UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

17 lipca 2012

Ginekolog - relacja na żywo z terenu walk.


Tak, dzisiaj wujek odwiedził kolejny raz w życiu najmniej przyjemne miejsce dla transa. Pierwszy raz (jako dorosły) był traumatyczny, zostałem okrzyczany za wygląd, branie hormonów i w ogóle rezygnację z bycia kobietą, czym godziłem w same serce feminizmu. Pani mnie nawet porządnie nie zbadała ("nie ma miejsca na badanie, proszę przyjść jak się *pani* rozdziewiczy") i wypierdoliła za drzwi. Zajęło mi trzy lata, żeby się zebrać w sobie i pójść znowu. Tchórzostwo, huh. A wiadomo - facet ma być twarda dupa, więc w końcu w jakimś zrywie złapałem za telefon i umówiłem się. Co się nastresowałem, to moje, ale nie było aż tak źle, jak się spodziewałem.


Za każdym razem szedłem jako ja - nieogolone nogi, męska bielizna, spłaszczak na klacie, tym razem nawet ryjca nie ogoliłem (w sumie aż tak wiele do golenia nie mam). Mówię normalnie, w męskiej osobie, a lekarz mówi na pani. Trudno. Jak by nie było, paraduję przy nim bez gaci. ;) Tyle słowem wstępu. Dostałem kilka pytań o przebieg takiej wizyty po obwieszczeniu na Dzienniku, że wybieram się w najbliższym czasie, więc oto i jest streszczenie.

Rejestracja - tutaj nie wymyślałem i mówiłem bezosobowo. Zarejestrowałem się na kilka dni później i tyle. Bez dramatu. Parę dni stresu, ale też bez przesady (skazaniec pogodził sie z losem).
Dzień wizyty - stres trochę większy, też bez paniki. Sprawdziłem jak dojechać, żeby był czas założyć kartę, ale też żeby w razie czego nie czekać za długo z kobietami w poczekalni. Przyszedłem na czas, w poczekalni siedziała tylko jedna kobieta w ciąży, na oko koło czterdziestki, która miała ważniejsze rzeczy do studiowania niż mój wygląd. Wydaje mi się, że miała jakiś wypis ze szpitala w ręku. Po moim wyjściu nie było nikogo. Spory komfort jak dla mnie. Poszedłem założyć kartę. Sympatyczna położna zebrała dane, jak to u lekarza, przy czym na końcu rzuciła "Potrzebuję jeszcze numer do dziewczyny". Zgłupiałem, zapytałem, czy mojej i już przypominałem sobie jej numer, kiedy się okazało, że chodziło o mnie. ;) Wszak mówiłem jeszcze bezosobowo, skoro niewiele musiałem mówić, bo wszystko w dokumentach było.
Sam doktor miał koło tysiąca lat. Chyba miał parkinsona, bo ręce mu latały całkiem srogo, pisał niewyraźnie. Trochę mnie to speszyło, ale w sumie "w pracy właściwej" nie przeszkadzało mu zbytnio. Wywiad standardowy, używałem już męskiej formy, ale lekarz się tym nie przejął i mówił uparcie na pani. Trudno, jakoś mnie to specjalnie nie ubodło. Kazał mi się rozebrać i przy okazji pytał, czy wyrażam zgodę na badanie, czy zgadzam się na cytologię (ryzyko uszkodzenia dziewictwa - jakoś mi nie zależało specjalnie ;) itd. Poinstruował jak wspiąć się na fotel marzeń w pozycji jak do rodzenia. Jak tylko zobaczyłem rozmiary tych wszystkich magicznych jednorazowych narzędzi postanowiłem paść bez tchu na łopatki i poznać tajniki struktury sufitu. Badanie "ręczne" było znośne, pomacał, popukał, powsadzał. Kiedy doszło do wkładania jakiś wzierników i próby cytologii - prawie zacząłem krzyczeć z bólu i gdybym mógł, znokautowałbym kopniakiem poczciwego lekarza. Badanie przerwał w połowie, powiedział, że nie da rady, ale że nie szkodzi. Kazał mi też ściągnąć wszystko z klaty (w efekcie siedziałem w samym skietach), nie skomentował w żaden sposób płaszczenia cycków ("proszę podciągnąć koszulkę tylko" - "a to się tak nie da, muszę to ściągnąć" - "a, rozumiem. to proszę"). I tyle. Ubrałem się, dostałem recepty i uciekłem jak najdalej. Już się nawet nie przejmowałem, że spłaszczak leży nie tam, gdzie powinien i wszystko mi widać przez samą, mokrą od deszczu koszulkę.

PODSUMOWANIE: Nie jest tak strasznie, trzeba tylko trafić na dobrego lekarza. Nie ma co udawać kobiety, jeśli już od dawna żyjesz jako ty, jako facet. Jeśli dzieje się coś niedobrego, nie ma co się bawić w zwlekanie, bo przed op i tak będziesz musiał to wszystko ponaprawiać. Po wizycie kup sobie ciastko na pocieszenie. ;))

UPDATE:
Bolesność badania cytologii była spowodowana brakiem umiejętności rozluźniania się. Początki bywają trudne ;) Przeczytaj posta o przygotowaniach do wizyty u ginekologa.

15 komentarzy:

  1. Podziwiam. Dla mnie coś takiego nie byłoby do przełknięcia za nic w świecie. Ale na szczęście w moim wypadku wszystkie operacje i leczenie obyło się bez wizyty u gina, więc nie pisz że przed opką trzeba koniecznie iść bo nie trzeba, to kwestia lekarza i kliniki którą wybierzesz. Dla mnie sam fakt konieczności zrobienia tego badania już od razu dyskwalifikował lekarza i klinikę.
    Poza tym jest jeszcze taka opcja że przed opką prosisz lekarza żeby badanie odbyło się jak już będziesz pod narkozą, więc też omijają Cię wszystkie wątpliwe przyjemności.
    Gratuluje Tobie odwagi, bo ja bym sie nie zdobył nigdy przenigdy za żadne skarby na taką wizytę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.

      Nie piszę, że to konieczne przed op w każdym wypadku. Piszę, że jeśli coś jest nie halo, to konieczne. Nikt mi nie wmówi, że zoperują cię z nieleczoną rzeżączką na przykład. A można ją złapać nie tylko od seksu, ale też w zwykłym kiblu publicznym albo przy kontaktach z zakażoną osobą.

      Usuń
    2. W kiblu? Co Ty....chyba że się siada na desce :/ Współczuje jeśli coś nie teges Ci się tam dzieje. To musi być podwójnie niekomfortowe z wiadomego powodu. A poza tym to myślałem nad tym czy np z tą rzeżączką nie można iść do dermatologa zamiast do gina. Tak się składa że mam w rodzinie dermatologa i leczy takie rzeczy.

      Usuń
    3. Wystarczy, że ktoś papier uświni. ;)

      No rzeżączki nie mam, jakaś tam infekcja się wdarła, tyle że nieleczona stała się upierdliwa, a mnie szlag trafiał, że cały czas czułem, co mam w spodniach. Jak z dermatologiem, to nie wiem. Wolałem się przemęczyć i mieć z głowy niż czekać ze skierowaniem parę miesięcy i ryzykować, że i tak mnie skieruje do gina. ;)

      Usuń
  2. zewsząd i znikąd17 lipca 2012 17:14

    Też gratuluję. Ja jestem względnie zwykłą kobietą - owszem, zbuntowaną, SKRAJNIE wstydliwą, ale bez żadnych wątpliwości co do tego, że wolę być kobietą (ściślej mówiąc gdybym mogła wybrać, wolałabym nie mieć płci biologicznej - zwłaszcza okresu - ale to się nie da...) - a u takiego lekarza nigdy nie byłam. Na samą myśl czuję mieszaninę przerażenia, odrazy i wściekłości, robi mi się czerwono przed oczami. Nie ma mowy. Czuję, że w razie poważniejszej choroby* wolałabym oddać życie za swoją nietykalność. Mama nigdy nie zdołała mnie nakłonić i tak sobie żyję - jakiś drobny stan zapalny może się i zdarzy, właściwie nie wiem, ale ogólnie nie mam problemów.
    * Tym niemniej tak, wierzę, że zdarzają się uzdrowienia z ciężkich chorób - nie mówię "siłą woli", to zbyt landrynkowe - raczej siłą WŚCIEKŁOŚCI.
    W każdym razie jestem tak skrajnie wstydliwa, że po prostu jest dla mnie absolutnie wykluczone, żeby ktokolwiek dotykał i/lub oglądał moje miejsca intymne. Jestem NIETYKALNA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak uprawiasz sex?

      Usuń
    2. Może jest asem (aseksualna) i nie uprawia.

      Usuń
  3. zewsząd i znikąd18 lipca 2012 11:08

    No właśnie - jakie to społecznie zdumiewające, że ktoś może nie uprawiać seksu!... A naprawdę mniej niż 100% ludzi uprawia seks, mniej niż 100% ludzi jest nim zainteresowanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem że nie wszyscy uprawiają sex, mnie tylko dziwi, a może nie dziwi a zastanawia, jak można nie czuć popędu, choćby na tyle żeby uprawiać sex samemu.

      Usuń
    2. No aseksualność polega właśnie na tym, że seks cię ni ziębi, ni grzeje. Nie że brzydzi, nie że odrzuca, tylko po prostu mało obchodzi. Jak wiadomości o celebrytach. ;)

      Usuń
  4. zewsząd i znikąd18 lipca 2012 11:11

    Aha, PS. komentarz zupełnie innego rodzaju - a propos kodów captcha. To już jest chore - kody przeciw maszynkom tak trudne, że CZŁOWIEK ma problem z przeczytaniem. Irytowały mnie te z połączeniem słowa istniejącego i ciągu liter - tak drażniąco to wyglądało - teraz nowy wzór: ciągliter plus liczba. No i fajnie, tylko na niektórych NIE SPOSÓB tej liczy dojrzeć! Sama mgła, a nie żadne cyfry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam włączone? o.O To już usuwam, też ich nie dzierżę.

      Usuń
  5. gdzie zniknęła transgaleria i czemu?

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurwa, zatkały mnie te opisy wizyt, a zwłaszcza pierwszy. Autentycznie podziwiam, że po tej babie tylko trzy lata zajęło Ci przełamanie się.

    Mnie się ostatnio udało zebrać w sobie i pójść z infekcją z marszu, zanim się rozmyślę, ale chyba tylko dzięki temu, że wcześniej trafiłem na Libera. Trzeciego z kolei, reszta była neutralna. Ostatni (u którego byłem miesiąc temu) leciał formami bezosobowymi i w ogóle był jakiś taki bezosobowy, nic nie komentował, ale też niezbyt dokładnie mnie zbadał.

    Wizyta u Libera - ta pierwsza, od hormonów i z badaniem ginekologicznym - była nieziemska, bo ja mam zwykle bardzo niskie ciśnienie, a on "zapraszam na fotel. A nie, najpierw zbadamy ciśnienie" - więc go uprzedzam, że mam zawsze ze 100/50 czy coś. Okazało się, że sama myśl o fotelu podniosła mi ciśnienie do 120/80 XD Zdziwił się trochę i wyjaśnił, że piękne ciśnienie, tylko tętno jakieś dziwnie wysokie, 120 na minutę to dużo :D
    Poszedłem na ten fotel jak na ścięcie, zagapiłem się też na sufit, upokarzające to było strasznie, a Liber nagle zaczął ze mną rozmawiać, mówiąc mi na Marcin. Rozluźniłem się i jakoś zniosłem resztę.
    Jakby któryś K/M musiał, to on jest friendly & umie się zachować & jest DOBRY w tym co robi. Jak coś jest nie tak, to wykryje.

    Za to babę można było zgłosić do Rzecznika Praw Pacjenta. Choćby za ten tekst "nie ma miejsca na badanie, proszę przyjść jak się pani rozdziewiczy" i z pominięciem informacji, że jest się transem, a nie panią. Nie miała prawa odmówić badania, wobec osób z błoną dziewiczą stosuje się inne metody. DZIECI bada się u ginekologa!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rok temu w Radiu TOK była audycja, w której pod koniec była też opowieść o zderzeniu z ginekolożką. Ta jednak okazała się pojętna:
    http://bi.gazeta.pl/im/6/11486/m11486896.mp3

    OdpowiedzUsuń

Uwaga! Dodawanie komentarzy bez logowania:
"Anonimowy" - komentarz będzie podpisany jako "Anonimowy"
"Nazwa/adres URL" - komentarz będzie podpisany wybranym przez Ciebie nickiem lub imieniem, jest możliwość dodania linku do strony/bloga (nie jest wymagane).

WAŻNE: http://transseksualizm.blogspot.com/2014/08/zasady-komentowania.html