę, a co, stać mnie. ;) Pamiętajcie, że mam cycki zdecydowanie ponad przeciętną, czyli widać bardziej niż zazwyczaj, nie sugerować się, że u każdego będzie tak wystawało.
 I owszem, mam na sobie różową koszulkę (z hasłem "Sex Drugs & Sausage Rolls"), specjalnie z dedykacją dla kolejnego "tru" i męskiego ponad wszelką miarę pana, z którym miałem okazję dość nieprzyjemnie pogawędzić.

Na pierwszy ogień pójdzie nie do końca spłaszczak, bo bandaż. Te zdjęcia w zasadzie robiłem ostatnie, stąd jedno jest szalonej jakości, a przy drugim koszulka mi się podwinęła o zaczep. Ale nic to, życie transa jest ciężkie w każdej strefie jego życia, więc czemu i nie w fotografii. ;) Tutaj za dużo tłumaczyć nie trzeba, ot, zwykły elastyczny bandaż o szerokości 15cm - jedyny słuszny bandaż do wiązania się.


Następnie guma, wersja mało zużyta, bo uszyta nie dalej jak pół roku temu i traktowana jako awaryjna. Na czym polega jej uszycie? Ot, dwa pasy gumy krawieckiej zszyte razem, z tyłu haftki, co by było się łatwiej z potwora uwolnić. W zależności od upodobań, mogą być luźne lub ciaśniejsze niż własna skóra. Osobiście jestem za tym drugim, ale trzeba pamiętać, że przy ciasnych spłaszczakach oddycha się brzuchem, nie klatą. Nie polecam szycia na ciasno tym, którzy dopiero zaczynają. I proszę tego nie traktować jako wyzwania. Jak się taki spłaszczak sprawuje? Całkiem nieźle. Łatwo go nałożyć przy odrobinie ćwiczeń (czasem się roluje na łopatkach przy zakładaniu), dobrze płaszczy, jeśli doszyć mu szelki, to nie spada. Minusem są (jak zawsze w przypadku gum) obcieranie i odparzenia. Często chodzi się też jak zombie, z barkami w górze.


Guma, odsłona druga - trzy pasy, połączone wyłącznie na plecach. Szczerze - wyszedłem z wprawy w zakładaniu tego cuda, stąd ten najniższy pas tak dziwnie ułożony. Mam w szafce trzy różne wersje, wybrałem tę, w której najczęściej szalałem. Wymaga sporo ćwiczeń, żeby odkryć wszystkie kombinacje, ale to sama zaleta - można dopasować ich układ do każdego ciucha czy zmieniającego się rozmiaru cycków. Szycie? Trzy pasy, ten najbardziej do wewnątrz jest odrobinę ciaśniejszy, całość zszyta ledwo końcami na kawałku gumy, który układa się nie wzdłuż klaty (tak jak te trzy), tylko wzdłuż kręgosłupa. Ot, taki mały ucinek.


Spłaszczak na zakładkę, o którym pisałem TUTAJ.


Tzw "wyrób stanikopodobny". Używany głównie po domu albo na noclegach. Dobrze się sprawdza do spania, jest miękki, nie uwiera, cycki się nie snują wszędzie na widoku. Może nie płaszczy jakoś rewelacyjnie, ale pod ciuchy do spania styknie. Uszyty z kilku warstw elastycznego materiału, szelki niezbędne, żeby nie zsuwał się w nocy.


No i ostatni w tym mini-zestawieniu, weteran. Dostałem go od kumpla, który dostał go od kumpla, który... No, nie wiem, co było z nim wcześniej, ale wysłużył się porządnie. Przerabiany i zwężany tysiąc razy, nadal z opcją na udoskonalenie. Jeden z moich pierwszych w kolekcji. Wydaje mi się, że to był kiedyś jakiś wyrób medyczny, a la pas piersiowy pooperacyjny czy cuś. Generalnie poza kilkakrotnym zwężaniem i poprawianiem linii pod pachami nic z nim nie robiłem szczególnego.


Tyle jeśli chodzi o moje ulubione z domowych wersji, aktualnie noszę burżujne kupne (które się już rozlatują na kawałki, bo jest ich sztuk 1, słownie jeden, i jak się nosi na okrągło, to wiadomo co się dzieje).

A na koniec mały bonus. Często się sądzi, że jeśli się nałoży luźne ciuchy, to się lepiej wygląda, bo cycków nie widać, nawet kiedy spłaszczak chujowy... To proszę sobie zerknąć poniżej (obie foty strzelane jedna po drugiej w tej samej metodzie spłaszczania). Po lewej normalny rozmiar, po prawej za duży. No właśnie. Nie mówię, żeby nosić przylegające do klaty koszulki striptizera, ale ktoś kiedyś mądry powiedział, że w miarę dopasowanych ciuchach widać kontur ciała i nikt się za specjalnie nie przygląda co tam jest pod tą koszulką. No i po prostu, panowie, wygląda się w takich luźnych szmatach jak łachmyta, a na to ani nadobne panienki ani muskularni faceci nie polecą, moi drodzy. :)

25 października 2012

Uwaga od autora, bo aż wstyd. ;)

Uwaga, zaczniemy od małego podkładu muzycznego. Nie jestem fanem tego typu muzyki, ale treść (oh, jakże urozmaicona i głęboka) idealnie oddaje sens tej notki.


A teraz konkretny przekaz. Panowie i panie. Gdybym dostawał złotówkę za każdego mejla z "i tak pewnie nie odpiszesz", "i tak tego nie przeczytasz", "będę zaszczycony jeśli mi odpowiesz", "proszę, nie uznawaj mnie za dziwadło" albo "przepraszam, że piszę", to miałbym już taki arsenał ASG i książek kucharskich, że musiałbym wynająć magazyn portowy na to wszystko...

Ustalmy raz a dobrze, Grabieżca:
- to zwykły facet (można go nawet poznać osobiście przy odrobinie farta),
- nie urządza castingów na tych godnych odpowiedzi,
- rozumie, że ktoś może żyć jako kobieta, a mimo to być facetem,
- jest otwarty na różne wyznania, plany, poglądy i w zasadzie cieszy się z okazji poznania nowych punktów widzenia,
- nie gryzie, nie bije, nie krzyczy,
- nie ocenia na zasadzie "a ja w twoim wieku to" czy podobne bzdury, każdy ma swoje tempo, panowie,
- nie ma ponad trzydziestu lat, na Boga, nie postarzajcie mnie tak,
- jest przeciwny schematowi "tru transa".

Także - jeśli ktoś chce do mnie napisać, ale się boi, wstydzi albo cokolwiek innego, to zapewniam, że ze mną się całkiem normalnie pisze. Jak dotąd (poza hejterami) nikt nie narzekał. ;) Powaga. Skończcie z tym "i tak nie odpiszesz, bom niegodny". Odpiszę. Może z poślizgiem, czasem konkretnym niestety, ale na pewno odpiszę.

Zgodnie z zapowiedzią nowa notka w tym tygodniu. Ha, foto-notka! <ho ho ho>
Trzymajcie się,
Niski Grabieżca

10 października 2012

Ogłoszenie parafialne

Notka w opracowaniu, proszę się nie spinać. Wujek walczył z paskudnym choróbskiem, wymiotował dalej niż widział, a jak widział, to tylko dno miski, aktualnie się ledwo czołga, więc kolejną obsuwkę proszę mi wybaczyć niejako z automatu.

Ale - jako że zgodnie z zapowiedzią wracam prawdopodobnie na hormony tej jesieni i odbębniam na nowo wszystkie badania (poprzednim razem załatwiałem w mieście rodzinnym), to chętnie pogadałbym z kimś, kto jest/był pacjentem dr Libera. Nie ukrywam, że mam mieszane uczucia wobec niego i chciałem trochę temat obgadać, tak bezpośrednio, nie na niebieskim forum. Mejla znacie, jeśli nie, to dla leniwych, żeby nie musieli strony przewijać - krzywekrzeslo@gmail.com Każdy strzępek informacji mile widziany, dłuższa rozmowa jeszcze bardziej, także zachęcam do pisania, bo mi się przyda. ;)

A tak zwanym tymczasem - byle do następnej notki.

6 października 2012

Pierwsza wizyta u lekarza

Dobra, dobra, wiem, opóźnienie, jak zwykle u wujka Grabieżcy, cicho tam... ;) Tym razem było spowodowane dramatycznym poszukiwaniem tematu, bo - jak już pisałem - mam wrażenie, że napisałem już wszystko, co wiem. Ale że akurat paru znajomych zaliczyło/będzie zaliczać pierwszą wizytę u lekarza od spraw transowych, to może coś na ten temat?

Po pierwsze - szczerość. Nie ma absolutnie żadnej, powtarzam, żadnej wymówki dla ściemniania. Nie bójcie się powiedzieć czegoś, co waszym zdaniem nie pasuje do ideału tru-transa. Nie ma czegoś takiego jak tru-trans (pozdrawiam wszystkich, którzy się za takich uważają i wytykają tych, którzy nie mają problemów z mówieniem o swoich wątpliwościach). Ja wiem, często sprawy mają być załatwione już, teraz, zaraz, a coś, co odbiega od stereotypu może opóźnić diagnozę, ale... Chłopaki. Obsuwa zawsze się może zdarzyć, a warto wejść w nowy etap spokojnym, pewnym siebie i z czystym kontem. To, że jesteście pewni swojej męskości na 140% nie znaczy, że nie możecie mieć kilku zgrzytów w głowie, z którymi się gryziecie. Także to najważniejsze - szczerość. Bezwarunkowa.

Także od początku. Podejmujecie decyzję - tak, jestem gotowy, przyjmę to wszystko na klatę, czas się stać oficjalnym. Idę do lekarza. I teraz pytanie - do którego? W większości dużych miast jest znany lekarz, do którego wszyscy biegną bez zastanowienia. Błąd. Trzeba najpierw poczytać, zastanowić się, czego oczekujesz. Są lekarze, który potraktują pacjenta szorstko, ale sprawnie, inni pogadają nad wątpliwościami z życzliwym uśmiechem... Po prostu poczytajcie. Na niebieskim forum, na stronach dot. lekarzy, na blogach innych transów. Polecam czytanie też wypowiedzi nie-transów (rzadko lekarz zajmuje się wyłącznie nami, często ma też pacjentów spoza tematu), to pozwala ocenić lekarza jako takiego, a nie jego dopasowanie do trans-wymogów. Możliwe, że lepiej dla was będzie dojeżdżać do innego miasta niż biec do tego, kto jest pod ręką. Kwestia finansowa też jest ważna, niektórzy są na NFZ, inni prywatnie, trzeba ocenić swoje możliwości, bo diagnoza ciągnie się miesiącami (wujek wie, co mówi, jego diagnoza z paru miesięcy ciągnęła się latami przez kasiorę). Każdy lekarz ma też inne metody - jedni zbiorą wywiad z grubsza, inni stawiają nawet na test prawdziwego życia... Także panowie - czytać opinie współtowarzyszy z pola bitwy i te od zwykłych cywili. ;)

Lekarz wybrany. Co teraz? Ano dzwonić i się umawiać. Ale ja mam taki zły głos, ale ja nie wiem, jak się przestawić, ale ja nie wiem, co mówić, ale, ale ale... Stop. To tylko telefon, nikt z niego notatek nie robi, więc spokojnie. Dupa w garść, jak to mawiał mój znajomy. Zgarniacie numer, bierzecie telefon i dzwonicie. Mówicie, że chcecie się umówić (jeśli to rejestracja, to do jakiego lekarza). I dalej rozmowa sama płynie, bo rozmówca zadaje wam pytania. Trudne? No nie. Ważne - jeśli pytają o imię i nazwisko, to pytają o to z dokumentów. Oficjalnie muszą was wpisać jako pacjentkę, niestety. Ale to tylko formalność, więc bez stresu. Jeśli padnie pytanie o powód wizyty, to mówicie wprost - diagnoza transseksualizmu. Ot co. Zapiszcie ładnie wszystkie uwagi i wskazówki, datę i godzinę, żeby nic ze łba nie wyleciało. [post o samej rejestracji]

Wizyta umówiona, teraz trzeba zrobić dobre wrażenie. Otóż po pierwsze - dostosowujecie wygląd do swojego odczucia i możliwości. Jeśli ociekasz zdecydowaniem i możesz sobie na to pozwolić - idziesz w męskich ciuchach, nastawieniem godnym twardziela i generalnie wszystkim buty z nóg spadają. ;) Jeśli masz wątpliwości - ubierasz się tak, żeby się dobrze czuć. Nie na siłę męsko, nie dla świętego spokoju lub ze strachu po damsku. Po swojemu. Ty oceniasz, na ile jesteś gotów, może być czysty uniseks, któż broni. To samo w rozmowie, nic na siłę. Jeśli jesteś jedną wielką niepewnością, nadal po babskiej stronie mocy i lepiej się czujesz w stanikach - idziesz w stanikach. Proste. Idziesz jako ty. TY. Nie stereotyp, nie jako to, co ci się wydaje, że powinieneś być. Lekarz ocenia wygląd, oczywiście, że tak. Ale to ty się masz czuć dobrze, nikt inny.

Wpadacie do gabinetu, zaczyna się rozmowa, kolejne pytanie - jak mam mówić? Cóż, jak z ubiorem - tak jak ci wygodnie. Po męsku, po damsku, bez rodzajów... Pamiętaj, możesz tam być sobą. Możesz też spokojnie zmieniać formy w trakcie rozmowy czy na późniejszych spotkaniach. Nic nie jest decyzją na amen. Jeśli masz imię i chcesz go używać - powiedz o tym przy podawaniu danych do wywiadu. To ważne.

Jak taka wizyta wygląda? Hm. Różnie. Zaczyna się ją od zebrania wywiadu (podstawowe dane, jeśli to seksuolog, to padnie też prawdopodobnie pytanie o okres - warto zapisać sobie datę ostatniego). Później być może padnie pytanie pt. "Co pana do mnie sprowadza?". I tu często traci się głos w gardle, bo jak to wyjaśnić profesjonalnie? ;) Przygotuj się na to, zastanów się czego oczekujesz od lekarza - czy zbierasz papiery do sądu, czy chcesz rozwiać wątpliwości, czy może dowiedzieć czegoś więcej o samej trans-zmianie, może szukasz wsparcia w zrobieniu coming-outu w rodzinie... Przemyśl to. Jeśli jesteś zdecydowany, warto napisać też życiorys emocjonalny, ułatwia robotę (ale to temat na całkiem osobnego posta, więc na razie się nie rozpisuję). Zazwyczaj lekarz powie, jak widzi waszą dalszą współpracę, czego od ciebie oczekuje, co ci proponuje, zastanów się nad tym i jeśli masz zastrzeżenia, nie bój się ich powiedzieć na głos. Właśnie walczysz o życie zgodnie z sobą, niech cię skrępowanie.. nie krępuje. ;)

Pierwsza wizyta zwykle wydaje się milowym krokiem - i często bywa - ale w zasadzie jest czystym wstępem, ot, przedmowa dla autora do ksiażki, więc nie oczekuj, że zmieni całe twoje życie od razu. Nie zniechęcaj się, bo nie przyniosła od razu efektów. Nastaw się na kolejne, otwórz na rozmowę, testy i badania, przełknij to wszystko. Flame on i do przodu, panowie.

2 września 2012

Mały przekaz od Grabieżcy - bez polotu, ale szczery.

 [UWAGA: pojawiają się bluzgi!]

Ja wiem, że przychodzicie tu nie po moje smęty, nie po moje ogólne przemyślenia, ale niestety, dziennik skasowany, a to będzie jego podsumowanie. Może na coś się komuś przyda, jeśli nie, to nastawiajcie się na wznowienie "przydatnych" postów od połowy września.

Jeśli ktoś się otarł o mój dziennik i był niezwykle spostrzegawczy, mógł zauważyć lekką nutkę czarnowidztwa... ;) Grabieżca skupiał się na tym, jak to ma źle w życiu, jak to brak mu odwagi, jak to psuje wszystko wokół. I wiecie co? Nadal magicznie nie jest. Nie, jest chujowo. Ale! Grabieżca to zaakceptował i niniejszym podejmie niemrawą próbę przekonania siebie, że największe gówno da się obejść, kiedy zaciśniesz zęby. A teraz mała wojna z trzema wybranymi argumentami do hasła "jest do dupy, idź się zabij".

Po pierwsze - "ja się nie nadaję na faceta, boże, przecież jestem taką pizdą, o wyglądzie nie mówiąc".
Tak, mam takie myśli. Bywa, że staję przed lustrem i sprawdzam, czy umiem oblizać usta dziwkarskim gestem, bo a nóż-widelec wyjdzie mi lepiej niż męski półuśmiech. Patrzę na swoje 162cm wzrostu, na zarośnięte, ale nadal babsko cherlawe nogi, na za gęste rzęsy, na usta stworzone do seksu oralnego... Patrzę, myślę, analizuję, zdecydowanie bardziej niż jakikolwiek genderowiec płci obojętnej. I wiecie co? Koniec końców i tak widzę faceta. Bo nim jestem. Mimo cycków, mimo słabej psychiki. Kto powiedział, że musisz śmierdzieć petami i piwskiem, żeby być męskim? Kto każe Ci mieć umięśnioną klatę? Kto każe powstrzymywać łzy, kiedy spotyka cię zawód w życiu? Liczysz się ty i twoje odczucia. Nie to, co ci wbijają do głowy, nie to, co wypada, nie to, na co wyglądasz. Ty. Po prostu. Krytyka i tak będzie cię otaczać, śmiech, kpiny, głupie żarty.... Niezależnie od tego, jakiej jesteś płci. Więc czemu się hamować, skoro koniec końców i tak reakcja będzie taka sama, a ty przynajmniej będziesz szczęśliwy? Niechaj wybrzmi moje nieśmiertelne motto - jeśli ty podchodzisz do swojego ts naturalnie, inni też będą to tak traktować.

Po drugie - "gorzej być nie może".
Oh, ależ mój drogi, może. Kiedy myślisz, że nic poza samobójstwem ci już nie zostaje, pomyśl, że stajesz na moście z pętlą na szyi i orientujesz się, że nie możesz tego zrobić. Albo ktoś cię ściąga. Albo lina pęka, nie łamiąc ci karku. Albo w ostatniej chwili łapiesz się jedną ręką barierki w połowie skoku. Co zrobisz, kiedy twoja ostatnia opcja okaże się niedostępna? Co, jeśli twoja ostatnia deska ratunku jest tak naprawdę tylko śmiechem na sali? Jaki masz plan na wypadek, kiedy ostatni z ostatnich planów zawiedzie? "Samobójstwo jest trwałym rozwiązaniem na przejściowy problem". Uwierz, wiem, co mówię. Poza tym jeśli chcesz to wszystko skończyć... Czemu nie poczekać jeszcze chwili i nie zobaczyć, jakie karty dostaniesz w następnym rozdaniu? Wszak od stołu możesz wstać w każdej chwili.
Mam nadzieję, że za często takiej potrzeby nie będzie, ale w razie czego - kto potrzebuje, niech pisze do wujka Grabieżcy. Może coś wymyślimy. Fuck it, jesteśmy wszyscy zajebiści, na pewno wymyślimy!

Po trzecie - "jestem nieprzydatny, zajmuję innym miejsce".
Na to nie mam innego argumentu jak po prostu: a może to jest właśnie twoje miejsce? To, którego tyle szukałeś i nie wiedziałeś, że jest wyłącznie twoje, odpowiednie i idealne, choć do doszlifowania, bo drzazgi się w dupę wbijają? (Z przydatnością nadal walczę.)

Reszta jest dla mnie zbyt osobista lub jeszcze cięższa do wyjaśnienia, żebym się nią dzielił. Może kiedyś, kiedy odnowię dziennik, tutaj nie pora i nie miejsce na tego typu wywody.

Wychodzę z założenia, że każdy ma swoje problemy równie przytłaczające, tylko skalę każdy inną przykłada - z tą myślą od jutra zabieram się za odpisywanie na zaległe mejle i bogowie mi świadkami, że wezmę się w garść. Skoro niechcący zrobiłem się rozpoznawalny, to niech będę przykładem.

Do tych, którym przypadkiem pomogłem - dzięki za zaufanie.
Do tych, którzy mi pomogli - dzięki za ocalenie życia.
Do pozostałych czytających - każda minuta jest wyborem, każdy oddech jest wyborem, zawsze możesz wstać, wynająć kajak i popłynąć na Islandię, jedyne, co cię ogranicza to ty i twoje zapasy żywności. ;)

12 sierpnia 2012

Dowód na skuteczność ćwiczeń głosu.

Jeśli ktoś się zastanawiał, jakie efekty można uzyskać ćwicząc głos, to poniżej wrzucam swój własny przed i po treningu, a w zasadzie przed i w trakcie. Znalazłem gdzieś w stertach śmieci na kompie stare filmiki, wyciąłem po kawałku głosu na tyle, na ile mój antytalent do takich sztuczek mi pozwolił i oto daję Wam. ;)

Kilka uwag. Pierwszy filmik był kręcony, kiedy miałem 14 czy 15 lat, był w trakcie śmiania się, więc też całkiem dobrze to to głosu nie oddaje, ale jakieś pojęcie można dzięki temu ochłapowi mieć. Drugi filmik był kręcony w wieku 18 lat bodajże. I tutaj parę dodatkowych informacji... Ogólnie scenka była kręcona w środku konstrukcji mostu (to jakby dziwnie było słychać komuś). Krzyczałem do kumpla parę metrów ode mnie, a jak wiadomo - im głośniej, tym wyżej się brzmi. Weźcie to pod uwagę.

Także jeśli widzicie różnicę, to proszę zapomnieć o własnych oporach i zacząć ćwiczyć już dzisiaj. ;)
(TUTAJ post o samych ćwiczeniach)


UPDATE (16.03.2014r.)
Linki niestety powygasały, a uploader nie ma opcji odświeżenia (po prostu usuwa je z konta po wygaśnięciu). Nagrania są na zdechłym laptopie, do którego nie mogę się od dłuższego czasu dostać. Wrzucę na nowo, kiedy tylko go ożywię - choć nie wiem, kiedy to nastąpi.

29 lipca 2012

Nowa władza.

Od dziś dostęp do bloga ma też Vic (nick E.T.), który będzie pilnował, żeby nie usunięto bloga po zamknięciu. Ewentualnie niańczył, gdybym jednak postanowił jakimś cudem do niego wrócić. To samo z forum. Od czytelnika do moda, to się nazywa zawrotna kariera. Oklaski i brawa dla niego.

22 lipca 2012

Kolejne udziwnienie Grabieżcy.

Nowa zabawka - forum, na razie w formie testowej, bez szału i fajerwerków. Nie ma stanowić konkurencji dla - świetnego zresztą - niebieskiego forum, bo zamierzam się w nim skupić wyłącznie na radzeniu sobie na samym początku przemiany, do pierwszych operacji. Na razie pusto i głucho, zbieram użytkowników.

Co do zamknięcia bloga - na razie jest jak jest. Być może się termin przesunie, trzymajcie kciuki.

20 lipca 2012

Zakończenie bloga - ostatnie życzenia?



13.08.2012r. (pon) oficjalnie zamykam bloga. I to nie jest żadne zawieszenie, przerwa czy wakacje. Po prostu zakończę wtedy bloga na amen.


Do 9.08.2012r. macie zatem ostatnią szansę, żebym napisał na jakiś konkretny temat. TUTAJ jest odpowiednie miejsce na wszystkie propozycje. Jeśli się rozkręcicie z tematami, aktualizacje będą kilka razy dziennie. Jeśli nie - może nie być żadnej. Proste.


To tyle.

17 lipca 2012

Ginekolog - relacja na żywo z terenu walk.


Tak, dzisiaj wujek odwiedził kolejny raz w życiu najmniej przyjemne miejsce dla transa. Pierwszy raz (jako dorosły) był traumatyczny, zostałem okrzyczany za wygląd, branie hormonów i w ogóle rezygnację z bycia kobietą, czym godziłem w same serce feminizmu. Pani mnie nawet porządnie nie zbadała ("nie ma miejsca na badanie, proszę przyjść jak się *pani* rozdziewiczy") i wypierdoliła za drzwi. Zajęło mi trzy lata, żeby się zebrać w sobie i pójść znowu. Tchórzostwo, huh. A wiadomo - facet ma być twarda dupa, więc w końcu w jakimś zrywie złapałem za telefon i umówiłem się. Co się nastresowałem, to moje, ale nie było aż tak źle, jak się spodziewałem.

15 lipca 2012

Zmiany w czasie hormonów - dolne rejony

Dostałem kilka mejli, w których zastanawiano się, jak hormony wpływają na wygląd najbardziej babskiej części ciała... ;) Zatem w skrócie:

Przed hormonami/operacjami: 1, 2.
Po hormonach, przed operacjami: 1, 2, 3.
Po operacjach (różne metody): 1, 2, 3. (w zależności od metody i kraju, w którym będziesz się operować, wyniki mogą być lepsze)

Szkoła i stare papiery

Post głównie dla pełnoletnich, jako że trzeba być już za siebie i swoje decyzje odpowiedzialnym przy kombinowaniu ze szkołą. Czyli zacząć można od liceum - wtedy jest się najbliżej mistycznej osiemnastki.

Od razu mówię, że to oczywiście kolejna rzecz, którą opracowałem i testowałem sam na sobie. Kombinować z listą zacząłem już w podstawówce, gdzie nie miałem najmniejszych szans ani nawet bladego pojęcia, jak to działa, a sukces odniosłem dopiero w liceum. Przeszedłem od "Ale niech pani do mnie mówi A...!", poprzez "To nie są moje prawdziwe dane, tylko takie jakie matka chciała, żebym miał", aż  do właściwego składania podań o zmianę na liście.

Przede wszystkim, jak zawsze - wygląd. Będę bezlitosny, ale kiedy chcesz naginać prawo do siebie (niby przestępstwo żadne, ale norma też nie) musisz wyglądać jak facet. Może być od biedy zgejały albo zniewieściały facet. ;) Żadna chłopczyca, żadne "ale ja za miesiąc będę lepiej wyglądał", żaden uniseks. No, chyba że wyjątkowo zdolny uniseks. Także zastanów się dobrze, czy spełniasz ten warunek, żeby nie mieć potem problemów z przekonaniem dyrekcji albo już po zmianie listy - z ludźmi z klasy. Zastanów się też, czy dasz radę się maskować przez cały czas trwania szkoły, czyli trzy-cztery lata co najmniej. Musisz być przygotowany na wf (jeśli masz zwolnienie, to problem z głowy), basen (jeśli taki będzie, a musisz założyć, że nigdy nic nie wiadomo), korzystanie z męskich łazienek, wyjazdy integracyjne i wycieczki (wspólne pokoje i prysznice), panowanie nad okresem (żadnych wpadek ani pożyczania tamponów od koleżanek), wywiadówki (co by rodzice nie wypalili z czymś przy innych rodzicach, którzy przekażą to potem twoim kolegom) itd itp. Musisz też wziąć pod uwagę pocztę pantoflową - ploty szczerzą się szybciej niż grypa. Ogólnie - nie jest to sprawa byle jaka. Skoro wkładasz tyle trudu, żeby dostać się do dobrej szkoły, to nie chcesz z niej uciekać, prawda?

Najlepiej by było, gdybyś miał jakiś papier od lekarza - psychologa, seksuologa, psychiatry, wszystko jedno. Papier dobra rzecz, jeśli tylko masz okazję taki zdobyć - rzucaj się z zębami. Przydaje się praktycznie do wszystkiego, łącznie z okazywaniem sieciówki w autobusie. Jeśli nie masz - świat się nie rozpada, musisz się po prostu mocniej starać. W Szczecinie można się wybrać do dr Waleriana Jędrzejczaka, dostałem od niego papier po 3 min rozmowy... Nie żeby to było jakoś szczególnie fair, nawet mimo tego, że faktycznie byłem w trakcie leczenia, no ale przydało się parę razy. Przyjmuje też na nfz, bodajże w przychodni niedaleko Bramy Portowej, ale głowy nie dam.

Zmianę na liście itd należy załatwić nim zacznie się rok szkolny, żeby nie było potem akcji z metamorfozą nazwiska. Poza tym nie chcesz tracić pierwszych dni przez unikanie nowych znajomych czy niechodzenie do szkoły (którego wujek nijak nie popiera!). Dowiedz się, w jakich dniach przyjmuje się interesantów w twojej przyszłej szkole (musisz oczywiście wiedzieć, że się dostałeś) i wybierz się z wizytą. Weź ze sobą podanie z prośbą o zmianę danych i uzbrój się w masę argumentów i informacji. ;) Dobrze byłoby mieć już jakiś plan, który pozwoliłby na zmianę papierów do matury/egzaminu zawodowego. Przykładowe podanie.

Rozmowę możesz zacząć albo od przekazania podania, albo od wyjaśnienia sprawy. Osobiście jestem za tym drugim. Jeśli masz jakieś zaświadczenie, to dajesz je na samym początku. Odpowiadaj na wszystkie pytania dyrekcji - w większości przypadków spowodowane są niewiedzą albo niepokojem, a nie złośliwością. Złota zasada Grabieżcy - podejdź do tego naturalnie, to inni też tak zrobią. Zawsze zabiegałem o to, żeby nikt poza dyrekcją, księgowością i panią z sekretariatu nie wiedział, co mam w dowodzie. Nawet nauczyciele. Zwykle nie było problemu.

Jak zacząć rozmowę? Ja podchodzę do tego na tej samej zasadzie, co załatwianie zaświadczenia o nauce. Bez spiny. "Dzień dobry, zostałem przyjęty tu i tu i w związku z tym mam małe pytanie, a właściwie prośbę." - i dalej lecę z prądem. ;)

Jeśli zbierze ci się na taką decyzję w trakcie nauki w danej szkole, np w drugiej klasie, to przemyśl dokładnie reakcję każdej ze stron - zarówno nauczycieli, uczniów, dyrekcji, jak i twoich rodziców. Mogą być bardziej przeciwni szemranej zmianie w trakcie niż już oficjalnej zmianie po zakończeniu tego etapu edukacji.

W szkołach dla dorosłych lub na studiach jest też kwestia indeksu. Zapierałem się zawsze kopytami, żeby mieć indeks dopasowany do danych na liście. Ja wiem, że indeks to już jest poważna sprawa, szkoła może mieć nieprzyjemności, ale nie wyobrażam sobie, żeby nauczyciele dowiadywali się o "małej różnicy między formą a treścią" w trakcie wpisywania ocen w połowie roku. Pomijając już fakt, że często indeksy wędrują z rąk do rąk i każdy mógłby popodziwiać. Nic z tego. Jeśli zmieniasz listę, zmień też indeks. Zaznacz to w odpowiednim miejscu w podaniu.

Podchody z rodzicami.

Skupię się na rodzicach, ale jak wiadomo, różnie bywa i można to odnieść także do dziadków, rodzeństwa i innych bliskich. Jest to jeden z miliarda sposobów, każdy ma w zasadzie swój własny. U mnie w rodzinie od początku było wszystko jasne, więc uniknąłem tej wątpliwej przyjemności, ale teorię znam. ;) Nie jest to post o obwieszczaniu wszem i wobec prawdziwej płci, a jedynie przygotowaniach. Nie wszystko na raz. Dla wygody zamiast coming-out będę pisał CO. Lenistwo na najwyższym poziomie. ;)

Podchody można zacząć od podrzucenia jakiegoś filmu. "Koleżanka mi pożyczyła, ponoć ciekawy.". To jest najprostsza metoda. Zdecydowanie odradzam "Boys don't cry" ("Nie czas na łzy") i tym podobne smęty. Nie można rodziców od razu zastraszyć i zniechęcić. Można podrzucić od razu kilka albo rozwlec to w czasie. Obejrzenie takiego filmu jest dobrą okazją do wybadania, co myślą rodzice na temat transseksualizmu. Jeśli masz kablówkę/tv cyfrową to możesz wyszukać dokumenty o ts (całkiem ich sporo wbrew pozorom) i "dzikim trafem" przełączyć na nie w trakcie rodzinnego posiedzenia przed telewizorem.  Niezależnie od ich stanowiska, działać powinno się powoli, co by nie padli na zawał. ;) Oczywiście, jeśli już się czegoś domyślają, to droga jest krótsza.

Dalej można pójść z zostawianiem artykułów czy książek na ten temat. Tak mimochodem, np w toalecie po dłuższym posiedzeniu. ;) Niech zauważą, że się tym interesujesz. Zaczną się zastanawiać, czy chodzi o ciebie, o jakiś znajomych czy zwykłą ciekawość. Jest szansa, że przedyskutują to wcześniej między sobą i będzie prościej z późniejszym CO.

Jeśli masz taką możliwość, przyprowadź jakiegoś transa do domu. Najlepiej takiego z dobrym wyglądem ;) Przedstaw go jako faceta (km) lub dziewczynę (mk), niech rodzice nie wiedzą o niczym od początku. Niech wpadnie z przyjacielem albo miłością życia ;), żeby pokazać, że nie jest samotny i odrzucony. Po paru takich wizytach możesz (za zgodą transa oczywiście) zagadnąć, że "Nieźle wygląda, nie? Nie domyśliłbym się, że to transseksualist(k)a, gdybym nie wiedziała". I rozmowa zaczęta. Niech rodzice wiedzą, że transi to normalni ludzie, swobodnie (no, w miarę swobodnie) funkcjonujący w społeczeństwie. Odradzam przyprowadzania kogoś dużo starszego, jeśli masz mniej niż 18 lat. Możesz zostać posądzony o uleganie wpływom, a nie ts.

Jeśli zaczynasz zmiany w wyglądzie, na wszelkie pytania możesz odpowiadać w stylu "Tak czuję się lepiej", "Tak czuję się bardziej sobą". W końcu chodzi o to, żebyś czuł się swobodnie, a nie siedział w klatce z pozorów. Przy CO rodzice prawdopodobnie zrobią mentalnego facepalma, że się wcześniej nie domyślili przy tak jasnych komunikatach. ;)

W tak zwanym międzyczasie przygotuj się do właściwego CO - poczytaj różne historie na forach, możesz też wybrać się na spotkanie dla ts. Nie nakręcaj się od razu na pesymistyczną wersję, twoje nastawienie w dużej części udziela się rodzicom w takiej chwili. Podejdź do tego naturalnie, a i oni tak zrobią. Wiem - stres, napięcie, strach... Ale to jest naprawdę ważne. Nie wywracasz świata do góry nogami, choć tak się może wydawać. To jesteś ty, od początku. Po prostu się odsłaniasz. Żadna nowość, po prostu wyjście z ukrycia. Warto jest zebrać jakieś informacje, wydruki z forów, na których wypowiadają się inni rodzice itd. Możesz dać im to wszystko do ręki w trakcie lub po CO, będzie im łatwiej poukładać myśli. Przygotuj się na coś takiego w trakcie podchodów.

Jeśli w trakcie padną pytania o twoją orientację - pt. "Czy ty aby nie jesteś lesbijką?" odpowiedz nie. Nie jesteś. Możesz być hetero facetem, bi, gejem, asem, ale lesbijką nie jesteś i nie będziesz. Nie mieszaj. Nigdy nie kłam dla wygody czy ze stresu. Jeśli CO nadejdzie niezgodnie z planem i za szybko... Trudno. Nadszedł. Załatw to najlepiej jak umiesz i po swojemu, ale nie ściemniaj.

Możesz też zacząć szukać lekarza, który zgodziłby się porozmawiać z twoimi rodzicami tuż po twoim CO. To zwykle ich uspokaja.

I najważniejsze - jeśli już zaczniesz, nie wycofuj się. Pamiętaj, że oni i tak się dowiedzą, niezależnie od tego, co zrobisz. I lepiej, żeby dowiedzieli się od ciebie, a nie znajomych, którzy cię widzieli na mieście w luźnych gaciach pod rękę z niewiastą.

14 lipca 2012

Sprawdzone, proste programy ćwiczeń.

Jako że Grabieżca ostatnio wziął się za przywracanie mięśniom dawnego, zacnego wyglądu, to wrzucam różne plany, jakie trafiły mi w łapska. Nie wiem jak u was, ale u mnie zawsze największym problemem jest znalezienie czegoś ciekawego, planu, który by mnie nie znudził i nie musiałbym go ciągle modyfikować. Wrzucam wyłącznie polskie strony, jeśli ktoś jest zainteresowany, to mogę potem uzupełnić o te angielskie, których jest więcej. ;)

Sprawdzone przez Grabieżcę:
Rozgrzewka - obowiązkowo przed każdym ćwiczeniem!
Hantle - mój ulubiony jak dotąd
Wskazówki na klatę
Ćwiczenia na klatę - strona babska, ale rzetelna w miarę
Ćwiczenia na kręgosłup
Rozciąganie
Hantle 2

Sprawdzone przez znajomych:
Trening 300 brzuszków
Trening 100 pompek
6 weidera - o tym to ja mogę tylko pomarzyć z moimi pogiętymi plecami i całkowitym brakiem mięśni brzucha ;)
Ćwiczenia na kanapie
Wewnętrzna strona ud
Różne rodzaje ćwiczeń

Jeśli ktoś ma linki do swoich planów, to zapraszam. ;)

13 lipca 2012

Broda prawości.

Każdy młody chłopak (w tym i trans, bo niestety najczęściej takim wyglądem możemy się pochwalić) jak najszybciej chce wyhodować dumną, gęstą, bosmańską brodę. Oznaka męskości jak mało która. Goli gładką buźkę w nadziei, że brodziszcze wyrośnie szybciej, używa męskich kremów do twarzy, żeby miała lepsze pole do działań i - moje ulubione - myje nogi męskimi szamponami wzmacniającymi włosy przy wypadaniu, coby zarost rósł bujniejszy także tam. <dyplomatyczne milczenie> Zatem dzisiaj poobalam kilka mitów dot. zarostu, golenia i włosów jako takich.

1. Włosy golone stają się mocniejsze, gęściejsze i ciemniejsze.
Jedyne, z czym się mogę zgodzić, to że staja się ciemniejsze. Faktycznie, zarost który już jest blednie na słońcu, więc po ogoleniu jest ciemniejszy. Jednak to, że włosy będą rosły szybciej czy bujniej, to jedna wielka ściema. I proszę mi nie pisać w komentarzach "Ale ja tak mam!", bo to tylko złudzenie. Odrastające włosy są ostrzejsze i sztywniejsze, ponieważ jeszcze nie zdążyły zmięknąć od "noszenia ich". No i jak już pisałem ciemniejsze. To daje złudzenie bujniejszego zarostu, które mija po kilku dniach i wszystko wraca do poprzedniego stanu. Można próbować ciągle je utrzymać w takiej kondycji, ale będą cały czas bardzo krótkie, więc na jedno wychodzi. Golenie gładkiej twarzy czy nóg nie pomoże w niczym. To samo z monobrwią - depilowanie jej nie sprawi, że stanie się mocniejsza.

Inna sprawa, że golenie zazwyczaj zaczyna się w czasie, kiedy organizm jeszcze się rozwija. Włosy naturalnie stają się coraz mocniejsze i gęstsze, kiedy nastolatek/młody dorosły dojrzewa. Często jest to przypisywane goleniu ("zacząłem mieć silniejszy zarost kiedy zacząłem się golić"), ale bez golenia też by się tak stało.

2.  Jak już zaczniesz się golić, to musisz cały czas.
Tak, a jeśli tego nie będziesz robił, to zarośniesz niczym Wielka Stopa... Włosy przestają rosnąć w pewnym momencie i niezależnie od tego, co z nimi zrobisz, dalej rosnąć nie będą. Inaczej dziewczyny na wiosnę faktycznie potrzebowałyby kosiarek.

3. Da się wytresować włosy.
Jako że jestem właścicielem wyjątkowo niepokornego irokeza rozumiem naiwny ból tego mitu. ;) Niestety, nie da się "nauczyć" włosów tego, jak się mają układać przez uparte zaczesywanie, męczenie gumą/żelem/lakierem itd. Owszem, włos na jakiś czas zmieni ustawienie, ale to nijak nie jest trwała zmiana. Zawsze w końcu wrócą do poprzedniego stanu, jeśli nic z nimi nie będziesz robić.

4. Istnieją szampony, które przyspieszają wzrost włosów.
To ściema. Takie szampony tylko pogrubiają włosy ("jest ich więcej"), ale jeśli chodzi o długość, to jest ona zaprogramowana w określony sposób i żaden szampon tego nie zmieni. Jeśli skrzywdził cię fryzjer, to niestety musisz odczekać swoje. ;)

5. Golenie się ostrą brzytwą powoduje więcej zacięć niż już stępioną.
Mit! Golic się należy jak najnowszym ostrzem (powiedział Grabieżca, mający w łazience maszynkę z zeszłego miesiąca jak nie lepiej...) i zawsze z poślizgiem. "Lekkie stępienie dla bezpieczeństwa" w niczym ci nie pomoże, jeśli nie masz wprawy i miotasz łapskami po twarzy. Im więcej ostrzy, tym lepiej. Świeże ostrze goli dokładniej, nie trzeba przyciskać, poprawiać i zahaczać nierówną powierzchnią. Ale oczywiście można, jeśli ktoś lubi. ;)

6. Golenie "niskich rejonów" zawsze powoduje podrażnienia i krosty.
Wystarczy wcześniej wziąć ciepły prysznic/kąpiel, użyć dobrego kremu/pianki/żelu do golenia (jeśli musisz ogolić jedno miejsce dwa razy, to nałóż jeszcze raz). Po goleniu opłucz się zimną wodą, oklep do sucha (nie trzyj ręcznikiem!) i posyp talkiem. Gotowe.

--------
Pamiętacie jeszcze o możliwości podrzucania tematów? Nie? To won mi na prawą stronę do "koniecznie przeczytaj". ;)

9 lipca 2012

No proszę, proszę...

Ponad 10 tysięcy odwiedzin, całkiem zgrabny wynik.


Dzięki za czytanie, komentowanie i każdą inną formę uczestnictwa! :)

7 lipca 2012

Poranna zaprawa dla leniwych

Szukając czegoś, co by mnie zmusiło do ruszenia tyłka rankiem, znalazłem idealny poranny zestaw dla takich leniwców jak ja. W domu, bez użycia sprzętu, krótko, na nawet najniższy poziom kondycji. Dobre, jeśli ktoś miał długą przerwę od jakiegokolwiek ruchu. Zatem - wrzucam przetłumaczone. Liczby w nawiasie oznaczają liczbę powtórzeń, od których należy zacząć i docelową, do której należy dojść z czasem.

Ćwiczenia:

Pełne przysiady [5 -> 20]:
- nogi rozstawione na szerokość ramion,
- ręce przed siebie,
- powoli zniż się do pozycji, w której nogi uda są równolegle do podłogi,
- szybko wyskocz w górę (uważaj, żeby się nie przewalić).

Pompki [5 -> 20]:
- nogi i ciało proste (żadnego tyłka w powietrzu!),
- patrz prosto przed siebie, nie w ziemię,
- powoli zniż się,
- szybko wyprostuj ręce.
(Jeśli trzeba, możesz mieć kolana na ziemi, ale nadal ciało proste, a wzrok przed siebie.)

Crunches [10 -> 30]:
(Nie znam odpowiednika w języku polskim. Takie szybkie półbrzuszki.)
- połóż się na plecach ze zgiętymi kolanami,
- ręce po bokach głowy lub na klatce (żadnego blokowania ich za głową),
- zegnij się szybko, napinając mięśnie brzucha,
- opuść się na ziemię powoli.

Horyzontalne podciąganki [10 -> 30]:
(Jeśli ktoś ma drążek, to niech robi zwykłe.)
- znajdź coś ciężkiego (niech ci się encyklopedia raz w życiu przyda ;p),
- połóż się na łóżku/kanapie,
- przyciągnij szybko do siebie przedmiot, takim samym ruchem, jakbyś się podciągał,
- powoli opuść go do poprzedniej pozycji za głową.

Pajacyki [20 -> 50]:
- nogi razem, ręce po bokach,
- podskocz, zmieniając rozstawiając nogi i klaszcząc nad głową.

To jest jeden zestaw. Między poszczególnymi ćwiczeniami nie robisz żadnej przerwy, a między zestawami odpoczywasz minutę. Zestawów ma być trzy, więc spokojnie z powtórzeniami, jeśli twoja kondycja jest daleko w lesie. Kiedy skończysz trzy zestawy, przechodzisz do rozciągania, które jest teraz łatwiejsze niż przed.

Rozciąganie:

Skręty:
- unieś ręce w pozycji jak do boksowania,
- zrób skręty w jedną i drugą stronę, najdalej jak potrafisz,
- kończ każdy skręt ciosem.

Rozciąganie boków:
- połóż jedną rękę na biodrze,
- druga rękę wyciągnij nad głową w stronę, w którą będziesz się rozciągać,
- zegnij się najdalej jak umiesz, "dopychając" ręką.

Sięganie do stóp:
- usiądź na ziemi, nogi razem i prosto,
- przesuwaj ręce po nogach w kierunku stóp najdalej jak potrafisz,
- jeśli chcesz, możesz także zrobić osobne rozciąganie dla każdej nogi.

Hammies&Quads:
- połóż się na ziemi z prostymi nogami razem,
- zegnij jedno kolano w kierunku twojej głowy,
- złap nogę obiema rękami i dociśnij, wytrzymaj [20sek -> 30 sek],
- zmień nogę, zrób to samo (po dwa powtórzenia na nogę),
- wstań, oprzyj się jedną ręką o ścianę,
- złap drugą ręką kostkę nogi (prawą ręką prawą kostkę, lewą ręką lewą kostkę),
- przyciągnij stopę jak najbliżej tyłka, wytrzymaj [20sek -> 30 sek],
- zmień nogę, zrób to samo (po dwa powtórzenia na nogę).

Rozciąganie ramion:
- złap ręce na nadgarstki za głową,
- pociągnij jedno ramię w lewą stronę i wytrzymaj ile potrafisz,
- zrób to samo w prawą stronę.

Koniec. Ta-da. To nie są ćwiczenia na mega muskuły czy giga utratę wagi, ale pomagają wprowadzić nawyk ćwiczenia. Bez takiego nawyku raczej żadne ćwiczenia nie pomogą, nawet na najlepszej siłowni. ;)

5 lipca 2012

Praca przed zmianą papierów.

Jest sezon, więc to dobra pora, żeby znaleźć jakąś tymczasową pracę i zarobić na zmianę. Post jest dla osób, które są pewne swojego wyglądu, dobrze się czują ze sobą i są pewne siebie (lub potrafią udawać pewnych siebie). Nie polecam tej metody, kiedy jest się wyglądem na etapie chłopczycy. Na ten etap zarzucę osobnego posta niedługo

Czego Ci potrzeba:
- pozytywnego podejścia i uśmiechu (obowiązkowo i bezapelacyjnie, nawet jeśli tylko na pokaz),
- dobrego wyglądu, odpowiednich ubrań (rozmowa o pracę nadal jest rozmową o pracę, niezależnie od płci, ubierz się porządnie),
- CV z męskimi danymi (ale tylko CV, nigdy nie fałszuj dokumentów - komentarze zachęcające do czegoś tak głupiego będą usuwane),
- kwalifikacji do danej pracy (oczywiste),
- zaświadczenia o ts/bycia w trakcie wyrabiania opinii o ts/referencji od poprzedniego pracodawcy itp.,
- samozaparcia i odporności na nieprzyjemne reakcje potencjalnego pracodawcy.

Poszukiwanie pracy zaczyna się zazwyczaj od pisania CV, sprawa oczywista. CV piszesz zgodnie ze swoją płcią, czyli jako facet. Doświadczenie, umiejętności, hobby... Normalnie jak zawsze, tylko płeć odpowiednia. Trzeba więc zdecydować się na jedno imię (zwłaszcza, jeśli się planuje zostać w tej firmie na dłużej, żeby nie wprowadzać potem zamętu z nagłą zmianą imienia). Jeśli poznają was jako Krzyśka, to raczej średnio im się będzie chciało nagle i "bez powodu" przerzucać na Adama. Zdjęcie musi być w miarę aktualne. Tego trzeba pilnować, żeby nie było zaskoczenia u pracodawcy. Nawet telefonem da się zrobić dobre zdjęcie, jeśli jest dość jasno. W teorii w dowodzie też powinno być aktualne, ale... Cóż, sam tego nie pilnuję. Robiłem dowód mając jakieś 19 lat, z roztrzepanym irokezem (życzliwość kumpli) i jakieś starej bluzie. W dodatku z araszmatą. Wstyd koszmarny, kolejny powód, dla którego nie pokazuję dowodu. Szczerze mówiąc - sam bym się nie poznał. Ale nie chce mi się wymieniać dowodu przed zmianą papierów. Inną sprawą jest, że urzędnik ma wgląd do Twoich poprzednich zdjęć w dowodzie - lepiej, żeby nie musiał za dużo myśleć przy tym. ;)

Kiedy CV jest gotowe, czas szukać pracy. Szczerze polecam mało prestiżową robotę typu sprzątanie, wykładanie towaru czy KFC. Nikt się tam nie będzie przejmował "panem od szczoty". Jeśli ktoś się przykładał do ćwiczenia głosu, może spróbować telemarketingu, dość łatwa do zdobycia praca. To mała wskazówka dla tych, którzy nie mają za dużo doświadczenia lub nie są całkiem pewni swojego wyglądu. Ci, którzy już popracowali, nie potrzebują tego akapitu. ;) Z czasem wyrabia się w człowieku jakiś taki system ostrzegawczy i już instynktownie wie, gdzie może aplikować, a gdzie zostanie potraktowany jako zboczeniec/kobieta.

Rozmowa o pracę umówiona? W takim razie bardzo ważny jest teraz wygląd. Lepiej przyjść ubranym zbyt oficjalnie niż zbyt na luzie, złota zasada rozmów o pracę. Zwłaszcza, jeśli aplikujesz do pracy, w której liczy się odpowiedzialność, utrzymanie porządku i w której jest kontakt z klientem. Polecam ciemne spodnie (absolutnie nie dżinsy, zwykłe, materiałowe spodnie, nie będące bojówkami czy skejtami) i trochę luźniejszą koszulę, np. w kolorową kratę czy cuś. Wtedy jednocześnie jest się ubranym schludnie, ale też nie sztywno. Jeśli ktoś nie wie, jak dobrać koszulę, niech pogrzebie w postach na temat dobierania ubrań, pisałem na ten temat wcześniej. Zimą czy chłodną jesienią można wbić się w jakąś marynarkę czy cwetr. ;) Wymówka finansowa czy w związku ze wzrostem niestety nie działa w tej sytuacji - za swoją marynarkę zapłaciłem łącznie ok. 40zł łącznie z przerobieniem na mnie. Wystarczy przejść się do paru lumpów.



I nieważne, że kolega idzie w dresie, a koleżanka w letniej sukience. My wręcz mamy obowiązek wyglądać schludnie, w sposób budzący zaufanie. Fryzura też nie powinna budzić sensacji. Moim wskaźnikiem zawsze jest babcia - jeśli jej odpowiada mój wygląd, znak, że wyglądam poprawnie. ;)

Podchodząc do pracodawcy, nigdy nie wyciągaj ręki pierwszy. To kobiety mają ten przywilej, ty go straciłeś. Zwolnij rękę, przekładając rzeczy do drugiej czy ściągając rękawiczki, ale nie jej nie podawaj. Rozmowa powinna przebiegać jak zwykła rozmową o pracę. Bez żadnego "ale wie pan, ja jestem transem" na samym początku. Zaprezentuj się jako zwykły pracownik, którym zresztą będziesz. Przy okazji masz też czas na ocenienie, czy pracodawca jest normalnym, tolerancyjnym człowiekiem, a nie chamem lub człowiekiem zamkniętym na lgbt. Da się to wyczuć po sposobie w jaki mówi, jak się zachowuje. I pamiętaj, że on też ocenia twoją mowę ciała. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ale nie podpisujecie jeszcze umowy, masz dwa wyjścia - pokazać swoje zaświadczenia już teraz lub dopiero przy umowie. Ja zwykle dopasowuję to do pracodawcy. Wszystko na wyczucie. Jeśli umowa będzie podpisywana od razu, zwykle rzucam od niechcenia: "Jest jeszcze jedna sprawa, ale to nigdy nie był problem, więc jestem pewny, że w tym wypadku też będzie okej" i daję zaświadczenie do poczytania. Nie zmieniam przy tym wyrazu twarzy, nie płaszczę się, nie rzucam spojrzeniami typu "jestem normalny, błagam pana, niech mi pan uwierzy". Po przeczytaniu zwykle albo pada, że okej, albo pytania. Na pytania odpowiadam normalnie, zwykle są to pytania typu "kiedy zamierza pan uregulować sytuację?" itd. Parę razy padło nieśmiałe pytanie o to, co mną kieruje itd. Też odpowiadam. Nic nienormalnego, huh? Złota zasada, którą staram się wbijać wszystkim do łba - jeśli podchodzisz do swojego ts jak do czegoś naturalnego i normalnego, wszyscy wokół też będą tak to widzieć. Jeśli nie masz żadnego zaświadczenia, przygotuj sobie zawczasu odpowiednią "przemowę", w której wyjaśnisz krotko, o co chodzi. Tylko bez spiny. ;)

Potem już tylko pozostaje zaznaczenie, że wolałbyś, żeby współpracownicy o niczym nie wiedzieli. Zwykle to też nie jest problem. Jeśli składasz podanie do pracy, gdzie ktoś już wie, lepiej ominąć ten punkt i prosić wyłącznie o traktowanie jak zwykłego faceta. Poczta pantoflowa zawsze działa.

Jeśli poznałeś, że pracodawca nie jest kimś, kto zrozumie twoją sytuację, zwyczajnie podziękuj za pracę. Nie masz obowiązku podjęcia jej tylko dlatego, że chcą cię przyjąć.

Kiedy już dostaniesz pracę, pamiętaj, że pracodawca nagina się do ciebie i nie olewaj jej. Z drugiej strony nie stawaj się niewolnikiem, aż tak się nie poświęca. Po prostu rób swoje. Jeśli nikt wokół nie wie, musisz pamiętać, żeby tak pozostało. Zawsze bądź przygotowany na okres, miej zapasowego spłaszczaka lub awaryjny bandaż, unikaj mieszania współpracowników i niezaufanych znajomych.

W zasadzie niewiele, a zawsze działa w moim przypadku.

30 czerwca 2012

Zamęt z rozmiarem.

Zostałem słusznie zbesztany za nieznajomość kwestii rozmiarów cycka przy okazji ankiety na temat spłaszczania. Szczerze mówiąc nie umiem się odnaleźć z nową wiedzą, więc od dziś będę używał "prawie nic", "małe", "średnie", "duże", "bardzo duże" zamiast rozmiarów A, B, C itd. Każdy się będzie musiał określić wedle własnych odczuć. Jeśli ktoś chce poczytać:
Link 1
Link 2
Link 3
Niewiele z tego zrozumiałem, może dlatego, że wszystkie staniki jakie w życiu miałem uparcie kupowała mi matka i jakoś nie miałem specjalnego parcia ani na noszenie, ani na dowiadywanie się... Cóż, teraz to pokutuje.

Dzięki za info, Marcin. :)

29 czerwca 2012

Spłaszczak ze wspomaganiem spłaszczania

Miało nie być posta do środy, ale że szukam wymówek od sprzątania... ;)

Podobne do kieszeni spłaszczającej, tym razem więcej fotek. Wersja podstawowa, nie zrobiłem zdjęć wzbogaconej w dodatkowe "zaciągi", ale sądzę, że mało jest transów, którzy ich potrzebują.

Instrukcja rysunkowa: tutaj

Efekt końcowy szycia:
(szelki zrobiłem ze starego bandaża 10cm, nie chciało mi się bawić w szycie normalnych)




Efekty:




Małe podsumowanie - dobre na wyjścia ot tak, do sklepu, na spacer itd. Metoda jak zwykle lepsza dla małych rozmiarów, duże mają tendencję do rozpychania. Ilość materiału jak przy solidniejszej koszulce (w moim przypadku, wszystko zależy od tego, z czego szyjecie). Jak widać na focie w koszulce, nadal widać cycki przy dużym rozmiarze. Testowałem na dziewczynie podobną metodę. Ma mniejsze i u niej płaszczy całkiem. ;)

22 czerwca 2012

Mała przerwa i zapowiedzi.

Czeka nas mała przerwa (a raczej przerzedzenie notek) do końca miesiąca. Muszę pokombinować nad życiem prywatnym, zdobywaniem żarcia dla rodziny i wymigiwaniem się od zaległych prac zaliczeniowych, które muszę oddać do października.

Na warsztacie mam spłaszczaka na basen. Kiedy rozmiar klaty pozwalał mi na pływanie bez niczego lub w przerobionej na unisex przymałej górze, dość ostro szalałem w wodzie. Poza tym, jestem "z nad morza". ;) Niestety, z obecnym rozmiarem nie mam szans pojawić się od tak na basenie (a nawet w damskich ciuchach wyglądam na chłopaczka z cyckami, więc...), dlatego pracuję nad spłaszczakiem domowej roboty. Gotowce do kupienia na duży rozmiar to od 200$ w górę, plus koszty przesyłki z Azji. (Pomijając fakt, że i tak kijowo płaszczą, bo są przewidziane do maks małego D.) Mam już rozpiskę, projekt i plan. Niedługo zajrzę do mojego ulubionego sklepu z materiałami i poszukam czegoś odpowiedniego. Potem już tylko uzbierać na zakup, przynieść do domu, usiąść i godzinami klecić. Kiedy skończę, wrzucę efekt. Oczywiście wszystko będzie szyte ręcznie z dodatkiem dużej ilości zniecierpliwienia i frustracji, bo maszyny jak dotąd nie mam. ;)

Jeśli ktoś miałby do oddania stary strój kąpielowy (na materiał) lub spłaszczak na basen (w jakiejś ludzkiej cenie), to proszę o mejla. W zasadzie, to chętnie kupiłbym jakikolwiek spłaszczak (gotowiec, nie ręcznej roboty) nadający się do użytku, bo mój zaczyna przechodzić w stan rozkładu.

Zdjęcia ze spłaszczakami są robione - powoli, ale robione. Więc nadal aktualna jest prośba o Wasze prywatne fociaki.

18 czerwca 2012

Moja znajoma chce być facetem!


W planach jest post o sposobach na niewygodnych znajomych, ale najpierw dajmy im szansę na lepsze zrozumienie nas. ;)

Załóżmy najgorszą sytuację dla potencjalnego przyjaciela/przyjaciółki: przyjaźnicie się od przedszkola albo podstawówki, wymyślacie jakieś głupawe zabawy, macie miliard anegdot, wspólnych haseł zrozumiałych tylko dla was... I nagle jebut. Kontakt staje się coraz rzadszy, znajoma coraz mniej rozmowna, stopniowo więź między wami zrywa się niemal na amen. W końcu z poirytowaniem/wściekłością/żalem decydujesz się na poważną i (o ironio) męską rozmowę. Jeśli wasza przyjaźń naprawdę jest solidna, to usłyszysz szokujące (albo i nie, ale nadal niewygodne) „chcę być facetem”, „jestem facetem”, „jestem transem” czy cokolwiek w tym stylu. Dowiadujesz się, że rozmowy budziły frustrację ze względu na konieczność używania żeńskiej formy, a kontakt się urywał, bo był symbolem „dawnego wcielenia”. Co zrobić z takim fantem? Jeśli nie umiem zareagować od razu bezgraniczną akceptacją, poproś o kilka dni przerwy.

Przede wszystkim – jeśli nie wiesz, czym jest ts (a ufam, że wiesz, skoro trafiasz na mojego bloga), poczytaj na ten temat – linki po prawej, w archiwum post ze spisem książek. Nie opieraj swojej całej wiedzy na paru filmach, reality show czy miejskich legendach. To nie jest zabawa ani widzimisie. To jest być albo nie być; sytuacja, w której myśli sprawiają fizyczny ból. To nie jest coś, co da się wyleczyć tabletkami czy rozmową z psychologiem.

Kiedy już się dowiesz wszystkiego, czego jesteś w stanie się dowiedzieć samodzielnie, spróbuj pogadać ze znajomą – od teraz znajomym – na spokojnie. Możesz być w szoku, nie zgadzać się z jego wyborem, czasem wręcz czuć obrzydzenie lub po prostu lekkie zakłopotanie i zażenowanie sytuacją. Co by to nie było, jest okej tak długo, jak chcesz zrozumieć przyjaciela i nadal utrzymywać z nim kontakt. Nie zaczynaj rozmowy od pytań o penisa, sikanie czy preferencje seksualne, jeśli normalnie nie rozmawiacie na takie tematy zaraz po zdjęciu butów. Zadawaj pytania powoli, stopniowo. Daj czas sobie i znajomemu. Jeśli większość życia spędził jako kobieta, trudno mu będzie wyjaśnić wszystko na jednym oddechu. Jeśli trzeba, róbcie przerwy – na herbatę, na siku, na ciastko... Możecie obydwoje być akurat w kiepskim stanie psychicznym (egzaminy, PMSy, śmierć chomika etc), więc wyjątkowo, jeśli ktoś się popłacze, to puść to w niepamięć. ;)

Nie daj sobie wmusić mówienia do „nowego znajomego” w rodzaju męskim, jeśli czujesz, że to jeszcze nie ta chwila. To może mu pomóc nabrać pewności siebie, zacząć od nowa, ale nie może tego robić Twoim kosztem. To jest całkowicie Twoja decyzja i ani on, ani jego znajomi nie mogą Cię zmusić. Z drugiej strony, nie możesz też upierać się, żeby mówił w rodzaju żeńskim. To działa w obie strony.

Przez pierwsze kilka miesięcy możesz nadal widzieć go jako kobietę stylizującą się na faceta. Nic na to nie poradzisz, nieważne jak się postarasz. Potrzeba czasu na przywyknięcie do tak dużej zmiany, a i on musi nabrać wprawy w „maskowaniu się”. Nie podkreślaj jednak na każdym kroku, że i tak wygląda jak baba. To czysta złośliwość. Prawie każdy trans przed leczeniem to czuje, nawet jeśli jego wygląd jest nienaganny.

Nie próbuj też z czystej złośliwości „wkopywać” go, np. ostentacyjnie podkreślając jakiej jest biologicznie płci wśród innych znajomych. To, że towarzyszysz mu w trakcie przejścia z jednego etapu na następny, jest dowodem na zaufanie i przyjaźń. Nawet w trakcie karczemnej awantury nie wykorzystuj ts jako argumentu. Owszem, wygrasz kłótnię automatycznie. Ale możesz stracić zaufanie znajomego na zawsze. Takich rzeczy się po prostu nie robi.

Jeśli chcesz, możesz poprosić go, żeby zabrał Cię na wizytę do swojego lekarza prowadzącego. Możesz zadać mu pytania, na jakie znajomy wstydzi się odpowiedzieć.

Na początek tyle, więcej do głowy mi nie przychodzi na temat pierwszych reakcji na „dobrą nowinę”. Pamiętaj, że najważniejsze jest udzielanie wsparcia. Nawet, jeśli jesteś przeciwko, możesz wspierać. Potwierdza to mój wieloletni przyjaciel (jeden z niewielu, których mogę określić tym słowem), który uważa, że jako kobieta byłbym zdecydowanie lepszy, ale mimo to pomaga mi, akceptuje i nigdy nie używa żeńskich form w stosunku do mnie. Ja akceptuję jego pogląd, on mój i jest git. Ty też tak możesz.

17 czerwca 2012

Przykazania Grabieżcy

Kiedyś ułożyłem sobie listę własnych przykazań, które pomogłyby mi przejść przez cały ten życiowy syf. Oczywiście brzmią trochę inaczej i jest ich 15, ale spróbowałem zmienić je na bardziej uniwersalne. Może komuś się przydadzą do powieszenia nad łóżkiem. A może przydają się tylko mnie. ;) I tak wrzucę, a co.

1. Przestań marnotrawić czas. Wstawaj rano, kładź się przed 23. Życie to coś więcej niż komputer i użalanie się nad sobą. Próbuj nowych rzeczy, bądź otwarty na nowe znajomości.

2. Nie narzekaj, nie jęcz. Działaj. Ciągłe mówienie o problemie go nie rozwiąże.

3. Masz pomysł - realizuj go. Za rok będziesz żałował, że ci się nie chciało, że się bałeś.

4. Zachowuj się jak dorosły facet, nie gimnazjalista. (chyba, że jesteś gimnazjalistą)

5. Nie zazdrość, nie życz innym źle. Co ci daje, że inni mają gorzej? Co tracisz na tym, że inni mają lepiej? No właśnie. Pomagaj innym, dziel się swoimi przemyśleniami i pomysłami.

6. Doceń co masz. Nie bądź chciwy. "Jeśli nie cieszy cię to, co masz, jak możesz być szczęśliwszy mając więcej?"

7. Słuchaj ludzi wokół, ale nie porównuj ich i swoich problemów. Każdy ma inną skalę. Staraj się wczuć w ich sytuację; wciąż pytaj, póki nie zrozumiesz.

8. Nie krytykuj bez potrzeby, pomagaj. Nie dowartościowuj się kosztem innych.

9. Odróżniaj zachcianki od potrzeb, pierdoły od spraw ważnych.

10. Uwierz, że masz prawo być szczęśliwy.

16 czerwca 2012

Gadu

Jeśli ktoś chce pogadać inaczej niż przez mejle, to zapraszam na gadu. Nie podaję swojego wieloletniego numeru ze zrozumiałych powodów, ale na ten też będę wchodził: 43537302. Moją dostępność i numer można zawsze sprawdzić po prawej stronie poniżej informacji profilowej.

Rajstopowy spłaszczak.

Metoda raczej dla mniejszych rozmiarów, duże mają tendencję do wypadania albo rozpychania spłaszczaka. Żadna filozofia, jeśli chodzi o zrobienie.

Instrukcję rysowałem w autobusie. Pani uparcie wisząca nade mną w celu wymuszenia ustąpienia miejsca (bo przecież człowiek o kuli, obładowany siatami jest w stanie stać sobie w tłoku, nie to co trzydziestoletnia pani z tipsami) miała bliżej nieokreśloną minę, kiedy się wczytała w to dzieło trzech przystanków... ;)

Enjoy.

Kliknij obrazek, żeby powiększyć.

13 czerwca 2012

Makijaż dla męskich rysów twarzy.

Będąc w gimnazjum grałem w kółku teatralnym, które mierzyło dość wysoko i występowaliśmy normalnie w teatrach. Kiedyś miałem okazję zagrać... Transwestytę. ;) Musiano mnie zatem ucharakteryzować (wtedy jeszcze przecież z dziecinną, dziewczyńską buźką) na faceta, który charakteryzuje się na kobietę. Trzeba było zrobić najpierw makijaż wyostrzający męskie rysy, a później nieudolny kobiecy. Choć brakuje mi wprawy, by teraz wyjść tak za dnia na ulicę (zajęło mi wszak trzy lata rozkminienie, że maskara i tusz do rzęs to to samo...), ale wieczorem/w nocy raz na ruski rok się pokuszę... Mało męskie? Możliwe. Ale działa! ;) Jeśli ktoś ma wprawę do makijażu z "poprzedniego wcielenia", to nie powinien mieć problemu. Przed testosteronem to chyba jedyny tak skuteczny sposób na pozbycie się babskich rysów twarzy.

Opis krok po kroku [ang].

Forum, na którym użytkownicy wymieniają się swoimi trickami. [ang]

Filmik nr 1.

Filmik nr 2 (tutaj są zdjęcia z efektem końcowym).


Dla tych, którzy nie znają angielskiego (niestety głównie po takich stronach się poruszam) polecam strony poświęcone cosplay'om i wykonywaniu cosplay'owych przebrań. Jeśli chcecie, mogę się zająć przetłumaczeniem jednego z opisów (trochę roboty, dlatego chciałbym najpierw wiedzieć, czy jest potrzeba).

Do "cycatych i dupiatych jak trza".

Cytat w tytule z książki M. Kozak "Nocarz". Cała seria zawładnęła mną lata temu i do tej pory zarażam nią kogo się da. ABW rules! ;)

Jako że szykuję się do posta z zestawieniem wszystkich znanych mi metod płaszczenia się ze zdjęciami (muszę jeszcze dokończyć szycie części spłaszczaków i zakupić bandaże), pytanie do was: Jakie znacie metody płaszczenia się/chowania piersi?

Odpowiadać może każdy, bez względu na efekt metody, koszt itd. Chcę zrobić jak największe zestawienie. Jednak szczególnie zależy mi na wypowiedziach osób z podobnym balastem (rozmiar E/F, czyli ponad 100cm w klacie). Coraz bardziej mnie to męczy, odechciewa mi się wychodzenia z domu. Jeśli ktoś ma podobny (lub mniejszy, ale też solidny) rozmiar, to szczególnie proszę o komentarz lub mail.

Nie przejmujcie się, jeśli metody powtarzają się w komentarzach. Podawajcie po prostu to, czego używacie, czego próbowaliście, o czym słyszeliście. Będziecie mieli okazję zobaczyć wujka Grabieżcę próbującego nawet najgłupszych sposobów. ;) I przypominam, nie chodzi tylko o spłaszczanie, ale też ukrywanie (typu za duża bluza, określony układ rąk itd).

Dodane 15.06.2012r.
Wycofuję się z fotografowania wszystkiego, co podacie. Miałem odłożone trochę pieniędzy, które musiałem awaryjnie zużyć, więc zdjęcia mogę zrobić metodom home-made i tym, których sam używam.
Jeśli macie taką możliwość, przesyłajcie swoje własne zdjęcia. Będą anonimowe i bez twarzy (mogę zamazać też tatuaże, jeśli ktoś ma). Nie przejmujcie się wyglądem, rozmiarem, wagą... Wujek Grabieżca ma całkiem spory bandzioch i nie ma wyjścia, jak go opublikować. ;)

10 czerwca 2012

Poślizg.

Weekendowa aktualizacja zostaje przesunięta o parę dni (może zbiorę się jutro), ponieważ Grabieżca jest zbyt zajęty odsypianiem.

7 czerwca 2012

Pierwszy post gościnny - Vic

Przed Wami dziewicza nota gościnna, popełniona przez Vica, którego podziwiam. Prowadzi zupełnie inny tryb życia od mojego i ma zupełnie inne priorytety. W zasadzie to żyje życiem, którego ja bym się panicznie bał. Zapraszam do czytania. :)
---------------------------------


Zero to Hero

Typowy wieczór w pubie. Zgiełk, wrzawa, ludzie przeciskający się między stolikami ze swoimi drinkami. Z głośników sączy się szybka i skoczna muzyka, która tylko bardziej pobudza umysł po wyzwalaczu w postaci alkoholu. Rozmowy stają się coraz bardziej sprośne, jednocześnie coraz bardziej abstrakcyjne.
„Czujesz się taka męska?” - zapytał.
„Tak, a bo co?”
Mężczyźni roześmiali się gromko, aż znów jeden wykrztusił:
„To chodź, tam jest kibel, zobaczymy, kto dalej sika na odległość” - rzucił wyzwanie, prostując się dumnie.
„I naprawdę długością siku wyznaczasz swoją męskość?”
Zamilkli. Temat się urwał.
Sytuacja może wydawać się abstrakcyjna, ale wydarzyła się naprawdę. Co więcej, wydarzyła się jeszcze w czasie, w którym bycie facetem rozważałem tylko bardzo hipotetycznie. Jednak wciąż ją pamiętam bardzo wyraźnie, wciąż służy mi za przykład i inspirację do tego, by przede wszystkim być sobą. Ktoś teraz powinien zapytać, co to do jasnej oznacza, być sobą?
Dla mnie bycie sobą oznacza przede wszystkim bycie człowiekiem. Wszelkie doświadczenia życiowe sprawiły, że nie staram się postrzegać ludzi przez kategorię płci. Uważam to za dosyć bezsensowne, zresztą nie trudno byłoby udowodnić, że płeć to tak naprawdę pewna rozciągłość o różnym nasileniu, a nie – jak większość chce uważać – cecha dychotomiczna. Nie zrozumcie mnie źle, płeć jest ważna, ale nie najważniejsza. Przynajmniej nie dla mnie.
Tak czy inaczej, nie zawsze tak było. Kiedyś, tak samo jak wszyscy, szarpałem się z podziałami. Przez prawie połowę dotychczasowego życia nie mogłem dojść ze sobą do ładu. Przede wszystkim dlatego, że absolutnie wyparłem jakąkolwiek możliwość bycia mężczyzną, wtedy jeszcze chłopakiem. I tak sam siebie skazałem na lata schizofrenii połączonej z depresją, z kompletnym, choć powolnym, wycofywaniem się z życia. Po latach? Wiem, że mogłem inaczej, ale może było mi to potrzebne.
Może potrzebowałem spaść na dno, by się od niego odbić. Kiedy pierwszy raz, niecały rok temu, na dobre porzuciłem udawanie kobiety i podałem rękę facetowi, którego tak bardzo chciałem się pozbyć, wiedziałem, że przede mną długa droga. Zacząłem szperać, czytać mądre cudactwa, szukać kontaktu z ludźmi, którzy mogliby mi powiedzieć cokolwiek na ten temat. Na temat tego, co czuję. Przeglądnąłem kilka stron, jakieś fora. Uciekłem z nich przerażony. Po przeczytaniu odpowiedzi na jeden z przejmujących dla mnie postów, na miejscu autora rzuciłbym się pod tramwaj. A więc tutaj też są równi i równiejsi, tru i mniej tru, tak jak wszędzie. Machnąłem na to ręką, stwierdzając, że lepiej na tym wyjdę, jeśli nie będę nawiązywał takich kontaktów. Ironią losu, kiedy ja już się poddałem to nawiązałem właśnie wtedy dobry kontakt.
Złe są dobrego początki, mógłbym powiedzieć obserwując ostatnie pół roku swojego życia z dystansu. Od wszystkich stanów depresyjnych, kompletnego braku motywacji i skrajnej nienawiści wobec samego siebie doszedłem do człowieka, którym jestem dziś. Kim jestem? Jestem facetem, który wciąż skutecznie funkcjonuje jako kobieta w społeczeństwie i co więcej, nie unieszczęśliwia go to. Jestem facetem, który z każdym dniem niemal coraz bardziej kocha siebie i uczy się siebie szanować.
Prawda jest taka, że to moje życie, moje ciało, moje uczucia. Wszystko jest moje i to ja tym wszystkim steruję, ja to kontroluję, nikt inny. Kiedyś wyczytałem bardzo bliski mi tekst: „Życie jest jak film, a ty jesteś reżyserem, scenarzystą i odgrywasz główną rolę”. To proste, ale jednocześnie bardzo trudne do zrozumienia i przyjęcia w głąb siebie. Pogodzenie się z myślą, że to ty decydujesz, ty tworzysz okoliczności, rozgrywasz sytuację, bywa naprawdę przytłaczające. Jednak, kiedy zaczniesz się z tym oswajać dostrzeżesz same korzyści. Nic już tak naprawdę nie jest dla ciebie hamujące, możesz rozwijać się tak, jak tylko podpowiada ci wyobraźnia. Być tym, kim chcesz.
Ktoś może zapytać, czy to nie kwestia wygody każe mi wymyślać takie rzeczy? Jeśli ktoś się uprze na tę wersję, nie przekonam go do innej. Nie ma w tym jednak zbytniej wygody. Po pierwsze, to codzienna harówa. Codzienne zmaganie się ze wszystkimi myślami, które jakże skutecznie ograniczały mnie tak długo. Najtrudniej jest opuścić bezpieczne piekło, jak mówią. Jednak nie żałuję ani chwili z życia, które wybrałem. Jeśli coś postanowię zmienić, chcę aby to była moja decyzja. Moja, świadoma i pewna. Żadne łapu-capu, żadnego wycofywania się drugiego dnia i chowania w kącie. Właśnie dlatego, że to ja i chodzi tylko o mnie, moja decyzja musi być trafna i pewna, bo tylko ja poniosę jej konsekwencje, jeśli zrezygnuję w trakcie.
Zanim zaufam sobie na tyle, by wiedzieć, że moje decyzje są dobre i trafne, muszę sam siebie polubić. To też nie jest proste, gdy utożsamiam wszystko, za co mógłbym sam siebie jedynie nienawidzić. Jednak, poważnie, czy powinienem się tym aż tak przejmować? Na litość, czyż nie jestem wspaniały taki jaki jestem? W porządku, moje ciało nie jest idealne, ale jest fantastyczne już teraz, a jeśli zechcę uczynię je jeszcze lepszym. Moje życie też nie jest idealne, ale jest dobre, wartościowe i jestem w stanie nadać mu sens, który będzie dla mnie odpowiedni.
Po dziesięciu latach wreszcie wiem, kim jestem. Nie muszę się szarpać sam ze sobą. Nie muszę się bać spojrzeć w lustro i czuć jak kukła przygotowana do przedstawienia – odpowiednio ubrana, umalowana, doskonale znająca swoją rolę. Co jest dla mnie najważniejsze? Nie, zmiany traktuję na razie jako sprawę drugorzędną. Najważniejsze dla mnie jest to, że ja wiem, co ze mną jest. Ja jestem świadomy jakim jestem człowiekiem i nawet jeśli nikt tego nie potwierdzi, ja wiem i pozwala mi to być autentycznym. Ja-wiem.
I czy naprawdę miałbym przechodzić przez to wszystko dla wyrażenia siebie długością siku?

Aktualności.

Wiadomość z fejsa (oryginalny post):

Biuro Poselskie Anny Grodzkiej serdecznie zaprasza na darmowe konsultacje psychologiczne dla osób LGBT, które poprowadzi mgr Beata Matkowska Święs - psycholog, psychoterapeuta behawioralno- poznawczy.
Najbliższe konsultacje: WTOREK 12 CZERWCA 2012, w godz. 13-14 w Biurze Poselskim, ul. Bracka 15, Kraków.

mgr Beata Matkowska Święs - absolwentka Instytutu Psychologii Wydziału Filozoficznego - Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Ukończyła podyplomowe, trzyletnie szkolenie „Systemowa Terapia Rodzin” organizowane przez Klinikę Psychiatrii Collegium Medicum UJ w Krakowie. Jest słuchaczem ostatniego roku kursu psychoterapii i w trakcie przygotowań do uzyskania certyfikatu psychoterapeuty Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Posiada kilkuletnie doświadczenie pracy klinicznej w Klinice Psychiatrii CMUJ. Pracuje w przychodniach specjalistycznych w Krakowie.
W pracy psychoterapeutycznej specjalizuje się w terapii osób z zaburzeniami z kręgu psychoz, z dysfunkcjami seksualnymi i z zaburzeniami osobowości. Jest autorką książek: Krakowskie gadanie oraz Podróż do Nieuchwytnego. Rozmowy z Krystianem Lupą. Aktywnie uczestniczy (wystąpienia, plakaty) w konferencjach organizowanych przez PTP.

6 czerwca 2012

Wyjaśnienie błędnego poglądu.

W ankiecie dotyczącej obaw związanych z przemianą padło co następuje:

Pytanie: Co przychodzi Ci pierwsze na myśl na hasło "kłopoty związane ze zmianą płci"?
Odpowiedź: Wymóg mastektomii przed zmianą dokumentów. (...)

I teraz wyjaśnienie - w Polsce nie jest wymagana mastektomia przed zmianą dokumentów. Tak w sumie nie wiem, czy nie podpada na ubezpłodnienie albo upośledzenie funkcji rozrodczych... Nie jestem zbytnio w temacie, jeśli chodzi o prawo. Wiem, że dalsze operacje są nielegalne przed wyrokiem na bank, co do mastektomii to nie wiem na 100%.

Cytat z niebieskiego forum (na które naprawdę warto zaglądać):
Po kilku miesiącach brania hormonów dostajesz (lub sam się o nie upominasz) skierowanie na I operację (mastektomia, czyli usunięcie piersi). W zależności od miasta w jakim się leczysz zabieg ten wykonywany jest PO wyroku sądowym lub PRZED.

4 czerwca 2012

Jak obniżyć głos przed hormonami?

Jeśli chcecie zmienić swój głos, najpierw sprawdźcie jak on w ogóle brzmi. Słuchając nagrań można się zastanowić, jak z takim głosem można w ogóle mieć przyjaciół... Ale to nie jest nasz głos w pełni, bo oczywiście na nagraniach jest trochę przeinaczeń i zakłóceń. Żeby usłyszeć się tak, jak słyszą nas ludzie wokół, trzeba zrobić sztuczkę słonia. Dlaczego słonia? Ponieważ polega ona na przyłożeniu przed uszami dwóch przeszkód dla dźwięku - np. sztywnych teczek na dokumenty. I wygląda się wtedy jak upośledzony słoń gadający do siebie. ;) Im większa przeszkoda, tym bardziej "niezależny" głos słyszymy. Jeśli już wiesz, jak naprawdę brzmisz, możesz przystąpić do akcji.

Przede wszystkim - pewność siebie. Im jesteś pewniejszy tego, co mówisz i tego, kim jesteś, tym głębszy masz głos. Przykładem może być kupowanie w sklepie - kiedy idziesz do znajomej pani Janiny, jesteś wyluzowany i mówisz normalnie. Kiedy idziesz do całodobowego i stajesz twarzą w klatę z jakimś wielkim, nieprzyjemnym panem, automatycznie zaczynasz mówić wyżej i niepewniej, czasem wręcz jak mała, grzeczna dziewczynka. Pewność siebie czyni cuda.

Zastanawiaj się nad tym co mówisz. Spokojnie, powoli i oddychając miarowo - a zatem automatycznie niżej. Przyjrzyj się, choćby w internecie, ludziom podczas rzeczowej dyskusji nad książką i ludziom w trakcie kłótni o poglądy polityczne. Kto ma lepszy głos? Ano właśnie.

Wspomniane już wyżej oddychanie - bardzo ważne. Unikaj płytkiego, pośpiesznego nabierania powietrza. Oddychaj od brzucha, przez całą klatkę (będąc związanym może to być trudne, ale możliwe), napinając jednocześnie mięśnie brzucha i prostując sylwetkę. Trzymaj głowę prosto, bo choć podnoszenie brody do góry sprawia, że głos jest wyższy, to wymuszając taką postawę, ćwiczysz "ciężej" i masz lepsze efekty. Ćwicz tę postawę w domu, z czasem wejdzie Ci w nawyk.

Ćwicz głos. Wielu z was pewnie kiedyś widziało (albo o nich słyszało) ćwiczenia dla transek na podwyższenie głosu. Możecie robić to samo, tyle, że w drugą stronę. Na YouTubie jest pełno instruktażowych filmików. Jeśli nie chce Ci się szukać, spróbuj po prostu muczeć (muczeć, mruczeć, buczeć... nie wiem, jak to określić, ale wiecie już pewnie, o co chodzi) jak najniżej. Bucz stale, obniżając stale głos jak tylko możesz i pamiętaj o oddychaniu. Po jakimś czasie, kiedy będziesz już łatwo wchodzić na swój najniższy muk, zacznij zmieniać buczenie w słowa. Jakieś łatwe do wymówienia, mogą nie mieć sensu i nawet nie istnieć. Kiedy poczujesz się na siłach, zacznij coś recytować, czytać na głos. Próbuj też utrzymywać ten sam ton powoli ruszając brodą w górę i w dół. Z czasem Twój głos będzie coraz niższy, ale pewnie tego nie zauważysz, bo zmiany będą stopniowe. Zaufaj mi jednak - będzie coraz głębszy. ;)

Jeśli masz problem z płytkim oddechem, nacieraj wieczorem klatkę maścią ułatwiającą oddychanie (np. z mentolem). Podczas snu rozluźniasz się, łatwiej oddychasz i z czasem zaczniesz zauważać różnicę także w dzień.

Choć można ćwiczyć swój głos niezależnie od hormonów, to jest zawsze jakaś granica, której nie przeskoczysz. Mogę Cię pocieszyć, że na testosteronie zmiana jest trwała. Mimo, że byłem zmuszony przerwać kurację dwa lata temu, głos nadal mam niższy niż przed. ;) I jedna rada, której proszę się trzymać niezależnie od frustracji i doła: nigdy, powtarzam, nigdy, nie warto brać "jednej fioleczki" testosteronu lub podejrzanych tabletek, żeby zmienić głos. Komentarze proponujące takie rozwiązanie będą usuwane i nie życzę sobie dyskusji na ten temat.

 ------------------
Wielkie, ogromne dzięki wszystkim, którzy pomogli mi finansowo z insuliną. Jak widzicie, udało mi się ją kupić w dosłownie ostatniej chwili. Bez jakiejkolwiek przesady mogę powiedzieć, że uratowaliście mi życie. Dzięki raz jeszcze.

---------------------
Dodane dn. 12.08.2012r.:
Dodatkowy post z wynikami treningu Grabieżcy TUTAJ.

Wznowienie.

Dobra, potrzebowałem krótkiej przerwy od wszystkiego. Nie jest jeszcze na tyle dobrze, jak powinno być, ale trudno, może nigdy nie będzie... Przerwa miała być dłuższa, ale uznałem, że to w sumie niczego nie zmienia.

Aktualizacje będą nieregularne do 11.06. ze względu na przedwakacyjne zaliczenia. Ale będą, to już coś.

30 maja 2012

Ćwiczenia - pośladki.


Filmik całkiem przydatny, w czasie rzeczywistym (ćwiczycie razem z instruktorem). Ćwiczenia w pigułce, wszystko trwa 8 minut. Nawet, jeśli nie znacie angielskiego, to łatwo nadążyć. Wbrew pozorom nie jest tak łatwo, ale dacie radę. ;)

TUTAJ znajdziecie kolejny zestaw, razem z gifami, które wyjaśniają dokładnie, na czym polega dane ćwiczenie. Przykład:

Ćwiczenie drugie
Usiądź na podłożu, podeprzyj się na obu łokciach i ugnij kolana. ćwiczenie polega na unoszeniu do góry miednicy tak, aby tułów i uda tworzyły linię prostą. Wytrzymaj w tej pozycji kilka sekund. Ćwiczenie wykonujemy w dwóch seriach po 10 razy z przerwą 15 sekund.

Opisy ćwiczeń z cwiczenia.org:
Przysiady, one-legged deadlifts, wymachy nóg na klęcząco: TUTAJ.
Kopnięcia w tył, krzyżowanie nóg, wypychanie bioder, pośladki w górę, na palcach: TUTAJ.

Plan ćwiczeń na nogi i pośladki - TUTAJ.

------------------------------------

Poniżej lżejsze ćwiczenia z posta anka_worms na sfd.pl (polecam to forum dla szukających innych, ciekawych ćwiczeń i nie tylko):

Ćwiczenie 1- Na mięśnie grzbietu i pośladki 
Połóż się na brzuchu z nogami wyprostowanymi i rękami wyciągniętymi przed siebie. Unieś równocześnie do góry prawą rękę i lewą nogę, następnie zrób to samo z lewą ręką i prawą nogą. Po 20 powtórzeniach unieś do góry obie ręce i obie nogi. Wytrzymaj jak najdłużej w tej pozycji.

Ćwiczenie 2 - Na biodra i pośladki

Połóż się na plecach z nogami podkurczonymi. Z tej pozycji unieś biodra i wyprostowaną prawą nogę do góry, powróć do leżenia i powtórz z lewą nogą. Zrób 20 powtórzeń każdego zestawu. Podczas unoszenia bioder w górę mocno napinaj pośladki.

Ćwiczenia na kształtną pupę
Uklęknij, oprzyj się na przedramionach, unieś głowę. Lewą nogą (zgiętą w kolanie pod kątem prostym) zrób 30 mocnych wymachów do tyłu, napinając przy tym mięśnie pośladków. Następnie powtórz to samo ćwiczenie drugą nogą (pamiętaj o napinaniu pośladków).

To ćwiczenie polega na chodzeniu. Pomóc ci w tym może przyrząd popularnie zwany &quot;narciarzem&quot;. Składa się on ze steppera i dźwigni do ćwiczenia ramion. Jeśli nie masz takiego przyrządu, po prostu chodź po schodach - pięć pięter w górę i pięć w dół.

Poza codzienną porcją ćwiczeń staraj się jeszcze jak najczęściej po prostu napinać mięśnie pupy. Np. stojąc na przystanku, mocno ściągnij pośladki i policz do pięciu. Im więcej razy to powtórzysz, tym lepiej.

-----------------------

Ważna informacja (zaczerpnięta z potreningu.pl):
"Przed rozpoczęciem jakiejkolwiek aktywności fizycznej zbadaj swój stan zdrowia – skonsultuj się z lekarzem i uzyskaj pozwolenie na prowadzenie danej aktywności (w szczególności jeśli masz wysoki poziom tkanki tłuszczowej w organizmie, wady postawy, nadciśnienie, problemy ze wzrokiem, problemy np. z kręgosłupem). Jeśli dłuższy czas nie prowadziłeś żadnej aktywności fizycznej – najlepiej będzie rozpocząć treningi od marszy (trwających 1-2 h, wysiłek powtarzamy 3-4 x tygodniowo)."

28 maja 2012

Zdjęcia do TransGalerii.

Pisałem już o tym na Facebooku i TransGalerii, ale powtórzę też tutaj.

Ze względu na to, że kilka pytań o zdjęcia od czasu do czasu wędruje na mejla, postanowiłem zrobić kolejną (i mam nadzieję ostatnią) "podstronę". Kilka osób już się podzieliło zdjęciami (bardzo Wam dziękuję), mam nadzieję, że stopniowo będzie ich coraz więcej. Kiedy uzbieram większą liczbę, zacznę aktualizować TransGalerię.

Wiem, że to może nietypowe, ale zależałoby mi szczególnie na zdjęciach osób przed leczeniem. Dlaczego? To blog głównie dla tych, którzy jeszcze nie mają dostępu do hormonów, bez wyroku i trwalszych zmian. I dlatego dobrze by było, gdyby mogli porównać swoje starania z innymi na tym samym etapie. Oczywiście jak najbardziej przyjmę zdjęcia z innych etapów! Dobrze będzie zobaczyć, co stanie się w przyszłości.

Jak będą publikowane zdjęcia? Wedle waszego wyboru. Mogą być anonimowe, z nickiem, z imieniem, z e-mailem... Podpiszę według wskazówek lub wcale. Jeśli nie zaznaczycie, że zgadzacie się na podpis, automatycznie zamieszczę je jako anonimowe, tak na wszelki wypadek. Zawsze istnieje możliwość zmiany, więc nie widzę tutaj problemu.

Od Was zależy, co pokażecie na zdjęciach. Całą postać, tylko sylwetkę, twarz, sam tors, efekty spłaszczania piersi, z pakerami, pierwszy wąs... ;) Nie stawiam żadnych wymagań ani ograniczeń. Jeśli chcielibyście pokazać całego siebie, ale jednocześnie wymazać coś zbyt charakterystycznego, zaznaczcie to w mejlu - przerobię w fotoszopie. Od razu zastrzegam - tylko dla anonimowości, nie będę wyszczuplał ani dorabiał mięśni. ;p

Komentarze dla postów ze zdjęciami będą wyłączone lub w pełni moderowane, zobaczymy. Tak na wszelki wypadek, gdyby uaktywnili się nasi wspaniali znajomi z "Koniec niczym niepohamowanej wolności słowa". ;))

Zatem przesyłajcie swoje zdjęcia na mejla (dla przypomnienia - krzywekrzeslo@gmail.com )! :)

27 maja 2012

Co ma facet w spodniach?


 Zaskakujące, jak wielu transów ma zaledwie mgliste pojęcie, z czym rodzi się genetyczny facet. Coś tam łyknie na biologii, zerknie na manekiny w sklepie, popatrzy na pornosa... Ale nadal nie ma pewności, co z czym. Nie wiem, czy to kwestia wychowywania się jednak wśród kobiet czy kulejącej edukacji seksualnej.

W teorii wszyscy wszystko wiedzą - jak powstają plemniki, na czym polega erekcja, czym grozi przerost prostaty... Ale jak to wszystko wygląda w rzeczywistości i jak się ma na co dzień? Poniżej kilka podstawowych informacji i zdjęć, bez wgłębiania się w szczegóły. Tak dla ogólnego pojęcia. ;) Zdjęcia wrzucam w postaci osobnych linków, co by nie raziły w oczy tych, którzy unikają tego typu widoków. Wiedza przyda się przy robieniu wypełniaczy do spodni - w końcu trzeba się na czymś wzorować.

Budowa męskich narządów płciowych - schemat

Automatyczna płeć człowieka, to płeć żeńska (droga dalszego rozwoju zależy od obecności lub braku chromosomu Y). Dopiero pod wpływem męskich hormonów zaczynają się rozwijać męskie narządy. Jako, że "pakiet startowy" obie płcie mają identyczny, żeńskie narządy mają swoje (niedokładne oczywiście) męskie odpowiedniki i na odwrót. I tak np. łechtaczka jest jako-takim odpowiednikiem prącia, gruczoły Skenego - prostaty. Wykorzystuje się to przy korekcie płci. ;)

Oczywiście u gołego faceta najmocniej rzucają się w oczy penis i moszna z jądrami. Penis, tak jak łechtaczka, składa się z ciał jamistych, które przy podnieceniu napełniają się krwią i dzięki temu mu "staje". Tyle wie każdy ze szkoły podstawowej. Część jednak nie narysowałaby penisa we wzwodzie inaczej, niż ogólny bazgr rodem z muru pod stadionem.

 Etapy erekcji - zdjęcie
Odciągnięcie napletka - rysunek
Penis obrzezany/nieobrzezany -  rysunek
Penis w erekcji nie musi być prosty jak strzała i skierowany ku niebiosom. ;) Może się odginać w dowolnie wybranym kierunku, nawet na dół. Lekkie skrzywienia są naturalne. Inaczej ma się sytuacji przy np. złamaniu penisa. Mimo, że nie ma tam kości, złamane (pęknięte) mogą być ciała jamiste (zdjęcie).

W mosznie znajdują się oczywiście jądra. Kiedy jest zimno, kurczy się, podciągając je do góry. Tak samo dzieje się, kiedy facet jest przestraszony lub zdenerwowany (na zasadzie dreszczu kurczącego sutki). Wyrastają na niej włosy (na penisie nie, co najwyżej u podstawy).

Podkurczanie - zdjęcie1 zdjęcie 2

Problemem wydaje się też być wygląd spermy - zdjęcie.  Wedle wikipedii jeden wytrysk to 4-6 ml, czyli ok jednej łyżeczki do herbaty.

Długość penisa to jest ból wielu facetów i na pewno zostaniecie parę razy w życiu spytani o swoje wymiary. ;) Średnia z pomiarów zaraz po urodzeniu się chłopców wynosi 3,5cm. U dorosłych zwykle jest to 7-10cm w stanie spoczynku i 12-17 w erekcji. Czatowe nicki mlodypiekny28cm w zdecydowanej większości są przesadzone. ;) U kobiet ponoć najbardziej wrażliwe jest pierwsze 4-6cm od wejścia pochwy, więc bez paniki, kiedy oglądacie efekty operacji.

Zestawienie różnych naturalnych penisów: zdjęcie, galeria1, galeria2.

Mam nadzieję, że to wystarczy, żeby większość średnio zapoznanych z tematem przestała traktować penisa jak mistyczny artefakt niewiadomego pochodzenia. :))