UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

20 czerwca 2015

Mastektomia Grabieżcy - wczesna relacja

UWAGA: ze względu na bardzo duży rozmiar cyca oraz kiepski stan zdrowia, mastektomia w moim przypadku przebiegła o wiele poważniej niż zazwyczaj. Nie jest to przykład typowego zabiegu, jaki cię prawdopodobnie czeka. Poza sporadycznymi przypadkami, większość ludzi odzyskuje sprawność w ciągu tygodnia lub dwóch (w tym czasie ściąga się też szwy), oszczędzać się należy przez ok. 4-6 tyg. Część operowanych jest przytomna w trakcie zabiegu, część jest usypiana. Pobyt w szpitalu to 2-10 dni. Przez okres kilku lub kilkunastu tygodni należy nosić bandaże lub pas/kamizelkę uciskającą oraz masować okolice cięcia - ściśle wedle zaleceń lekarza, a nie internetu!

Relacja 11 dni po zabiegu
Post może być trochę chaotyczny, jako że jestem jeszcze wymęczony.


Po wstępnej konsultacji (na podstawie której powstał ten post) zostałem umówiony na czerwiec, kiedy to stawiłem się zwarty i gotowy. W dniu przyjęcia wypełniłem dwa tysiące formularzy na temat mojego zdrowia oraz leków, jakie przyjmuję. Pobrano mi także krew do badań na wypadek konieczności przetoczenia krwi. Spotkałem się z anestezjologiem, który dobrał narkozę oraz poinstruował, jak zachowywać się do czasu operacji. Rozpakowałem się, zjadłem dwa posiłki i poszedłem spać.

Na co najmniej 8 godzin przed zabiegiem nie należy pić ani jeść. U mnie wyszło akurat 15 godzin (ostatni posiłek koło 17 poprzedniego dnia), zatem zamiast wielkiej ekscytacji czułem głównie głód. Rano, oprócz części normalnych leków, miałem dostać trzy tabletki: ogłupiacz (jako wstęp do narkozy), p/bóle i osłonę na żołądek. Ostatecznie dostałem tylko p/bóle i osłonę, ponieważ od rana bolała mnie głowa i dano mi je wcześniej niż planowano. Dzięki temu pamiętam wejście na salę operacyjną i rozmowę z anestezjolog - jeśli dostaniesz wcześniej ogłupiacz. prawdopodobnie nie będziesz tego kojarzyć. Pielęgniarka wręczyła mi wdzianko rodem z House'a, jednorazową koszulo-sukienkę, która była na mnie dużo za duża i zakrywała absolutnie wszystko poza głową, połową łydek i stopami. Tak wystrojony udałem się na konsultację z chirurgiem (później dowiedziałem się, że ze względu na rozległość zabiegu, operować będą mnie obaj główni chirurdzy). Tam rozebrałem się z sukienki i w samych gatkach służyłem za sztalugę do przedoperacyjnego rysowania (chirurg zaznacza markerem albo linię cięcia, albo pozycję tkanek w pozycji stojącej). Zdecydowano, że ze względu na rozmiar trzeba rozłożyć operację na dwie części: amputację piersi oraz przeszczep brodawek. W trakcie konsultacji z dziesięć razy usłyszałem "ogromne", widać wrażenia z poprzedniej konsultacji już się zatarły. ;) Odesłano mnie z powrotem do pokoju, gdzie przeczytałem rozdział wyjątkowo kiepskiej książki, po czym wezwano mnie na sale operacyjną. Podreptałem posłusznie na drugą stronę korytarza, ostatecznie pozbyłem się sukienki i położyłem na stole w pozycji T (ramiona rozrzucone na bok). Lewą rękę przypięto mi pasem do podstawki, a na twarz nałożono maskę tlenową. Anestezjolog cały czas ze mną rozmawiała, opisując, czego mogę się spodziewać z każdym kolejnym działaniem (np. zawrotów głowy od tlenu). W końcu wstrzyknięto mi właściwą narkozę (która o dziwo boli w trakcie wpuszczania - jak zbyt szybka kroplówka z potasem) i na tym zakończyłem swój świadomy występ.

Z dnia operacji oraz następnego kojarzę tylko ogólne wrażenia i pojedyncze sceny - były ze mną problemy. Postanowiłem nie oddychać samodzielnie i trzeba było mi w tym pomagać. Ktoś coś przebąknął o transfuzji, ale ostatecznie nie było takiej potrzeby. Wokół mnie stały jakieś sprzęty, które ciągle pikały lub wyły, w zależności od widzimisię mojego organizmu. Włączono mi telewizor, ale nie byłem w stanie śledzić ani jednego programu, na zmianę budząc się i zasypiając. Pamiętam, że podjąłem szaloną próbę wysikania się (oczywiście nadal w łóżku), ale ponieważ ciągle zasypiałem w trakcie i zajęło mi to miliard czasu, w końcu mnie zacewnikowano. Bolało mnie gardło - od rurki, która za mnie oddychała w trakcie zabiegu. Coś tam sms-owałem po jakimś czasie, ale nie były to chyba ambitne wiadomości.

Trzeciego dnia w końcu usiadłem, a nawet przeszedłem szalone trzy kroki, choć okupiłem to zawrotami głowy i zadyszką (serio). Na szyi wisiały mi cztery strzykawki w pozycji ssania, do których podłączone były dreny zbierające płyny spod szwów - zdjęto mi je dopiero po tygodniu, stopniowo wcześniej skracając (zwykle są dwa i wyjmowane szybciej). Po lewej stronie brzucha zmontowano mi tzw. kokon, pod którym zdrowiały brodawki przeniesione do czasu przeszczepu. Dostawałem kroplówki przeciwbólowe, choć nie opisałbym swoich doznań jako bólu - bardziej jako ostre szarpanie. Dokuczały mi plecy, ze względu na dreny nie mogłem spać w innej pozycji niż na wznak. Wraz ze skracaniem i wyjmowaniem drenów (będzie w innym poście), stopniowo mogłem spać coraz wygodniej aż w siódmej dobie po zabiegu położyłem się na chwilę na brzuchu. Aktualnie nie sprawia mi to problemu, ale i tak śpię na boku.

Przed zabiegiem martwiłem się o możliwość ruszania rękami, choćby w trakcie korzystania z łazienki. Okazuje się, że swoboda jest porównywalna do poruszania się przy spłaszczaniu bandażami - niegwałtownie, delikatnie, ale samowystarczalnie. Oczywiście na początku było ciężej, ale to kwestia dwóch, trzech dni.

Reszta pobytu w szpitalu to głównie nuda, sen i zmiana opatrunków. Po wypisaniu ze szpitala nadal muszę przychodzić na zmianę opatrunków - ze względu na brodawki. Normalnie nie trzeba się zgłaszać, samemu smaruje się szwy maścią i zakłada pas uciskowy. Po sześciu dniach nie dostawałem już żadnych środków p/bólowych, zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. Jestem jeszcze trochę zmęczony i łatwo padam spać w ciągu dnia, ale bez problemu mogę załatwić jakąś sprawę na mieście.

Szew ciągnie się od pachy do pachy z przerwą na mostku, skóra jest normalnego koloru, lekko pomarszczona. Nie mam czucia w okolicach cięcia - może wrócić albo nie, zależy od organizmu (normalne przy tak dużym rozmiarze). Brodawki są ciemne, też bez czucia, wpasowane w skórę brzucha. Mimo braku czucia na powierzchni i braku sutków w odpowiednim miejscu, miewam uczucie dreszczy i twardnienia brodawek od np. wiatru.
(opis drugiego etapu operacji jest tutaj)

Operację robiłem na NFZ (sposób)

10 komentarzy:

  1. hej, dzięki za ten wpis.. gratuluję cojones, bo przynajmniej masz to już za sobą, ja nadal czekam.. możesz napisać, gdzie i za jaką kwotę Cię kroili? nie wiem nic w tym temacie, a muszę zrobić rozeznanie, zanim położę się na stole.. i co to oznacza, że nie masz czucia? stosujesz jakąś maść na bliznę? 3maj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robiłem na nfz. Nie mam czucia w okolicach blizny, coś jak brak czucia w zdrętwiałej stopie - czuję dopiero ból, dotyku już nie. Ponoć to normalne przy tak rozległym cięciu. Może wrócić lub nie, zależy od przypadku. Tak szybko po zabiegu nie wolno stosować niczego innego niż maści polecone przez lekarza. W moim przypadku jest to Linomag, który natłuszcza bliznę, żeby była gładsza.

      Usuń
  2. Gratulacje! Mam pytanie, bo jesteś cukrzykiem, prawda? Czy podawano Ci insulinę podczas operacji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w trakcie operacji i kilka dni po miałem dożylnie insulinę i glukozę aż byłem w stanie świadomie kontrolować dawki.

      Usuń
  3. Gdzie robiłeś operacje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Szczecinie, bo tam miałem najwygodniej.

      Usuń
  4. Co to znaczy, że zdrowiały Ci brodawki?To znaczy że nie masz ich w tej chwili?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam, ale na brzuchu. ;) Okazało się, że przy tak dużym rozmiarze potrzebny był przeszczep - wszyte od razu w miejsce cięcia prawdopodobnie by obumarły. Za dwa-trzy miesiące zostaną przeszczepione z powrotem.

      Usuń
  5. Gratulacje pierwszego etapu. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i pełnej sprawności. I naprawdę ogromne dzięki za tego bloga.
    Przy okazji mam pytanie do juz doświadczonego kolegi. Jeśli chce mieć zabieg na NFZ to czy mogę na konsultacje zgłosić się jeszcze przed zmianą dokumentów i ew zabieg mieć po zmianie czy ze wszystkim musze czekać na nowy dowód.
    P.S. mam duży rozmiar wiec boje się ze niestety nie złapie się na nfz:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz być już po zmianie dokumentów i peselu, nie ma innej opcji na nfz. Ja mam - ha, miałem! - gigantyczny rozmiar, zrobiłem wrażenie na chirurgach, więc bez obaw. ;)

      Usuń

Uwaga! Dodawanie komentarzy bez logowania:
"Anonimowy" - komentarz będzie podpisany jako "Anonimowy"
"Nazwa/adres URL" - komentarz będzie podpisany wybranym przez Ciebie nickiem lub imieniem, jest możliwość dodania linku do strony/bloga (nie jest wymagane).

WAŻNE: http://transseksualizm.blogspot.com/2014/08/zasady-komentowania.html