UWAGA! Wszelkie kopiowanie treści bloga bez mojej zgody będę uważał za kradzież. Wszystkie poniższe teksty (o ile nie napisano inaczej) są tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Cytując lub tworząc własny tekst na podstawie mojego, koniecznie zamieść źródło, tj.: http://transseksualizm.blogspot.com/

Czytasz starą część bloga, na której już nie pojawiają się aktualizacje. Żeby zobaczyć nowe posty, zajrzyj na nowy adres.

16 kwietnia 2014

Wizyta u dr Jędrzejczaka

Widziałem się z tym panem w wieku 17 i 18/19 lat, w sumie dwie wizyty. Nie wniosły one nic szczególnego do mojej diagnozy i generalnie nie polecam na diagnostę. Można u niego dostać zaświadczenie o podjęciu działań w kierunku sądowej zmiany płci i namiary na dr Dulko.

Namiary z internetu skierowały mnie do przychodni przy ul. Bolesława Śmiałego. Zarejestrowałem się u nieprzyjemnej, tęgiej pani pielęgniarki i cierpliwie odczekałem do terminu wizyty - ile dokładnie nie pamiętam, ale niezbyt długo. Poczekalnia jak to poczekalnia w rejonowej przychodni - zatłoczona i niezbyt interesująca. Sam gabinet też był dość standardowy. Po prawej stronie biurka siedziała pielęgniarka, która notowała, sporządzała recepty, zaświadczenia itd., które potem dr Jędrzejczak podpisywał. Na wstępie powiedziałem, że potrzebuję diagnozy odnośnie transseksualizmu, bo chcę zmienić dane. Zostałem potraktowany dość niemiło, dr z góry założył, że w niczym się nie orientuję i na nic mnie nie stać. Kiedy powiedziałem, że wiem o kosztach (mimo że w teorii zgłosiłem się na NFZ), usłyszałem, że w takim razie czemu nie pójdę sobie załatwić opinii? Zdecydowałem się nie sprzeczać. Wyszedłem z gabinetu z kwitkiem o treści: "Wym. podjęła badania i ewentualne leczenie niezbędne do zmiany płci w kierunku K->M. Badanie psychiatryczne i seksuologiczne. Wydane na prośbę pacjentki - dla sądu." Nie mam pojęcia kiedy to badanie psych.-seks. się odbyło, ale nie wnikałem. Zaświadczenie przydało mi się parę razy nim dostałem już to porządne. Nie zostało uznane w sądzie, ale możliwe, że ze względu na przedawnienie (wydane 3-4 lata przed złożeniem pozwu).

Drugi raz potknąłem się o dr, kiedy członek rodziny chciał zabrać mnie na wizytę u kogoś obeznanego w temacie, żeby lepiej zrozumieć. Zgodziłem się, choć nie wiedziałem, że to akurat ten lekarz... Tym razem wizyta odbyła się w prywatnym gabinecie na Pogodnie. Cała rozmowa sprowadziła się do wymiany ciosów między mną a doktorem. Kiedy prosiłem, żeby opowiedział coś innego niż tylko o komplikacjach przy operacjach, zaczął się rozwodzić jak to osoby ts są często odrzucane przez społeczeństwo... Ja rozumiem, że o tym też trzeba mówić, ale nie wyłącznie! Kiedy przebrnęliśmy wreszcie przez wszystkie negatywne aspekty zmiany płci, otrzymałem bardzo konkretną pomoc w postaci namiarów na dr Dulko jako jedynego specjalisty w tym kraju, jeśli nie na świecie. I koniec. Wyszedłem zły i nigdy więcej się u tego pana nie pojawiłem.

Podsumowując - nie polecam.

15 kwietnia 2014

Rodzaje bandaży.

Najpopularniejszą metodą spłaszczania u początkujących transów jest bandażowanie. Szerokość oczywiście 15cm lub więcej (przy małych rozmiarach można próbować z 12cm, ale wyłącznie z braku piętnastki). Poniżej krótkie zestawienie dostępnych rodzajów. [Zdjęcia zalinkowane z internetów.]

Bandaż dziany (tzw. "zwykły").
NIE

Najtańszy i dostępny często nawet w zwykłych sklepach. Niestety, nie nadaje się do spłaszczania. Ociera, nie trzyma cycków w miejscu, życie własnym życiem... Ogółem be. Nie polecam go nawet do wykonywania pasków czy wiązań, nie można na nim zbytnio polegać i jest niewygodny. Cena poniżej złotówki.






Bandaż tkany (tzw. "elastyczny", uciskowy).
TAK

Najczęściej używany przez transów. W zależności od firmy może być mniej lub bardziej rozciągliwy, mniej lub bardziej miękki itd. Lubi się rozsuwać, ale przy umiejętnym założeniu daje świetne wyniki. Ściąga się błyskawicznie bez rozbierania, po przetrenowaniu zakłada się już niemal automatycznie. Technika wiązania do znalezienia tutaj. Zapinany zazwyczaj na zapinki - przy takim naciągnięciu plastry puszczają, a spinki/agrafki dziurawią materiał. Można go prać ręcznie lub na programie dla delikatnych tkanin, przy czym po wyjęciu z pralki należy go naprostować i rozwiesić luzem. Cena ok. 3-6zł.


Bandaż kohezyjny (samoprzylegający/samoprzylepny).
TAK

Burżujna wersja bandaża elastycznego. Nie wymaga zapinek czy plastrów, a raz nałożony nie rozsuwa się. Według producentów utrzymuje stałe naprężenie (nie luzuje się). Dostępne są dwie wersje - jednorazowa i wielokrotnego użytku. W jednorazowej niewątpliwie zaletą jest fakt, że nie ma w ogóle możliwości rozsuwania, zmiany ułożenia itd., jednak po jednym dniu idzie do kosza. Jest wiele kolorów, w tym również cielisty. Cena od 25zł.







Bandaż z jednolitej tkaniny. 
TAK

Po prostu pas materiału, często obszyty na brzegach, żeby zapobiec strzępieniu. Jeśli chodzi o efekt, na pewno jest skuteczny, jednak kilka warstw materiału - zwłaszcza latem - jest dość niewygodne. Trudniej też nim manipulować. Można kupić po prostu szeroki na 15-20cm kawałek materiału na metry.  Ceny nie znam.






Bandaż wiskozowy.
NIE

Stosowany najczęściej przy chorobach skóry objawiających się swędzeniem skóry jako mokry okład. Bardzo delikatny dla skóry i hipoalergiczny. Dopasowuje się do kształtu ciała, dlatego nie ma sensu używać go do spłaszczania. Cena od 25zł.






Bandaż gipsowy.
NIE

Bandaż, który po zmoczeniu układa się na kształt ciała, a po wyschnięciu tworzy twardą, nieelastyczną skorupę. Nijak nie nadaje się do wiązania. Cena od 9zł.







  

Bandaż bokserski.
NIE

Służą do zabezpieczenia rąk w sportach uderzeniowych i zachowaniu higieny przy używaniu rękawic (poci się bandaż, a nie rękawica). Nie nadają się do spłaszczania z bardzo prostego powodu - są bardzo wąskie, w końcu muszą pasować na dłoń. Cena od 13zł.









Bandaż chłodzący.
MOŻE?

Solidniejszy bandaż, który po nasączeniu w specjalnym płynie ma właściwości chłodzące. Co ciekawe, chłodzi "na sucho", czyli nic nie przecieka ani nie plami. Zastanawiam się nad nim w ramach ratunku przed upałami, ale jednocześnie mam wątpliwości, czy noszenie takiego cuda przy cyckach przez kilka tygodni pod rząd może być bez wpływu na zdrowie i portfel. Cena od 50zł.

Spłaszczanie przy pomocy chusty trójkątnej [post gościnny - Młody Człowiek]

Kolejny post gościnny, tym razem o spłaszczaniu chustą trójkątną. Instrukcja, zdjęcia i rysunki od Młodego Człowieka. Żeby powiększyć zdjęcie trzeba na nie kliknąć.

Najpierw przed i po (pierwsze zdjęcie w staniku sportowym):


Teraz instrukcja:
"Spłaszczaka można także zrobić z pomocą tylko igły i nitki, chusty trójkątnej z materiału koniecznie (ma ją każdy gimb po EDB) oraz czegoś do wiązania - zdjęcie i zakładanie nie zajmuje dużo czasu. A robimy to tak:
1. Chustę trójkątną składamy tak, aby tworzyła szeroki (zależy od biustu) pas, ostatni trójkącik nachodzący jak klapka ucinamy.
2. Zszywamy tak, by chusta nie rozkładała się - tworzy już jeden pas.
3. Do części z narożami doszywamy nasze paski do wiązania - z czego tam chcemy, ja mam z innej rozciągliwej chusty, może być bandaż, whatever
4. Tą część będziemy wiązać u góry i wkładać w obszar między piersiami węzełek czy kokardkę
5. Niżej muszę wykonać ilustrację. Kolejne do wiązania małej kokardki - nie mocno, bo tu nie o nacisk chodzi - będzie trzymać materiał pod biustem (podnoszenie rąk etc).

6. Otwory te gdzie wychodzi pod biust trzeba DOKŁADNIE obszyć.

Nie jest to górnolotny binder, ale ja mam bliżej do apteki niż do sklepu z potencjalną możliwością zakupu taśmy krawieckiej. Nie zsuwa się, nie drapie, nie krępuje ruchów."

14 marca 2014

Wizyta u dr Dulko + wizyta u dr Ćwirko [info od przyjaciela]

Poniżej informacje od przyjaciela na temat diagnozowania u dr Dulko [X] i dr Ćwirko [X]. Tego pierwszego zapewne przedstawiać nie muszę - ogólnie znany spec do transów, autor kilku popularnych książek w tej tematyce, chyba jeden z pierwszych powszechnie dostępnych lekarzy "branżowych". Drogi, ale opinia od niego jest zazwyczaj nie do podważenia. Większość lekarzy, którzy nie znają tematu, podaje namiary właśnie na niego. Dr Ćwirko natomiast jest psychologiem, który sprawnie i bez problemów wykonuje testy psych. Nie słyszałem negatywnych opinii na jej temat.

Podrzuciłem przyjacielowi te same pytania, które wysyłam innym chcącym opisać swoje wizyty. Jako że pisał punktami, a nie ciągłym tekstem, wrzucam razem z pytaniami. Wypowiedzi poprawione z "gadu-pisowni" na bardziej "tekstową", reszta bez zmian.
[Jeśli ktoś jest chętny na opisanie własnych wrażeń, to może się kierować tymi samymi punktami - zachęcam do opisywania szczegółów, wrażeń itd., ciągły tekst mile widziany, ale nie obowiązkowy jak widać ;)]


Dr Dulko [Warszawa].

1. Na jakim byłeś wtedy etapie? (coming-out, wizyty lekarskie, wygląd itd.)
Dawno już leciałem na hormonach i to było widać, wszyscy w rodzinie juz wszystko wiedzieli.
2. Jak znalazłeś info o lekarzu?
Z internetu.
3. Rejestracja (opis).
Nie rejestrowałem się, telefonicznie umówilismy date i godzinę.
4. Opis poczekalni, gabinetu, nastroju tam panującego (z grubsza).
Przyjął mnie w swoim mieszkaniu, więc nie było poczekalni ani nic. Gabinet mega skromny, malutki, w ogóle mieszkanie a'la PRL.
5. Pierwsze wrażenie.
Wszystko spoko, nie doszukiwał się skąd mam hormony, nie pytał za dużo o innych moich lekarzy, raczej poinformował mnie tylko o cenach za testy i za diagnozę... O ile pamiętam to testy jakoś 200 zł, a diagnoza koło tysiąca.
6. Przebieg wizyty, pytania lekarza, informacje jakich udzielał, inne rzeczy, na które zwróciłeś uwagę. 
Na wizycie niewiele się działo, bo o ile pamiętam testy dał mi do domu, zadał parę pytań. Traktował jak faceta, ale bez zbędnego cukrzenia. Od razu poinformował mnie, że będzie drogo. Ma strasznego zeza, więc naucz sie patrzeć na nos jak do kogoś mówisz.
7. Działania podjęte po wizycie (o ile były).
Wypełnienie testów, wysłanie mu i czekanie aż na ich podstawie napisze opinię. Potem przelew kasy za opinie i dopiero wtedy mi ją wysłał.
8. Podsumowanie wszystkich następnych wizyt/innego kontaktu z danym lekarzem.
Innych wizyt nie było. Chciał po 100 zł za każdą wizytę, jeśli będę chciał od niego recepty. Później wyznaczyli mi go na biegłego (co jest debilizmem, bo miałem juz pełną opinię od niego), ale wtedy to się działo między nim a sądem o ile pamiętam i musiałem dopłacić koło 3 stówek za uj wie co... Podsumowując ok, bo nie robi kłopotów, nie słodzi, wie po co do niego idziesz.
9. Polecam/nie polecam (z grubsza dlaczego/dlaczego nie).
Płacisz - masz (czyli polecam).

Dr Ćwirko [Wrocław].

1. Na jakim byłeś wtedy etapie? (coming-out, wizyty lekarskie, wygląd itd.)
*Wypowiedź pominięta ze względu na oficjalne poglądy Grabieżcy, ale generalnie tak jak powyżej* ;)
2. Jak znalazłeś info o lekarzu?
Z internetów.
3. Rejestracja (opis).
Umówiłem się telefonicznie.
4. Opis poczekalni, gabinetu, nastroju tam panującego (z grubsza).
Też przyjęła mnie prywatnie w mieszkaniu. Nastrój zajebisty, proponowała kawkę itd, wygodne fotele w salonie... Trochę to przypominało kawę u cioci.
5. Pierwsze wrażenie.
Serdeczna babka
6. Przebieg wizyty, pytania lekarza, informacje jakich udzielał, inne rzeczy, na które zwróciłeś uwagę.
Dużo pytań zadaje, bardzo dużo, pyta o odczucia, o przeszłość, o plany na przyszłość, o rodzinę... Szuka cech męskich i strasznie słodzi, ale ogólnie spoko. Duuuuużo testów się u niej wypełnia, koło 700 pytań i wszystko na miejscu razem z nią
7. Działania podjęte po wizycie (o ile były).
Zapłaciłem jej z góry za wszystko, testy miała wypełnione i w ciągu trochę ponad tygodnia napisała solidną opinię i mi wysłała.
8. Podsumowanie wszystkich następnych wizyt/innego kontaktu z danym lekarzem.
Więcej wizyt nie było.
9. Polecam/nie polecam (z grubsza dlaczego/dlaczego nie).
Polecam.

12 marca 2014

U lekarza przed osiemnastką.

Przy okazji wspominania swoich niepełnoletnich wizyt u lekarzy postanowiłem rozejrzeć się jak to wygląda ze strony prawnej. Znalazłem bardzo fajne streszczenie praw małoletnich w kontaktach ze służbą zdrowia - cały post opieram głównie na nim. Notka będzie krótkim powtórzeniem tego, co napisano w zalinkowanych artykułach/wypowiedziach plus jakieś moje wspominki. Ot, przeróbka dla łatwiejszego zrozumienia.


Większość zalinkowanych tekstów twierdzi, że przed osiemnastką do lekarza trzeba się zgłosić w towarzystwie opiekuna. Kłóci mi się to z moimi doświadczeniami, dlatego tekst pani Więckiewicz wydaje mi się bardziej przydatny. Z drugiej strony dwa linki to informacje poradni, które jak widać dość stanowczo określają swoje stanowisko w tym temacie (wizyta wyłącznie z rodzicem). Zazwyczaj chodziłem do specjalistów sam od początku gimnazjum, jednak byli to specjaliści, którzy znali mnie i moją matkę od lat, stąd nie do końca mogę się na tym opierać. W liceum byłem w stanie dostać się do specjalisty bez żadnego problemu. Inna sprawa, że lekarze często chcą porozmawiać z rodzicem nie tyle z przyczyn prawnych, co dla poznania ich punktu widzenia, przeprowadzenia pełnego wywiadu z dwiema stronami. W końcu rodzice są w stanie powiedzieć więcej o twoim wczesnym dzieciństwie niż ty. Nie przejmuj się, jeśli twoi rodzice są anty i będą z lubością rozwodzić się nad pięknymi falbanami w sukieneczkach - najważniejsze jest i tak twoje poczucie płci. Wszystko też zależy od lekarza - jedni zrezygnują z wywiadu z rodzicami, inni będą potrzebowali spotkania z rodzicem nawet przy pełnoletnim pacjencie.

Najważniejsze informacje z "Nastolatki u lekarza":
  • poniżej 16. roku życia lekarz może, ale nie musi udzielać ci informacji na temat stanu zdrowia, przebiegu leczenia itd., a jedynie tego, co jest konieczne dla prawidłowej współpracy,
  • lekarz nie ma obowiązku informowania rodziców o twojej wizycie:
    "Lekarz (wbrew panującemu przekonaniu) nie ma obowiązku informować rodziców lub opiekunów małoletniego pacjenta o tym, że małoletni był jego pacjentem. Taki obowiązek pojawia się dopiero wówczas, gdy rodzice lub opiekunowie wyrażą chęć skorzystania ze swojego prawa do informacji."
  • w wieku 16-18 lat wymagana jest zgoda rodzica na badania, ale nie musi być ona wyrażona osobiście czy pisemnie (czyli niejako na twoje słowo harcerza):
    "Powyższe nie oznacza, że rodzic lub opiekun ma być obecny przy udzielaniu świadczenia zdrowotnego. Nie jest też określone, że jego zgoda musi być wyrażona w sposób bezpośredni – tj. osobiście bądź na piśmie. Lekarz może jednak na tej podstawie odmówić udzielenia świadczenia i może poinformować o tym, że udzieli go po uzyskaniu zgody od rodziców lub opiekunów. Natomiast nie powinien informować małoletnich pacjentów, że przyjście z rodzicami to warunek konieczny do uzyskania takiego świadczenia w ogóle, ponieważ są lekarze, którzy mimo braku zgody bezpośredniej zgadzają się na udzielenie świadczenia."
    "Za zgodę przedstawiciela ustawowego na świadczenie zdrowotne można uznać zapewnienie małoletniego, że „rodzice wiedzą i się zgadzają”. Żaden przepis nie reguluje bowiem, że ma to być zgoda wyrażona osobiście"
  • rodzice mają prawo do uzyskania informacji o twoich badaniach, leczeniu itd. (choć z doświadczenia wiem, że zazwyczaj otrzymują ogólne wnioski i opinię lekarza, a nie szczegółowe wyjaśnienia dot. tego, co piszesz/mówisz na wizytach; testów do oglądania chyba nigdy nie dostają),
  • lekarz ma prawo powołać się na "klauzulę sumienia" lub "dobrej woli" przy podejmowaniu decyzji dot. przyjęcia/leczenia pacjenta (niestety czasem odbija się to rykoszetem - odmówiono mi kiedyś wypisania hormonów ze względu na konflikt z własnym sumieniem... albo poglądami według mnie, bo hormony dostawałem wtedy już od dłuższego czasu):
    "Klauzula sumienia to pojęcie ustawowe oznaczające możliwość odwołania się lekarza do własnego sumienia, wiary i przekonań przy podejmowaniu decyzji o udzieleniu określonego świadczenia zdrowotnego. Klauzula „dobrej woli” nie jest usankcjonowania prawnie, stanowi wyłącznie termin roboczy. Oznacza możliwość odwołania się do całości systemu praw pacjenta, zwrócenie uwagi na problem konkretnego nastolatka i uznanie, że jego prawa stoją ponad okolicznościami je ograniczającymi i pomimo ich występowania należy udzielić świadczenia. Z informacji, które docierają do Federacji wynika, że często lekarze w swoim postępowaniu kierują się właśnie tą zasadą. Nie powinno się jednak zmuszać lekarzy do przyjęcia takiego sposobu myślenia, ponieważ jest to związane z tym, że narażają się na odpowiedzialność w związku z nieprzestrzeganiem zapisów ustawy. Na ich podstawie rodzice lub opiekunowie małoletnich, którym udzielono takich świadczeń mogą bowiem co najmniej domagać się wyjaśnień i zgłaszać pretensje odnośnie takiego postępowania a także reagować w sposób bardziej drastyczny (złożenie skargi)."
    Moja matka złożyła kiedyś wizytę mojemu seksuologowi z pretensjami o wypisanie mi skierowań na badanie, kiedy miałem 16-17 lat, a ona nie wyraziła zgody (znalazła skierowania w moich papierach). Dowiedziałem się o tym kilka lat po fakcie, ale że nie byłem już u tego lekarza, to nie wiem, czy miałoby to jakiś wpływ na dalsze diagnozowanie.
  • dodatkowo:
    W sprawach dotyczących zdrowia reprodukcyjnego lekarz powinien brać pod uwagę indywidualną sytuację pacjenta. Jego dobro (w szczególności związane z wiedzą na temat swojej seksualności – bezpieczeństwa seksualnego, ochrony przed schorzeniami, odpowiedniego reagowania na objawy itp.), poszanowanie jego intymności i godności oraz życia prywatnego powinny stanowić najważniejszy wyznacznik. Stoją one ponad prawem rodziców lub opiekunów do informacji czy wyrażenia zgody na udzielenie świadczenia.

11 marca 2014

Wizyta u dr Robachy [post gościnny - Chris]

Post gościny świeżo z skrzynki mejlowej od Chrisa. Choć sam nie byłem u dr Robachy, wiem z relacji znajomych, że bardzo pomaga, zwłaszcza jeśli ktoś ma wątpliwości czy rozterki. Poniżej oryginalny tekst :)

"Do dr Robachy na wizytę dostać jest się łatwo, na NFZ i zapisy są telefoniczne lub, jak kto woli, można wpaść do poradni w Łodzi przy ul. Sieradzkiej 13. Osobiście postanowiłem sam pojechać do Łodzi, zobaczyć gdzie to jest (jeszcze za czasów, gdy poradnia była na Pomorskiej), dopytać się co na wizytę mam zabrać etc. Pojechałem pod koniec marca w połowie czerwca miałem pierwszą wizytę, którą wspominam bardzo miło. 
Dr Robacha jest mega ciepłą osobą, która podchodzi do każdego - w moim odczuciu - bardzo indywidualnie, nie ocenia nikogo za szybko i odpowiada na każde pytanie, nawet te najbardziej głupie ;) Nie powiem, że się nie bałem tej pierwszej wizyty, byłem w temacie trans zielony i ręce latały mi jakbym właśnie zamarzał mimo temperatury typowo wakacyjnej. Kobieta od razu obdarzyła mnie szerokim uśmiechem, zaprosiła do gabinetu i zadała najbanalniejsze pytanie i najbardziej oczywiste "Co cię do mnie sprowadza?". I tu wszystko tak naprawdę się zaczyna. Pytała o orientację, o dzieciństwo, kiedy zauważyłem, że różnię się od innych, ale pytała o wszystko z wielkim wyczuciem, ani przez chwilę nie poczułem się urażony czy niekomfortowo. Ma podejście, ma takie ciepło w sobie, że na sam widok tej kobiety człowiek się uśmiecha i ma dobry dzień. Kiedy mówiła, że cały etap obserwacji będzie trwał ok. dwóch lat i dopiero po tym czasie dostanę upragnioną receptę wyjaśniała dokładnie dlaczego to musi wyglądać w ten sposób. Zadawałem pytania - dr odpowiadała, miałem mętlik w głowie - dr starała się wszystko przedstawić jak najjaśniej. Całą wizytę siedzieliśmy i po prostu rozmawialiśmy. Kolejne wizyty były średnio co 3 miesiące jak dobrze pamiętam, dawała skierowanie na badanie, ja je wykonywałem i z wynikiem pojawiałem się u dr Robachy. Każda wizyta to były skierowania na 1 - 3 badania, a kiedy już wszystko zrobiliśmy przekierowała mnie do psychologa, z którym współpracuje. Kiedy chodziłem na wizyty z psychologiem to nie widywałem się z dr Robachą, psycholog przeprowadzał testy, rozmowy. Kiedy już miałem zaświadczenie od psychologa dla dr Robachy to wyznaczaliśmy termin wizyty i wszystko omawialiśmy, rozmawialiśmy i to wszystko działo się w mega pozytywnej atmosferze. 
Dr Robacha podchodzi indywidualnie, bo mimo, że zaznacza, że cały proces będzie trwał dwa lata to i tak jest on dopasowany do pacjenta. Jeśli nie ma się wątpliwości, jeśli dr sama widzi na jakim my jesteśmy etapie to nie przetrzymuje na siłę, bo to i tak nie miałoby sensu. Dba o to byśmy mieli wszystkie badania zrobione, dokumentacje uzupełnioną, psychologa zaliczonego. Dba byśmy my czuli się dobrze i pewnie. Słyszałem, że dr Robacha wymusza badania ginekologiczne, że koniecznie cytologia i nie przyjmuje USG przez jamę brzuszną. Bzdura. Dr podczas wizyty kiedy dawała skierowanie na badania ginekologiczne zaznaczyła, że jeśli nie uda zrobić się cytologii to nie wykonujemy jej, ale wizyta u ginekologa jest potrzebna do dokumentacji, którą prowadzi. Nie kazała mi robić cudów z badaniami, stwierdziła, że jeśli ginekolog badania przeprowadzić nie będzie mógł to niech zrobi USG narządów, opisze je i bym to dostarczył. Każde skierowanie na badania było wyjaśniane dlaczego jest potrzebne, dlaczego powinienem je wykonać i nie obawiać się ich. Ona nie zmuszała do niczego, po prostu uświadamiała mnie, że to badanie jest ważne. 
Jak dla mnie dr Robacha jest najlepszym specjalistą, na którego mogłem wpaść. Wszystkie wizyty wspominam bardzo miło, dzięki niej jestem świadomy samego siebie, tego co ze mną się działo, dzieje, co może się dziać w przyszłości i jestem podbudowany, pewniejszy siebie dzięki temu jak mnie poprowadziła, jak dba o mnie tak po prostu, po ludzku."

Zarost na hormonach (foty Grabieżcy)

Nim wywołam u was falę zachwytu i orgazmów na widok mojej szalonej muskulatury, parę słów wstępu. ;) Nim zacząłem brać hormony praktycznie nie miałem zarostu - nogi mogłem golić raz na miesiąc albo rzadziej i były gładkie, przedramiona jak po depilacji laserowej, brwi rozdzielone itd. W dodatku włosy jasne, więc mniej widoczne. Nie miałem też żadnych problemów z cerą, pomijając rok czy dwa na początku dojrzewania. Marzenie nastolatki. ;) Pierwsze hormony brałem rok, potem dwa lata przerwy ze względów finansowych (dużo zmian się cofnęło) i od półtorej roku biorę tst na nowo - łącznie 2,5 roku na hormonach. Dawki mam mniejsze niż zaleca się większości ts (ze względów zdrowotnych). Prawdopodobnie efekty byłyby lepsze (chodzi mi głównie o brodę), gdybym był brunetem z silną szczeciną. ;) Oprócz włosów widać też syfy, które od ponad roku leczę u dermatologa - na samym początku brania tst był prawdziwy dramat skórny, teraz stopniowo jest coraz lepiej. Za jakość zdjęć przepraszam, ale jest u mnie ciemno jak w piwnicy i lepiej się nie dało. Dopiero po zrzuceniu zdjęć skapnąłem się, że zapozowałem w moich domowych gaciach w serduszka... Cóż. ;)

Po kliknięciu na obrazek powinno pokazać się powiększone zdjęcie.

Udo (przód).
Zapomniałem zaczesać brzuch do fotki ;)

Zdjęcia moje, kopiowanie to kradzież, także grzecznie mi tu.

Zdobywanie męskiej/uniseksowej fryzury.

Większość transów potyka się w pewnym momencie o wizytę u fryzjera, która ma pomóc w tworzeniu nowego, męskiego wyglądu. Krótkie włosy, nawet jeśli nie pasują do kształtu twarzy czy ogólnego stylu, wydają się pierwszym głośnym krzykiem wolności po latach walki z samym sobą lub otoczeniem. A nawet jeśli nie krótkie, to pasujące do męskiej wersji jakiejś subkultury. Niektórzy potrafią wejść do salonu i od progu zawołać "tnij pani na chłopa", reszcie podrzucam stos wymówek i sposobów na ścięcie bez wzbudzania sensacji. Pierwsza uniseksowa/męska fryzura może też nie być do końca tym, na co liczyłeś, ale pamiętaj, że w przyszłości zmieni się kształt twarzy i wtedy nawet warkocze z kokardami będą wyglądać dobrze. ;) Cierpliwości, panowie.

Nim zacznę chciałbym przypomnieć, że:
a) krótkie włosy czasem wyostrzają kobiece rysy twarzy;
b) jeśli nie widzą ci się krótkie włosy, zostawiasz długie, średnie czy jakie tam wolisz - ty się masz czuć dobrze, a nie otoczenie czy zwolennicy "bycia tru";
c) jeśli krótkie włosy ci nie pasują, kłócą się z twarzą, cokolwiek, to naprawdę istnieje miliard innych męskich fryzur, które będą wyglądać na tobie lepiej - nic na siłę;
d) jeśli jeszcze chodzisz do szkoły i nauczyciele nie wiedzą o ts lub to ignorują, krótkie włosy mogą być źle przyjęte (jako ekstrawagancka fryzura) - to samo tyczy się rodziców, pracodawców itd.


Metoda dwóch kroków (dla wyglądających dziewczęco/uniseksowo/chłopięco).
Tą metodą zdobywa się fryzurę na raty - ja opiszę opcję z dwiema częściami, ale oczywiście można to zamienić na "metodę podchodów" i rozciągnąć nawet na kilka miesięcy. Każdy ma swoje tempo. Dobrze, zatem "metoda dwóch kroków", cóż to jest i dla kogo... Głównie dla tych, którzy mają typowo żeńskie fryzury, uniseksowy wygląd i równie uniseksowy/wysoki głos. Pierwszy krok wykonujesz jako niewiasta, obojętnie u jakiego fryzjera. Po prostu mówisz, że naszło cię na zmianę stylu i chcesz mieć krótszą fryzurę. Może zrobić ci jesień średniowiecza z włosów, nie jest to istotne. Chodzi wyłącznie o to, żeby skrócił ci włosy, zostawiając jednocześnie więcej niż twoja wymarzona, docelowa fryzura (czyli chcesz długość x, fryzjer tnie tak, żeby zostało przykładowo x+8cm). Najlepiej bez cieniowania czy innych takich wynalazków, on ma się pozbyć jedynie nadmiaru. Jakkolwiek by to nie wyglądało, dziękujesz i wychodzisz. Teraz krok drugi i wizyta u innego fryzjera. Wcielasz się w siebie, czyli faceta, którego los pokarał ambitną matką/pokracznym fryzjerem/złośliwym rodzeństwem/czymkolwiek, co mogło ci zrobić tak paskudną, babską fryzurę. Zalecam ubranie uniseksowego stroju, jeśli boisz się reakcji pt. "przyszła ona, wyszedł on". Ta część jest prosta, niemal jedyne, co musisz robić, to narzekać, a to my, transi, umiemy wszak doskonale. ;) A zatem narzekasz na zdarzenie/osobę, dzięki której dorobiłeś się takiego wyglądu i prosisz o uratowanie wizerunku. Naprowadzasz fryzjerkę mniej więcej na to, co chciałbyś mieć na głowie (zdjęcia zawsze się przydają), pamiętając o narzekaniu i używaniu męskich/uniseksowych końcówek (nada ci to trochę więcej pewności siebie).

Metoda na idola (dla każdego).
W tej metodzie wcielasz się w szaloną fankę/fana jakiejś osoby (zdjęcie może być czyjekolwiek, ale zawsze lepiej znaleźć kogoś anonimowego/mało znanego, żeby uniknąć konfrontacji z prawdziwym fanem). W swoim fanowskim szale pragniesz mieć dokładnie taką samą fryzurę, bez przeróbek na żeńską wersję. Ma być dokładnie taka sama, jaką ma twój męski idol i koniec. Fryzjerki zazwyczaj są do tego przyzwyczajone.

Metoda teatralna (dla każdego).
Sztuka wymaga poświęceń, a ponieważ w pełni zgadzasz się z tym hasłem, postanawiasz zapełnić braki w składzie i zagrać męską rolę (co nie jest takie znowu rzadkie). Możesz być członkiem kółka teatralnego, zespołu z domu kultury, grupy tanecznej, cokolwiek. Po prostu mówisz, że chcesz uniseksową/męską fryzurę na potrzeby występu i prosisz o doradzenie, w jakiej by ci było najlepiej do twarzy. Fryzjerka może ci zaproponować fryzurę tak uniseksową, że dasz radę ułożyć ją na męsko lub damsko - świetne wyjście dla tych, którzy nie są wyałtowani w rodzinie, szkole itd.

Metoda subkultury (dla każdego, kto orientuje się w subkulturach).
Przy tej metodzie będzie potrzebna choćby ogólna znajomość subkultury, z której chcesz zapożyczyć fryzurę. Fryzjerzy zazwyczaj są obeznani - poza skinheadami chyba każdy potrzebuje profesjonalnej pomocy raz na jakiś czas. Najlepiej rozglądać się za fryzurą, która jest wspólna dla obu płci. Może być długa, krótka, obojętnie, w końcu taki styl jest jakby narzucony z góry. Minusem tej metody jest bycie traktowanym jako przedstawiciel danej subkultury, co czasem jest niekoniecznie przyjemne.

Metoda na przegrany zakład (dla każdego).
Tu chyba wiele nie muszę tłumaczyć - pokazujesz zdjęcie, mówisz, że przegrałeś zakład i musisz się obciąć dokładnie tak, jak osoba na zdjęciu. Jesteś honorowy, zakłady szanujesz, przyjmujesz na klatę konsekwencje. I tyle.

Metoda nowotworowa (dla wyglądających dziewczęco/uniseksowo).
Tutaj trochę nie fair wykorzystujesz ogólne współczucie społeczne, strach przed chorobą, brak informacji itd, ale metoda jest dzięki temu na pewno skuteczna... Wymówka jest taka - koleżanka z klasy, grupy, podwórka, czegokolwiek jest po chemii, wymęczona, ale pokonała raka, udało się. Już nie musi się skupiać w większości na walce z chorobą, zaczęła się interesować różnymi innymi sprawami i to urodziło niepewność, jeśli chodzi o wygląd - włosy odrastają, ale na razie są strasznie krótkie. Razem z innymi dziewczynami postanawiacie ściąć się w miarę krótko, żeby wyrazić solidarność wobec zakompleksionej koleżanki i razem czekać na odrośnięcie loków. Niezręczne pytania możesz zbyć troską o prywatność przyjaciółki.

Inne przykładowe:
- wymówka na sport (włosy przeszkadzają w trakcie treningu),
- wymówka na eksperymenty z gender (np. na studiach seksuologicznych, na zajęciach z psychologii czy edukacji seksualnej w liceum),
- wymówka na upodobnianie się do bliźniaczego rodzeństwa,
- próba sprzedania/oddania włosów na peruki dla np. ludzi po chemii,
- wymówka na lenistwo (nie chce ci się dbać o taką fryzurę, chcesz prostszą),
- stopniowe skracanie włosów jako kobieta aż do fryzury "na chłopczycę".

8 marca 2014

Wizyta u dr Jankowskiej-Wojniak

Za czasów moich pierwszych poszukiwań dr Jankowska-Wojniak była jedynym lekarzem w Szczecinie zajmującym się stale transami (pomijając dr Jędrzejczaka, który opisał zagrożenia i odesłał do dr Dulko, ale to temat na osobnego posta). Jest seksuologiem i ginekologiem, ale na badanie narządów rodnych odsyła na USG. Z tego co pamiętam, to wydała mi się dość droga, jednak wtedy miałem mało do czynienia z lekarzami "ukierunkowanymi", prawdopodobnie była przeciętna cenowo. Miałem z nią kontakt w wieku 16-17 lat, więc mogę nie pamiętać wszystkich detali. Opisuję sytuację z tamtego czasu, jeśli coś się zmieniło, to o tym nie wiem.

Numer wziąłem z niebieskiego forum, zadzwoniłem, umówiłem się na raczej dość nieodległy termin. Rejestracja jest wyłącznie telefonicznie, dr Jankowska-Wojniak nie ma rejestratorki ani rejestracji stacjonarnej. Gabinet znajduje się na strzeżonym osiedlu (niski blokowiec zamknięty wokół kawałka zieleni z placem zabaw). Na zewnątrz jest wywieszka o gabinecie ginekologicznym, ale nikt nie wie, że do niego idziesz - wejście jest wspólne z mieszkaniami. Poczekalnia jest mała, z toaletą, oknem i dwoma rzędami kilku krzeseł (może z 8 miejsc w sumie). Byłem tam dwa razy, raz czekałem z parą i jakąś kobietą. Sam gabinet jest większy, na przeciwko drzwi znajduje się biurko, a obok za parawanami ginekologiczne sprzęty. Wchodzi się po kolei, bez wyczytywania nazwisk. Na pierwszej wizycie byłem zestresowany i nie do końca wiedziałem, czego oczekuję - pamiętajcie, że był to mój pierwszy lekarz, który przyznawał się do znajomości tematu transseksualizmu i który zgodził się mnie przyjąć jako małoletniego. Na początek poleciały standardowe pytania o dane i szczegóły medyczne, przy których się zaplątałem. Zostałem zapytany o imię, które ponoć (wg dr) nie istnieje w języku polskim, mimo świętego i kilku postaci z niedawnej historii, które nosiły identyczne. No nic. Przeszliśmy nad tym do niezręcznych pytań typu "czego ja właściwie chcę". Nie miałem wtedy jeszcze gotowych odpowiedzi, więc pokrótce opisałem swój plan, wg którego zaraz po maturze miałem zmienić dane. Pani doktor podjarała mnie sugerując, że jeśli się zepnę, to uda mi się to przed maturą, a hormony dostanę zaraz po osiemnastce. Na ochłodę dodała, że nie jestem pełnoletni, ba, nie mam nawet 17 lat, więc wszystko musi być załatwione za zgodą rodziców lub powoli - żebym w momencie otrzymania papierka miał 18 lat. Pomijam, że w teorii nie wolno mi było zrobić niczego przed osiemnastką, ale wybaczmy jej, Grabieżca zawsze umiał kombinować. Dostałem od niej zadanie domowe i polecenie stawienia się na następną wizytę. Zadaniem domowym było napisanie życiorysu emocjonalnego (więcej na jego temat w starszych postach), który wypociłem w jeden wieczór, a następne poprawiałem dwa następne. ;) Lekarka sprawiła na mnie wrażenie dość szorstkiej i nieprzyjemnej. Kilka razy testowała moją determinację i reakcje różnymi wypowiedziami - teraz bym to olał bez drgnięcia powieki, wtedy się lekko podgotowałem.

Następna wizyta odbyła się jak tylko na nią uzbierałem. Dr wywarła na mnie zupełnie inne wrażenie, była wesoła i odnosiła się do mnie przyjaźnie. Jakbym zdał jakiś test czy coś... No nic. Oddałem życiorys, który przeczytała przy mnie. Zadała kilka pytań wyjaśniających, po czym wypociny wywędrowały do mojej karty. Nie pamiętam zbytnio, co się potem działo, pewnie ustalaliśmy szczegóły wcześniej wspomnianego planu, ale na koniec dostałem skierowania. Jedno na kariotyp, drugie na USG narządów rodnych (ze zniżką 60% po znajomości do jej zaprzyjaźnionego diagnosty). Na następną wizytę miałem się zgłosić po zrobieniu badań, ale ze względów finansowych nie dałem rady i już nie zawitałem w gabinecie. Kilka lat szukałem lekarzy na nfz w okolicach Szczecina, później zmieniłem miasto zamieszkania i już kompletnie machnąłem ręką.

Moim zdaniem jest świetna dla tych, którzy są kompletnie zdecydowani i choć trochę przygotowani finansowo - na pewno nie przedłuża niczego. Ponoć hormony daje na trzeciej wizycie po wykluczeniu wad układu płciowego (czyli po badaniach, na które dostałem skierowania). Dla wahających się to może być odrobinę traumatyczna wizyta, polecam delikatniejszego specjalistę.